Tag Archives: LATO

MAKOWY DROGOWSKAZ

PIĘKNO NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI

Dlaczego MAKOWY DROGOWSKAZ ? Ponieważ chciałam się z Wami podzielić moimi czerwcowymi, makowymi przemyśleniami.

W ciągu całego roku, większość wolnego czasu na świeżym powietrzu, spędzam w ogrodzie. Sadząc, pieląc, porządkując zachwycam się również swoimi kwiatowymi pięknościami, które od wiosny do jesieni uszczęśliwiają mnie swą urodą. Zimą, suche, wystające spod śniegu, cieszą dokładnie tak samo. Lubię myśleć, że właśnie w ten właśnie sposób, rośliny „dziękują” mi za troskę i starania. Ich widok przepełnia mnie ogromną radością. Cieszę się ich harmonią i dopasowaną kolorystyką. Lubię ten ład i spokój w ogrodowych kompozycjach. Traktuję to, jak osobistą nagrodę za wiele lat nauki i pracy nad „własnym kawałkiem ziemi” . To ogromna satysfakcja, którą czuję każdego dnia spacerując pomiędzy rabatami. Ktoś mógłby powiedzieć „niby nic wielkiego”, a jednak w moim przypadku, ta suma maleńkich, codziennych, ogrodowych radości składa się na moje dobre samopoczucie. W czerwcu odnalazłam je również gdzieś indziej.

CUDA CZEKAJĄ, AŻ JE ODKRYJESZ…

Regina Brett w jednej ze swoich książek napisała:

„Wychodź z domu każdego dnia. Cuda czekają, aż je odkryjesz.”

Tak bardzo się zgadzam z tym zdaniem. Powiedziałabym nawet, że czasem nie trzeba wychodzić z domu. Wystarczy się rozejrzeć dookoła i odkryć maleńkie cuda życia codziennego, które wniosą do naszego życia radość. A czy Wy już odnaleźliście swoje małe radości? Czy znaleźliście już „swój kawałek podłogi”? Rozejrzyjcie się dookoła i każdego dnia pracujcie na swoje małe sukcesy, na osobisty komfort, a wkrótce będziecie mieli co celebrować. To nie muszą być duże rzeczy. Czasem ulubiony fotel z kameralnym, przytulnym oświetleniem, kącik na balkonie, czy mała kwiatowa rabatka mogą sprawić cuda w życiu każdego z nas.

To aktualnie uczyniły w moim życiu „makowe panienki”. Tym razem nie w ogrodzie przy domu. Tym razem trzeba było wyjść troszkę dalej po to, aby spotkać te makowe piękności. Zrobiłam co mogłam i co potrafię najlepiej. Chwyciłam za aparat i są do Waszej „optymistycznej dyspozycji”:

SPACERY OPTYMIZMU

W czerwcu, na szlaku naszych codziennych spacerów pojawiło się mnóstwo takich tańczących na wietrze maków. Nie przestaję się uśmiechać. Są takie magiczne, takie energetyczne i niosą tyle optymizmu, że mam nadzieję zarazić Was ich energią! Celebruję tę radość każdego dnia.

DZIECIŃSTWO

Przypomniałam sobie, jaką wielką przyjemność sprawiał mi widok maków w dzieciństwie. Wplecione wraz z chabrami w pola zbóż, oświetlone czerwcowym słońcem, są dla mnie synonimem mojej dziecięcej beztroski. Kiedy staram się dotrzeć do mojego wewnętrznego dziecka, widzę wiele takich sielskich obrazów. I polecam Wam to samo. Spróbujcie sobie przypomnieć, co cieszyło Was w dzieciństwie najbardziej, o czym marzyliście, czego pragnęliście. Dla mnie, było to bardzo ważne doświadczenie zrozumieć, co we mnie zostało z tamtej małej dziewczynki, Ewuni w blond włoskach, zawsze uśmiechniętej od ucha do ucha. Chcę ją w sobie pielęgnować. Dawać jej miłość, uwagę i nade wszystko akceptację. Chcę nadal ubierać się bardzo kolorowo, codziennie się uśmiechać, zarażać radością życia, rozwijać swoje pasje i zainteresowania, które były ze mną od najmłodszych lat.

