Tag Archives: REFLEKSJE

MAKOWY DROGOWSKAZ

PIĘKNO NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI

Dlaczego MAKOWY DROGOWSKAZ ? Ponieważ chciałam się z Wami podzielić moimi czerwcowymi, makowymi przemyśleniami.

W ciągu całego roku, większość wolnego czasu na świeżym powietrzu, spędzam w ogrodzie. Sadząc, pieląc, porządkując zachwycam się również swoimi kwiatowymi pięknościami, które od wiosny do jesieni uszczęśliwiają mnie swą urodą. Zimą, suche, wystające spod śniegu, cieszą dokładnie tak samo. Lubię myśleć, że właśnie w ten właśnie sposób, rośliny „dziękują” mi za troskę i starania. Ich widok przepełnia mnie ogromną radością. Cieszę się ich harmonią i dopasowaną kolorystyką. Lubię ten ład i spokój w ogrodowych kompozycjach. Traktuję to, jak osobistą nagrodę za wiele lat nauki i pracy nad „własnym kawałkiem ziemi” . To ogromna satysfakcja, którą czuję każdego dnia spacerując pomiędzy rabatami. Ktoś mógłby powiedzieć „niby nic wielkiego”, a jednak w moim przypadku, ta suma maleńkich, codziennych, ogrodowych radości składa się na moje dobre samopoczucie. W czerwcu odnalazłam je również gdzieś indziej.

CUDA CZEKAJĄ, AŻ JE ODKRYJESZ…

Regina Brett w jednej ze swoich książek napisała:

„Wychodź z domu każdego dnia. Cuda czekają, aż je odkryjesz.”

Tak bardzo się zgadzam z tym zdaniem. Powiedziałabym nawet, że czasem nie trzeba wychodzić z domu. Wystarczy się rozejrzeć dookoła i odkryć maleńkie cuda życia codziennego, które wniosą do naszego życia radość. A czy Wy już odnaleźliście swoje małe radości? Czy znaleźliście już „swój kawałek podłogi”? Rozejrzyjcie się dookoła i każdego dnia pracujcie na swoje małe sukcesy, na osobisty komfort, a wkrótce będziecie mieli co celebrować. To nie muszą być duże rzeczy. Czasem ulubiony fotel z kameralnym, przytulnym oświetleniem, kącik na balkonie, czy mała kwiatowa rabatka mogą sprawić cuda w życiu każdego z nas.

To aktualnie uczyniły w moim życiu „makowe panienki”. Tym razem nie w ogrodzie przy domu. Tym razem trzeba było wyjść troszkę dalej po to, aby spotkać te makowe piękności. Zrobiłam co mogłam i co potrafię najlepiej. Chwyciłam za aparat i są do Waszej „optymistycznej dyspozycji”:

SPACERY OPTYMIZMU

W czerwcu, na szlaku naszych codziennych spacerów pojawiło się mnóstwo takich tańczących na wietrze maków. Nie przestaję się uśmiechać. Są takie magiczne, takie energetyczne i niosą tyle optymizmu, że mam nadzieję zarazić Was ich energią! Celebruję tę radość każdego dnia.

DZIECIŃSTWO

Przypomniałam sobie, jaką wielką przyjemność sprawiał mi widok maków w dzieciństwie. Wplecione wraz z chabrami w pola zbóż, oświetlone czerwcowym słońcem, są dla mnie synonimem mojej dziecięcej beztroski. Kiedy staram się dotrzeć do mojego wewnętrznego dziecka, widzę wiele takich sielskich obrazów. I polecam Wam to samo. Spróbujcie sobie przypomnieć, co cieszyło Was w dzieciństwie najbardziej, o czym marzyliście, czego pragnęliście. Dla mnie, było to bardzo ważne doświadczenie zrozumieć, co we mnie zostało z tamtej małej dziewczynki, Ewuni w blond włoskach, zawsze uśmiechniętej od ucha do ucha. Chcę ją w sobie pielęgnować. Dawać jej miłość, uwagę i nade wszystko akceptację. Chcę nadal ubierać się bardzo kolorowo, codziennie się uśmiechać, zarażać radością życia, rozwijać swoje pasje i zainteresowania, które były ze mną od najmłodszych lat.