ZDROWY EGOIZM

Często męczymy się, czy dusimy w zbrojach stereotypów, opinii innych, czy konwenansów. Zdominowani opiniami innych o nas samych i o tym jak powinniśmy żyć, przestajemy pielęgnować nasze potrzeby. Jeśli tylko na aktualnym etapie życia, macie możliwość dopuścić do głosu swoje marzenia i pragnienia – zróbcie to! Zrzućcie z siebie to obciążające poczucie konieczności podobania się wszystkim. Możecie robić to, czego pragniecie najbardziej, oczywiście pod warunkiem, że to nie sprawia krzywdy innym. Celebrujcie radość, piękno i najdrobniejsze elementy swojego życia.

Teraz u mnie, ta mała radość to czerwcowe, makowe spacery. Wieczorne, leniwe, z błogim wpatrywaniem się w chmury. Tak bardzo tego potrzebujemy dla równowagi i odnalezienia balansu po ciężkich i pracowitych dniach. Nie musimy być zawsze perfekcyjni, zajęci i nieskończenie efektywni. Takie „proste chwile” bywają najpiękniejszym momentem letniego dnia. Zobaczcie te cudne obrazy:

DROGOWSKAZ

Rozejrzyjcie się dookoła. Poszukajcie łąki, wyjedźcie kawałek za miasto. W tym sezonie maki są prawie wszędzie i jest ich mnóstwo. W zastępstwie majowych, żółtych, rzepakowych pól, maki w czerwcu malują nasz krajobraz na czerwono, przesyłając optymistyczną, dobrą energię. Czerpcie bez limitu! Następna okazja zdarzy się dopiero w czerwcu, za rok! Wędrujcie, pobądźcie w ciszy i spokoju. Bądźcie dla siebie dobrzy. Może właśnie wtedy usłyszycie swoje myśli, marzenia, pragnienia i potrzeby…

Tego z całego serca Wam życzę!

SŁODKIE CZY KWAŚNE ? NIE WAŻNE. MOJE UKOCHANE CZERWONE KULKI.

Czy są wśród Was entuzjaści „kwaskowatych” owoców ?
Dziś będzie właśnie o nich.
W temacie „kwasiaków”, zawsze latem pojawiają się w mojej kuchni wiśnie
oraz czarne i czerwone porzeczki.
I o tych ostatnich chciałabym dziś więcej, i więcej, i więcej, a najlepiej zawsze.
Muszę, bo się uduszę … muszę „ratować przed zapomnieniem” 
te cudownie czerwone kuleczki…

Wiśnie i czarne porzeczki z pewnością sobie poradzą.
Mamy masę powodów aby je hodować i masę przepisów, żeby je kupować.
A co z porzeczkami ?
Czy tylko ja mam wrażenie, ze pokolenie babć i mam jeszcze je sadzi i hoduje,
a większość młodzieży i mniejszych dzieci albo nie wie jak to małe czerwone smakuje, albo nigdy w sklepie nie widziało ?
Ja czerwone porzeczki uwielbiam, hoduję, a jak brakuje … to kupuję.
Bo potrzebuję się najeść na świeżo, bo potrzebuję do lodów, galaretek, ciasta czekoladowego i koniecznie, wręcz niezbędnie … do KULTOWEGO CIASTA PORZECZKOWEGO. 
Nie ma u mnie lata bez ciasta porzeczkowego.
Ono jest jak skarpetki w kaloszach … no przecież muszą być !!!
(nie ma to jak dobre ogrodowe żarciki, oczywiście wprost z rabatki z czerwonymi porzeczkami) 

SKŁADNIKI NA KRUCHE CIASTO:

– 3 szklanki mąki krupczatki
– 3 żółtka + 1 całe jajko
– masło (200 g)
– 5 łyżek cukru pudru
– 3 łyżki kwaśnej śmietany
– 1 łyżeczka octu
– 1 łyżeczka proszku do pieczenia
– cukier waniliowy 

SKŁADNIKI NA KREM 

– masło (200g)
– 1 żółtko + 1 całe jajko 
– 6 łyżek cukru pudru
– cukier waniliowy

DODATKI:

– świeże owoce czerownej porzeczki
– galaretka truskawkowa 

Mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia ucieramy z masłem, żółtkami, jajem, cukrem pudrem
i cukrem waniliowym. Kolejno dodajemy kwaśną śmietaną i ocet.
Po dokładnym wyrobieniu ciasto będzie lekko kleiste i wilgotne. Rozprowadzam je na blaszce  pokrytej papierem do pieczenia, dłońmi zwilżonymi wodą. Dzięki temu ciasto łatwiej się rozprowadza.
Piekę zawsze w głębszej blaszce z piekarnika, w 180 stopniach około 30-35 minut.
Kolejno studzę ciasto, bo to konieczne. 
W międzyczasie przygotowuję krem, ucierając cierpliwie wszystkie jego składniki na gładką, lekko kremową masę. Rozprowadzam ją na ostudzone już ciasto i wstawiam blachę razem z ciastem
i masą do lodówki na co najmniej godzinę.
Czas na przygotowanie i studzenie galaretki.
Lekko tężejącą, zalewamy ułożone na kremie w jednej warstwie porzeczki.
Ponownie całość wstawimy na kolejną godzinę do lodówki.

Czas już teraz zacząć ucztę!
Five o’clock, popołudniowa herbatka, czy wszelkie inne Wasze kawowe rytuały mogą od dziś nabrać innego, słodko-kwaśnego wymiaru.
A wszystko to, dzięki cudownemu porzeczkowemu ciastu.
Słodki krem i orzeźwiająca galaretka cudownie równoważą lekką kwasowość porzeczek.

Całość chłodna, lekka i mega wciągająca. To ciasto jest wyjątkowe!
Napiszcie, czy i Wy zakochaliście się w tym smaku.

Czekam na Wasze komentarze! 

SŁOŃCE, SŁONECZNIKI, SŁONECZNICZKI … ESENCJA SIERPNIA

Czy i Wam jest tak cudownie żółto dookoła ?
Na niebie od wielu tygodni wspaniała, żółta kula.
Na polach od wielu tygodni cudowne, żółto kwitnące słoneczniki, 
na długich szyjach wyciągające się do swojego, żółtego słońca.
Stanąć z aparatem w takim słonecznikowym raju, to było niezapomniane przeżycie:

To był krótki odpoczynek w Austrii, w okolicach Villach, 
w drodze do równie słonecznej Francji. 
Widziałam już wiele słonecznikowych pól,
ale to było wyjątkowe.
Gęste, oszałamiające świeżością, i roślin i kolorów.
 Na moich rabatach również obfitość żółtych piękności.

Pysznią się mniejsze, słoneczniczki szorstkie:
 

 Planując nowe rabaty, czy nasadzenia, nie zapominajcie o żółtych, letnich akcentach, najlepiej właśnie bylinowych. 
Wnoszą masę trwałego optymizmu i światła do każdego ogrodu. 
Pięknie skomponowane z zielenią, lub innymi, ulubionymi kolorami będą cieszyły przez lata.   
Mody na przeróżne nowości nadchodzą, odchodzą, 
przychodzą nowe, a sprawdzone, ogrodowe pewniaki niezawodnie się sprawują. Choć nie stronię od ciekawych nowinek, zawsze będę stawiała na moich „starych, dobrych, ogrodowych znajomych”: 
wiwat słoneczniczki (Heliopsis helianthoides) !!!
Zaproście te cudne małe słoneczka do swoich ogrodów.
Tak bardzo by się chciało zatrzymać ten letni czas i to optymistyczne,
żółte, pogodne szczęście.
Skoro nie można inaczej, zatrzymuję je na fotografiach,
i dzielę się tym letnim szczęściem bo…
…powtarzając za Albertem Schweitzerem:
„szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli”
Mnóżcie, dzielcie, uszczęśliwiajcie się tym letnim czasem.

Do miłego następnego, z pewnością letniego,
z pewnością sierpniowego…

 

 

PŁYNNE ZŁOTO, CZYLI MIODEK Z MNISZKA LEKARSKIEGO

Z pewnością zauważyliście jak w ostatnich latach 
ekspansywnie zachowuje się mniszek lekarski.

Przynajmniej w naszej okolicy opanował większość pobliskich łąk
i niezagospodarowanych pól. 

Widok wiejski, sielski, romantyczny….
słoneczny,  optymistyczny, radosny,
jednym słowem „pełen wiosny”.

Troszkę tylko przeraża świadomość,
ile nasion z każdego kwiatka
rozdmucha wiatr w cztery strony świata ?
Mniszek będzie się dalej rozprzestrzeniał.
A pozbyć się go … nie lada wyczyn.