ZDROWY EGOIZM

Często męczymy się, czy dusimy w zbrojach stereotypów, opinii innych, czy konwenansów. Zdominowani opiniami innych o nas samych i o tym jak powinniśmy żyć, przestajemy pielęgnować nasze potrzeby. Jeśli tylko na aktualnym etapie życia, macie możliwość dopuścić do głosu swoje marzenia i pragnienia – zróbcie to! Zrzućcie z siebie to obciążające poczucie konieczności podobania się wszystkim. Możecie robić to, czego pragniecie najbardziej, oczywiście pod warunkiem, że to nie sprawia krzywdy innym. Celebrujcie radość, piękno i najdrobniejsze elementy swojego życia.

Teraz u mnie, ta mała radość to czerwcowe, makowe spacery. Wieczorne, leniwe, z błogim wpatrywaniem się w chmury. Tak bardzo tego potrzebujemy dla równowagi i odnalezienia balansu po ciężkich i pracowitych dniach. Nie musimy być zawsze perfekcyjni, zajęci i nieskończenie efektywni. Takie „proste chwile” bywają najpiękniejszym momentem letniego dnia. Zobaczcie te cudne obrazy:

DROGOWSKAZ

Rozejrzyjcie się dookoła. Poszukajcie łąki, wyjedźcie kawałek za miasto. W tym sezonie maki są prawie wszędzie i jest ich mnóstwo. W zastępstwie majowych, żółtych, rzepakowych pól, maki w czerwcu malują nasz krajobraz na czerwono, przesyłając optymistyczną, dobrą energię. Czerpcie bez limitu! Następna okazja zdarzy się dopiero w czerwcu, za rok! Wędrujcie, pobądźcie w ciszy i spokoju. Bądźcie dla siebie dobrzy. Może właśnie wtedy usłyszycie swoje myśli, marzenia, pragnienia i potrzeby…

Tego z całego serca Wam życzę!

PAŃSTWOWE MUZEUM AUSCHWITZ-BIRKENAU

To będzie wpis inny niż wszystkie bo i miejsce i emocje towarzyszące zwiedzaniu były inne niż zwykle. Wizyta w Auschwitz szokuje i porusza do głębi. Nie wiem, jak można się na taki dzień przygotować. Ja przeżyłam to bardzo głęboko i nigdy tego dnia nie zapomnę…

14 czerwca 1940

Dzień ten uznawany jest za początek funkcjonowania obozu. Władze niemieckie kierują do Auschwitz pierwszy transport więźniów.

Dziś, kolejnego 14 czerwca, w 80 lat później zdobyłam się na odwagę, żeby opublikować i podzielić się z Wami fotografiami, które przywiozłam z tego miejsca już jakiś czas temu. To chyba jedno z najtrudniejszych miejsc, które zdecydowałam się sfotografować i zatrzymać jego pamięć na czarno-białych fotografiach.

Tym razem nie będę zbyt wiele pisać, bo każdy z nas zna tę okrutną historię. Kto będzie chciał zgłębić fakty i zdarzenia, znajdzie sporo źródeł historycznych.

Ja zostawiam Was z galerią (każdą fotografię można powiększyć). Te zdjęcia za każdym razem poruszają mnie, jak mało która moja praca…

Jak żadna inna nazwa historyczna: Obóz Koncentracyjny Auschitz-Birkenau oznacza niewyobrażalne okrucieństwo nazizmu.

Tu zamordowano ponad 1,2 miliona ludzi – głównie Żydów. Tu znajdowały się baraki mieszkalne, więzienie, cele śmierci administracja i budynki mieszkalne administracji obozu.

Dziś na 190 h terenów znajduje się muzeum i miejsce pamięci. Na ich zwiedzanie trzeba zarezerwować około 5-6 godzin.

W obozie II – Brzezinka, w czterech komorach gazowych ludzie byli mordowani i później paleni w krematoriach.

Miejsce pamięci

„Arbeit macht frei”

Do dziś na bramie głównej obozu możemy przeczytać to cyniczne zdanie oznaczające: „Praca czyni wolnym”

Muzeum

Muzeum zostało stworzone w 1947 roku. Składają się na nie przede wszystkim dwie wielkie części byłego kompleksu obozowego: Auschwitz I Stammlager i Auschwitz II Birkenau wraz z ponad 150 budowlami, rzeczywistymi drogami dojazdowymi około 300 ruinami, rampą, ogrodzeniami, a także archiwalia, które przetrwały ewakuację obozu oraz zbiór ponad stu tysięcy obiektów ruchomych (m.in. walizki, buty i przedmioty codziennego użytku, pasiaki i przedmioty więźniarskie, a także przedmioty pochodzenia esesmańskiego.