Cóż, kiedy wiatr robi z nasionami mniszka co chce.
Przenosi je skąd chce i dokąd chce.
Przynosi i do mojego ogrodu.
Nie mam siły się złościć, choć to już „niemała mniszkowa epidemia”.
Od lat dokładnie i skrupulatnie usuwam całe rośliny mniszka
wraz z korzeniem tak,
aby nie dać mu szansy na odrośnięcie.
Mniszki są u nas wszędzie, 
w lasku brzozowym, na rabatach, 
na trawniku i jeszcze na dobicie wrastają w kostkę na ścieżkach !

Oprócz złości czuję do mniszka lekką wdzięczność za to,
że choć agresywny i bardzo ekspansywny,
to niezwykle zdrowy i pożyteczny.
Lubią go też pszczoły.

Bo jeśli tak jak jak, co roku przygotujecie z kwiatów mniszka 
syrop o konsystencji miodu
 i zamkniecie go dobrze w słoiczkach,
pozyskacie wielki witaminowy skarb.

„Płynne złoto”, bo nazywa się ten miodek jest bogaty
w witaminy z grupy B, A, C i D.
Zawiera sporo magnezu, potasu, żelazo i krzem.
Syrop z mniszka lekarskiego jest niezwykle skuteczny w leczeniu infekcji dróg oddechowych i moczowych.
Działa antybakteryjnie. Wspomaga leczenie anemii.
Niektóre źródła mówią o działaniach wspierających obniżenie poziomu cholesterolu i leczenie miażdżycy.
Rankiem, rozpuszczam łyżeczkę tego miodku 
w szklance wody i wypijam na dobry, poranny start każdego dnia.
W czasie obniżenia formy,
poleca się 2-3 łyżeczki „złota” dziennie. 
Cenny, bardzo zdrowy i na dokładkę,
na wyciągnięcie ręki.
Właśnie teraz kwiaty mniszka kwitną najobficiej. 

Zbieramy, i to za darmo !!!
Pamiętajcie, że kwiaty na syrop należy zrywać w suchy,
najlepiej słoneczny dzień.


Ja, do cięcia kwiatów zawsze używam nożyczek,
aby nie pobrudzić sobie paznokci i palców,
klejącym „mleczkiem” z łodygi mniszka.

Kolejno odkłam je na około pół godziny,
aby wyszli z nich lub odlecieli  „nieproszeni goście”.
Czasem podcinam jeszcze resztki łodyżek.


Składniki na około 7 słoiczków:

  • około 500 kwiatków mniszka (same główki)
  • 1 cytryna
  • 1 litr wody
  • 1 kg cukru
  • 2-3 goździki
Przygotowanie:
Kwiatki przesyp do garnka i zalej je wrzącą, gotującą się wodą.
Dodaj goździki.
Doprowadź wodę do ponownego wrzenia, 
przykryj garnek pokrywka i gotuj na wolnym ogniu przez 15-20 minut. 
Kolejno pozostaw garnek na kilkanaście godzin w chłodnym miejscu.
Po tym czasie wywar odcedź.
Ja robię to przez sito, na którym układam gazę.
Teraz już czas dodać cukier i wyciśnięty sok z cytryny.
Całość należy dobrze wymieszać i delikatnie gotować,
aż do całkowitego rozpuszczenia się cukru
i zgęstnienia naszego syropu.
Gotowy, ma konsystencję świeżego, lejącego się miodu. 
Jeszcze gorący syrop, przelewam wazówką
do wcześniej przygotowanych słoiczków.
Powinny się same „zamknąć”, jeśli tylko nie zapomnimy
o dobraniu właściwych zakrętek … ha, ha, ha 
Pozostawiam je w spokoju do całkowitego ostygnięcia
i przenoszę do co ciemnej i chłodnej spiżarni. 
Lubię patrzeć na na to piękne, płynne złoto zamknięte w słoiczkach.
Jego bursztynowy, ciemny kolor przywołuje piękne wspomnienia.

Miodek jest przepyszny, a w smaku najbardziej przypomina
letni, kwiatowy miód mojego dziadka Wincentego z Wilczyna.
Nie ma już dziadka, nie ma pasieki, nie ma naszych uli, ani pszczół.
Ale robię co roku zdrowy i pyszny „miodek mniszkowy”.
Też dobrze.
Zdrówka nam Wszystkim życzę !!!
!!! Zdrówka przede wszystkim !!!

MOJE OWOCOVE LOVE Z OGRODU

Sobotni poranek.
Przez otwarte okno, budzą mnie niezwykle aktywne wilgi.
Roztańczone, rozśpiewane zabawnie hałasują w naszym brzozowym lasku. 

Jakże one egzotycznie cudne.  Co roku spędzają u nas lato.

W tym sezonie jest to „7 osobowa” rodzinka.
Aktualnie, rodzice uczą swoje  młode i latać i śpiewać.
Pewnie z początkiem września, jak zwykle opuszczą nas
tak nagle, jak nagle z początkiem maja się pojawiają.  

Oczom nie wierzę … 7.30 rano, a na termometrze już 26 stopni.
Jaki to będzie dzień ? Planowałam prace w ogrodzie. 
Mam do wypielenia 2 duże rabaty.
Częste opady ponownie „zaktywizowały” znienawidzone przeze mnie 
do granic możliwości CHWASTY.
Ale wiem, że w taki upał nie dam rady. 
Moje serduszko „już nie to”. Muszę się oszczędzać. 

Po 2, czy 3 godzinach było już 29 stopni, potem już 32…
Zrobiłam sobie mały spacerek po ogrodzie.
Z czym wróciłam ? Spójrzcie:
Nasz ogród nie jest wielkim, owocowo-warzywnym rajem.
Mamy kilka krzaków porzeczek, borówki, agrest,
jeżyny i całkiem spory maliniak.
Wszystko to w jednym z narożników ogrodu,
tak, aby nie burzyć „kwiatowego” porządku naszego raju,
ale tak, aby cieszyć się letnim smakiem własnych owoców.
Uroczo jest zebrać rankiem miseczkę malin na lekkie, owocowe śniadanie.
Jeszcze lepiej zebrać miskę malin, na wspaniałe malinowe ciasto.
Tak też zrobiłam. 
Nie wyobrażam sobie naszego lata bez 2 smakołyków. 
Uwielbiamy:

MALINIAK POD MIĘKKĄ KOŁDERKĄ
(link do przepisu)
PORZECZKOWIEC NA TWARDEJ KOŁDERCE  

Są zupełnie inne, ale łączą je 2 wspólne mianowniki:
kruchy spód oraz czerwone, letnie owoce.
W sobotę zrobiłam maliniaka.
 Będę go piekła jeszcze przez wiele letnich tygodni,
bo mamy i wczesne, i bardzo późne odmiany malin.
To ciasto smakuje równie znakomicie z jeżynami, czy borówkami. 
Jeżyny mamy rozpostarte na ogrodzeniu w dwóch miejscach w ogrodzie. 
Ciepłe, słonecznie miejsce zapewnia słodycz tych pysznych owoców.
Zaś kilka krzaczków borówek amerykańskich rodzi nam każdego roku
masę słodziutkich, niebiańsko-niebieskich kuleczek.   

 A jakie Wy macie owoce w ogrodzie ?
Nie trzeba przecież zakładać wielkiego sadu, 
żeby zbierać w koszyczek swoje owoce w letnie poranki. 
Jest teraz tyle ciekawych i interesujących odmian,
które możemy hodować w ogrodzie, 
czy też na balkonie w donicach lub skrzyniach.
Wiele z nich ma znakomite właściwości zdrowotne.
Kocham takie letnie „bomby witaminowe”.
Przejrzyjcie aktualną ofertę ciekawych owoców: TUTAJ
Nadchodzące tygodnie i miesiące, to znakomity czas na sadzenie…
Sadzonki borówek znajdziecie TUTAJ
  
pozdrawiam i przesyłam
OWOCOVE LOVE

ZYCIODAJNA WODA – NAWADNIANIE KROPELKOWE

W tym sezonie nasz ogród dostał bardzo pożyteczny prezent:
NAWADNIANIE KROPELKOWE

Myśleliśmy o tym od dawna, ale ilość opadów oraz moje pozytywne podejście
do wieczorowego „stania z wężem w ręku”, ciągle odwlekały tę decyzję.
Bardzo lubię pospacerować wieczorami po ogrodzie.
Oglądam wszystkie rabaty, sprawdzam samopoczucie wszystkich moich roślin.
Tu skubnę, tam przytnę…każdej roślince spojrzę w oczy..
Wiem co i jak się dzieje.
Robiłam to zwykle właśnie w trakcie podlewania. 