Ustawa Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z 2 lipca 1947, określiła:

„Tereny byłego hitlerowskiego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu wraz z wszelkimi znajdującymi się tam zabudowaniami i urządzeniami zachowuje się po wsze czasy jako Pomnik Męczeństwa Narodu Polskiego i innych Narodów.”

A KTO JUŻ NIE MOŻE, NIECH PĘDZI NAD MORZE…

 
Potrzebujecie relaksu i odprężenia ?
Czujecie zmęczenie latem? A może wakacjami? Może trzeba Wam przewentylowania części „Waszych układów”?
Tak, to też jest możliwe. Czuć zmęczenie po wakacjach. Ruszamy w nieznane, nie zawsze komfortowe, nie zawsze spełniające nasze oczekiwania. Przenosimy się z uporządkowanej, oswojonej codzienności w kompletnie nowe otoczenie.
Nie wszystkim daje to ukojenie…
Mam dla Was teraz radę: pędźcie pilnie nad morze !!!
 
Morze, plaża po sezonie i czyste powietrze to moi najlepsi terapeuci życia. Dni coraz krótsze, więc polecam Wam pilnie „iść w stronę słońca”!
Pamiętacie jak w zeszłym roku we wrześniu wszyscy się zachwycali cudownym, przedłużonym latem?
Było ciepło, było słonecznie, dookoła było zielono i kolorowo w ogrodach.
Tylko w prognozach pogody pojawiały się „pogróżki”. To już koniec lata, to już z pewnością ostatnie ciepłe dni, ostatni ciepły tydzień…
Straszyli non stop, a słoneczko robiło sobie co chciało,
czyli świeciło z całych sił. 
Moje wrześniowe powietrze pachniało latem i obficie kwitnącymi w tamtym roku różami, lawendą i szałwią.
 Ciekawe z czym Wam kojarzy się zapach tegorocznego,
i równie wyjątkowego lata? Była taka masa gorących i bardzo eterycznych dni.
U mnie w tym roku powtórka..róże, lawenda i szałwia. 
 
Mało kto wierzył, że i październik, i listopad będą chciały z całych sił upodobnić się do września.
Z tak wielką ekscytacją czekam na tegoroczną jesień. Łapię słoneczne, letnie chwile, ale o jesieni już marzę i skrupulatnie ją planuję. 
 
W zeszłym roku we wrześniu regenerowałam się po ważnej operacji, ale już w październiku zatęskniłam za morzem..
Marzyło mi się bardzo, żeby pomoczyć jeszcze stopy w Bałtyku. I tak się stało, i tak się udało.
W drugiej połowie miesiąca udało się zorganizować weekend w dniami, które ja nazywam „pełnią szczęścia”.
Nie ważne która godzina, nieważne dokąd chcemy dotrzeć …
Obieramy kierunek Białogóra i wędrujemy brzegiem plaży w kierunku Stilo tyle, ile tylko mamy sił w nogach.
Zawsze są to kilkugodzinne spacery. I tak też było tym razem.
Co było wyjątkowego?
Wyjątkowa była letnia aura tego dnia.
Ponad 20 stopni, nogi wędrowały zamoczone w słonej, ciepłej wodzie.
 

Ale morze to potężna dusza, nieustannie skarżąca się na jakąś wielką, nie dającą się utulić boleść, zamkniętą w nim po wsze czasy. Nigdy nie będziemy w stanie zgłębić tej nieskończonej tajemnicy, możemy tylko wędrować z uczuciem głębokiej czci i oczarowania po jej wąskim skraju. (…) morze zna tylko jeden głos, potężny, urzekający naszą duszę swą wspaniałą harmonią (…) morze zdaje się mieć w sobie coś z potęgi niebios.