Szalę przeważyła ilość czasu potrzebnego na podlanie wszystkich rabat w okresie suszy.
Nie mam już wolnych tych przysłowiowych „kilku godzin”. 
Praca zawodowa pochłania mnie ogromnie i czasem muszę jej dedykować również wieczory.
A w ogrodzie, w sezonie kilka godzin tygodniowo 
zajmuje nam szeroko pojęta „pielęgnacja”.
Pieleniu, przycinaniu, przesadzaniu, wysadzaniu nie ma końca….
Wszyscy ogrodnicy to wiedzą.
 I skąd znaleźć czas na podlewanie ?
Nie przepadam za zraszaczami, które polewają rośliny „z góry”. 
Kwiaty więdną lub całkiem marnieją. A liście ?
U nich, na dłuższą metę takie podlewanie zwykle skutkuje
szybszym i mocniejszym rozwojem chorób grzybowych. 
Zawsze lałam wodę roślinkom „pod nóżki”.
I tę rolę dziś znakomicie spełniają linie kroplujące. 
Od teraz, to one będą regularnie,
i tylko wtedy kiedy trzeba, wyręczały mnie w tej
bardzo czasochłonnej, ogrodowej czynności, jaką jest podlewanie.
Mam nadzieję, zachować na dłużej letnią, świeżą zieleń ogrodu.
Zwykle już w końcówce lipca i w sierpniu ciężko było uchronić rośliny przed podsychaniem.
A teraz wierzę, że będzie tak pięknie na dłużej:

ZACZAROWANE RABATY – MISJA SPECJALNA

Tej wiosny sporo pisałam o roślinach cebulowych,
 bo począwszy od najwcześniejszych przebiśniegów i krokusów,
poprzez przepiękne, majowe tulipany, towarzyszą mi aż do czerwca,
 kiedy to okazałe czosnki ozdobne,
zaczynają swoją „misję specjalną”.
Mam je w wielu odmianach i kolorach, ale dziś Wam pokażę,
jak ciekawie można przyspieszyć kwitnienie i atrakcyjność rabat,
które kwitną np. dopiero w drugiej połowie roku.
Za przykład posłużą nam dwie bardzo charakterystyczne rabaty
z naszego ogrodu.
Nasza „celebrytka” dobrze znana rabata z liliowcami rozpoczyna swój spektakl w lipcu.
Dzięki czosnkom odmiany „Purple Sensation”,
zadziwia kolorem i kwiatami już od połowy maja. Miałam szansę zorganizowania „czosnkowej majówki”:


Staje się zachwycająca ponad 1,5 miesiąca
przed kwitnieniem liliowców !!!
Nawet powolnie przekwitające, fioletowe kule
są bardzo atrakcyjne. 


Warto jesienią posadzić na niej czosnki ? WARTO. BRAWO JA !
A co stanie się z zasychającymi liśćmi czosnków,
których nie wolno nam usunąć zbyt wcześnie ?
Schowają się w gąszczu liści liliowców,
i staną się kompletnie niewidoczne.
MISJA SPECJALNA NR 1 ZREALIZOWANA  !!!

Teraz weźmy pod lupę jedną z hortensjowych rabat obsadzonych bukietowymi odmianami „Limelight” i „Little Lime”.
One również rozpoczynają swoje „popisy” w lipcu.
Posadzone jesienią czosnki błękitne (Allium caeruleum)
znakomicie spełniły swoją rolę.
Przykuwają uwagę swoim wyjątkowym, błękitnym kolorem.
Rabata jest interesująca, a hortensje spokojnie, w swoim tempie zawiązują w międzyczasie pąki kwiatowe. Urosną, a ich ogromne kwiatostany, w lipcu zasłonią przekwitające i zasychające czosnki.
MISJA SPECJALNA NR 2 ZREALIZOWANA  !!!

Macie jakieś pomysł na swoje rabaty ?

 

  

WSPANIALE WYKONCZONE RABATY – FUNKIE

Dziś będzie o tym, jak efektownie zakończyć obsadzanie rabat.
Ciekawe nasadzenia kwiatowe
 często potrzebują niskich roślin na obwódki.
U nas znakomicie w tej roli sprawdziły się funkie. 
Kolekcjonowane od wielu lat, tworzą piękne, zielone wstęgi.

  To one, w większości tworzą najniższą strefę naszych cienistych rabat. 