Lucy Maud Montgomery, Wymarzony dom Ani

 
Czy też dla Was też takie długie, całodniowe, nadmorskie spacery są lekiem „na całe zło tego trudnego świata” i najwspanialszym ukojeniem zmysłów? Jestem ogromną optymistką ale i mnie czasem dopada trudniejszy czas.
I wtedy potrzebuję spacerów. Na nich najlepiej regeneruję siły i dopadające mnie zmęczenie pospiesznym, codziennym życiem.
Co bardzo pomaga jesienią, to prawie całkowita pustka na plażach. Posezonowe „wyludnienie” jest cudownym kontrastem do moich „tłocznych dni”, pędzących z prędkością światła. 
Posezonowe „wyludnienie” jest też dla mnie wytchnieniem w Sopocie.
Tu się wychowywałam, tu dorastałam, tu również dziś jest mój drugi dom. 
Sopot dla wszystkich mieszkańców jest jednocześnie domem,
ale zwykle myśli się o nim potocznie – letni kurort,
fajna miejscówka na wakacje, imprezę w weekend.
A dla mnie, dopiero kiedy kończy się letni, turystyczny czas, posezonowe miesiące oddają najlepiej piękno tego miejsca i całej zatoki gdańskiej. Uwielbiam się szwendać po magicznych uliczkach Sopotu i delektować się pięknem jego architektury. Są tu takie perełki, że aż dech zapiera.
.KOCHAM TU BYĆ.
Również tej jesieni rozpoczynam wspaniały sopocki, blogowy projekt. Tworzę nową, interesującą miejscówkę w sieci.
Mam nadzieję, że będziecie ze mną również tam.   
 
Bardzo doceniam uroki wybrzeża w jego najbardziej naturalnej i opustoszałej odsłonie. Plaża cicha, pusta, czysta, jasna i tak bezkreśnie długa…Bo dla mnie dopiero wtedy plaża jest najpiękniejsza. I dopiero w tej pustce można wszystko dostrzec, i można się tym ukoić. Odwiedziłam już tak wiele słynnych i mniej słynnych plaż na naszym globie. I wiecie co Wam powiem?
Dla mnie, bezdyskusyjnie nasza polska jest najpiękniejsza. 
 
To już teraz wiecie, że kocham nasze wybrzeże najbardziej. 
Właśnie za te długaśne, nieśpieszne spacery po drobnym
i czyściutkim piasku. Już rozmyślam o kolejnych tegorocznych, jesiennych spacerach.
Kocham również te zimowe. W bardzo chłodne dni, dla wspaniałego marszu po plaży wystarczy tylko słońce. Zaplanujcie tej jesieni coś dla siebie. Koniecznie nad morzem. 

„Słońce wschodzi na horyzoncie, słońce ogrzewa nasze twarze, słońce ogrzewa nasze plecy, słońce chyli się ku zachodowi. Tyle mógłby trwać nasz spacer…” 

ZATRZY – MAJ – MY NIE TYLKO MAJOWE WSPOMNIENIA

Dziś „zimna Zośka”… dzień z mocnym znacznikiem ogrodowym,
ale dla mnie NIE tylko ogrodowym. Dzień dla mnie dość szczególny.
A to dlatego, że znałam kiedyś szczególną Zośkę i każdego roku 15 maja o niej myślę i wspominam. 
 
Była jedna, jedyna w swoim rodzaju. Towarzyszyła mi przez wiele lat mojego dzieciństwa i wczesnej młodości. 
Mieszkała w Sopocie, niedaleko nas. Była Panią przed 60-tką. Koleżanką mojej mamy. Dziś pewnie kazałaby się nazywać „singielką”.
Była niezwykle silna i niezależna. Miała swoje zasady.
Cała była „jak ta hrabianka” w najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Sposób bycia, wygląd były bardzo zbliżone do tych „z epoki”. Byłam w nią zapatrzona. Bardzo inteligentna, zawsze elegancka, pogodna i z masą cudnej wiedzy. Wypełniała moje życie nieskończoną ilością magicznych opowieści. Byłam małą dziewczynką, dla której opowieści o powojennej Warszawie i Mławie były jak baśnie, albumy pełnie dzieł sztuki, były jak wrota do najpiękniejszych galerii.
 
Spędzałam z nią każde środowe popołudnie, które czasem przedłużało się do wieczora. Dlaczego akurat środowe ? Nie wiem. Nigdy nie zapytałam o to ani jej, ani mamy.
Nie lubiła gotować, ale często chcąc mi zrobić przyjemność, przygotowywała mi gorącą zupę-krem z serków topionych z grzankami. Do dziś pamiętam ten smak.
Pokazywała mi przepiękne albumy głównie związane ze sztuką. Było tego naprawdę dużo. Malarze, graficy, fotografowie. Czy to dzięki niej tak bardzo ciągnie mnie w tę stronę ?
Czy to dzięki niej tak bardzo kocham galerie sztuki i muzea ?  
Czy dlatego wędrując po najpiękniejszych, historycznych miasteczkach zapiera mi dech w piersiach ?
 