W bardzo wielu odmianach, zaskakują zróżnicowaną wielkością liści, kolorami i zróżnicowaną fakturą. 
Są niezwykle interesujące.
Zdrowe, trwałe, rozrastają się każdego sezonu coraz mocniej.
Uwielbiają półcieniste i cieniste rabaty oraz wodę.
Są niezwykle żywotne i chętnie poddają się wiosennemu dzieleniu. 
Stanowią jeden z wielu ślimaczych przysmaków,
ale dzisiejsze środki ochrony sprawiają,
że nie jest to już żaden problem.
 Mamy ich w ogrodzie bardzo dużo, w kilkunastu gatunkach.
 Zobaczcie jak ważne są dla nas funkie.

Rozrastają się i imponują na rabatach dużo wcześniej

niż ich hortensjowe towarzyszki.


Poniżej aktualny wygląd półcienistych rabat przy lasku brzozowym. 
Najnowsze moje nabytki to odmiany:
„Fantasy Island” oraz „Fire and Ice”
Na zdjęciu poniżej pierwszy plan tworzą:
 „Blue Angel” i „Blue Mouse Ears”
w tle „Crusader” i „Satisfaction”
Ich ogromny wybór czeka na Was TUTAJ.
Wybierajcie rozmiary, kolory i odmiany.
Sadźcie te, które podobają się Wam najbardziej.

Pozdrawiam „ogrodowo-funkiowo”

HORTENSJOWY SWIAT, KTORY MNIE OTACZA…

Kanadyjski pisarz Brian Tracy, 
specjalizujący się w dziedzinach rozwoju osobistego i psychologii sukcesu
postawił kiedyś tezę, z którą w pełni się zgadzam:
„Świat, który Cię otacza, to odbicie świata,
który nosisz w sobie.”
Czyż nie jest tak, że osiągnąwszy w życiu etap,
kiedy przestajemy obawiać się opinii innych,
kiedy to uwalniamy się od ciągłej presji otoczenia, 
konieczności podporządkowywania się woli osób trzecich
i ciągłych próbach przypodobania się komuś…
…zaczynamy tworzyć wokół siebie świat, który odpowiada wyłącznie nam,
jest dokładnie taki, jakim go sobie wymarzyliśmy.
Cała sztuka polega na tym, aby mieć odwagę i energię,
żeby zmienić ten kawałek świata wokół siebie.
I wtedy, ten nasz świat ukazuje nas, nasze poczucie stylu,
zdradza nasze upodobania i pasje.
Takim osobistym „zwierciadłem mojej duszy”, moim światem, 
który pokazuje „co mi w duszy gra” jest nasz ogród.
Uwielbiam harmonię, ład i porządek. 
Ich odbicie zawładnęło naszym zielonym rajem.
Dużo planuję, staram się dokładnie przemyśleć każdą nową rabatę,
wszystkie nowe nasadzenia.
Łączę rośliny stylami, gatunkami, paletami barw. 
Robię to tak, jak chcę tego ja.
Czasem słyszę głosy:
nie za gęsto ? nie za dużo ? nie jest tu zbyt cieniście ?
Słucham. Nie komentuję. Robię wszystko po swojemu.
Tworzę ogród dokładnie tak, jak go czuję. 
W głowie mam obrazy, które maluję roślinami.
Tworzę rabaty, które wcześniej widziałam „oczami duszy”
przez zamknięte powieki. 
Bo tak jak powiedział Brian Tracy, mój ogrodowy świat, to odbicie świata, który noszę w sobie.
Jak wiecie, wspaniale się w ten świat wpisały hortensje.

  Uwielbiamy je w sposób szczególny. 
Są prawdziwą wizytówka naszego ogrodu.
Ponad 200 krzewów tej wspaniałej rośliny, zdominowało jego charakter.
Trwałe, piękne, wierne towarzyszki. 
Zdobią „nasz świat” praktycznie przez okrągły rok.
Pozostawiamy suche kwiatostany na zimę, ponieważ przepięknie wyglądają
okryte śnieżnymi czapeczkami.

Urodziłam się 19 kwietnia, a horoskop kwiatowy mówi, 
że osoby urodzone w dniach 11-20 kwietnia, to właśnie HORTENSJE.
Dowiedziałam się o tym całkiem niedawno. 
W pierwszej chwili się zaśmiałam, bo nie wierzę w horoskopy.
JA = HORTENSJA ?
Ale, czy to może być tylko przypadek ?
Od ponad 10 lat kupuję hortensje. I ciągle mi mało…
Kolejnych 14 donic z hortensjami czeka na sadzenie.
Ciągle znajduję dla nich nowe miejsca w naszym ogrodzie.

Może i Was zarażę swoją pasją ?

pozdrawiam,
WASZA HORTENSJA

MORZE KWIATOW W LETNIM OGRODZIE

Dobrze pamiętam czasy ,kiedy razem z mamą jesienią jeździłyśmy na Kaszuby
do pobliskich sadowników i hodowców po drzewa i krzewy.
 Dźwigałyśmy mniejsze i większe egzemplarze z gołymi korzeniami, bo tylko takie były dostępne.
Niektóre miały całkiem spory i dobrze rozwinięty system korzeniowy,
na inne mama patrzyła z obawą.
Często powtarzała, że potrzebujemy sporo szczęścia, żeby się dobrze przed zimą ukorzeniły
i żeby nie dały się pokonać mroźnej lub bezśnieżnej zimie.
Niektóre nasadzenia robiłyśmy wiosną. Ale to były głównie bylinowe „zdobycze z podziału”. 
Pamiętam, jak wiozłam autobusem w reklamówkach karpy rudbekii, czy liliowców. 
Ręce miałam wyciągnięte do ziemi, bo karpy zostały podlane przed podróżą,
aby lepiej zniosły „przeprowadzkę”…
Wszystko to wydaje mi się już tak odległe. 
Oczywiście i podział, i nasadzenia z gołymi korzeniami nadal dobrze się mają, ale…
…ale, dziś szkółkarstwo donicami stoi !!!
W najbardziej pozytywnym tego stwierdzenia znaczeniu. 
Kupujemy rośliny zwykle doskonale ukorzenione z możliwością sadzenia ich do gruntu
od wczesnej wiosny aż do późnej jesieni. 
Zapewnienie odpowiedniej wilgotności młodym roślinom
w pierwszych tygodniach po zasadzeniu
gwarantuje nam z ogromnym prawdopodobieństwem 100 %  sukces.
Nie straszne gorące lato, nie straszne chłodne jesienne tygodnie. 
Rośliny sadzone z donic, są gotowe na szybki rozrost i piękne kwitnienie.
Właśnie sadzę jeżówki i rozplenice na skarpie, na szczycie której,
chwilkę wcześniej zamieszkały hortensje bukietowe i miskanty. 
Doniczki wcześniej czekały na mój wolny czas i przez wiele dni stały w zacienionej części ogrodu.
Podlewałam je co drugi wieczór. 
A kiedy nadszedł wolny weekend, zabrałam się za sadzenie…
 Wy możecie zrobić to w każdym, dogodnym dla Was momencie.
Jeżówki kwitną do jesieni, więc mamy jeszcze morze czasu.
Mam je w bardzo wielu miejscach ogrodu, ale wszystkie mają wspólny mianownik.
Tworzą morze jeżówek

Sadzę zawsze kilka do kilkunastu sadzonek na 2-3m kwadratowe tylko po to,
aby moje letnie rabaty zostały zalane morzem kwiatów.
Jeżówki znakomicie sprawdzają się w tej roli.
 

 Nasz ogród zalało również morze hortensji, 
ale o tym wszyscy miłośnicy naszego ogrodu wiedzą doskonale 🙂


 Moja inna, letnia rabata została stworzona z morza liliowców:


Kolejne, słoneczne miejsce to nieduże morze tawułek japońskich …

 Na co to wszystko wygląda ?
Na to, że dziewczyna pochodząca z Sopotu, z nad morza, 
od lat mieszkająca na Mazowszu, nigdy się z morzem nie rozstała, ha ha, ha.
Ale nie muszę tęsknić.
Mam tu, w swoim ogrodzie, swoje kwiatowe, kolorowe morza.
I Wy twórzcie swoje ogrodowe „rozlewiska”
Kolorujcie nimi swój letni czas.
 
Sadzonki w donicach,
są dostępne przez cały sezon w sklepie FUNKIE.PL 
Możecie kupować rośliny i sadzić do późnej jesieni. 
Ja, jeszcze latem będę się zaopatrywać w jesienne piękności.
Myślę nad rudbekiami, nowymi astrami i dzielżanami.
« Starsze wpisy