Ciocia Zosia, bo tak ją nazywałam, fascynowała się słowem pisanym. Dużo mi czytała. Pomagała interpretować wiersze. Później uczyła pisać reportaże i eseje. 
Sama w malutkich notesikach spisywała swoje ważne myśli i drobne wierszyki.
Robiła to chyba w obawie o ulotność i myśli, i chwil.
Lubiła bawić się ze mną w rymowanki. Budziła moją kreatywność.
Kiedy w słoneczne dni spacerowałyśmy po Sopocie, ciągle zachęcała mnie do tworzenia rymów. 
 
Dziś to rozumiem i potrafię to nazwać. Kiedy miałam 10 lat nie wiedziałam, że bawiąc się ze mną, robi tak ważne dla mnie rzeczy.
Kierowała mój wzrok na sztukę, pokazywała rzeczy ważne. Uwrażliwiła mnie na twórczość artystów. Tak, miała na mnie ogromny wpływ.
Uwielbiała też pasjanse. Nauczyła mnie kilku z nich, ale moje zainteresowanie kartami nie przetrwało. 
Dziś świętują wszystkie Zośki, 15 maja … środa. Myślę o niej i o naszych środach.
Myślę o tym, jak to bardzo ważne spotkać na swojej życiowej drodze również właściwych i wartościowych ludzi. 
Nawet, a może właśnie w bardzo młodym wieku.
 
 

 „Dziękuję Ciociu Zosiu !

ADWENTOWEJ REFLEKSJI CZAS…

Ciągle słyszę pytania:
Ewa, skąd ty masz tyle sił ? 
Skąd bierzesz energię i te niespożyte pokłady entuzjazmu
oraz nowych pomysłów ?
I o tym chciałam dziś kilka słów.
Receptę mam taką:
Każdy dzień staram się budować z małych kawałeczków, 
które dobrze dobrane, poprawnie spasowane,
składają się na udany, pozytywny dzień.
Dbam o drobnostki, chwile i otaczający mnie świat.
Dobra energia, mobilizacja i samodyscyplina.
To moje pewniaki, które tworzą receptę na jakościowy, udany dzień.
Nie będę się rozpisywać na temat rzeczy, na które nie mam wpływu.
Wszystko co mogę zrobić, to w możliwie najlepszy sposób
stawiać czoła wszelkim wyzwaniom, 
które życie przede mną stawia (zwykle znienacka). 
Koncentruję się na mojej codzienności.
 
Zachowuję pogodę ducha,
aby nie poddawać się nastrojom pogody za oknem,
jakakolwiek by ona nie była.
Wam też radzę robić to samo.
Ciężko pracować, odpoczywać, tworzyć i planować.
U mnie, w ślad za tym pojawia się satysfakcja !
Słowem: maksymalnie korzystajcie z każdego DNIA.
Całe nasze życie składa się właśnie z tych pojedynczych elementów zwanych DNIAMI.
To one złożone w całość tworzą naszą rzeczywistość,
a docelowo całe nasze życie. 
Niech to będzie dobra i miła rzeczywistość.
W miarę naszych osobistych możliwości.
Ostatnie miesiące przyniosły mi masę stresów 
i troski o własne zdrowie.
Nagła decyzja o pilnej operacji,
fatalne wyniki i tym samym brak możliwości zrobienia operacji.
Byłam przerażonym kłębkiem nerwów.
To był ciężki czas,ale nie oczekiwałam, że życie samo,
czy może inni „pokolorują mój świat”.

Należy zrobić to samemu. Dla siebie i dla bliskich.

Bądźmy malarzami swojego życia,
a przede wszystkim każdego swojego dnia. 
Już DZIŚ możemy zacząć wszystko od nowa. 
Możemy zacząć inaczej żyć.
Rozpocząć nowy etap, zapisać się na kurs,
rozwijać pasje, zmienić przyzwyczajenia.
Niech ten adwentowy czas będzie dla Was sprzymierzeńcem,
w próbach uporządkowania swoich myśli,
podejścia do życia i Waszej codzienności.
Dbajcie o siebie, dbajcie o bliskich 
i o każdy dany Wam dzień.

Make today a GOOD DAY !!!

NOWA ADWENTOWA WIOSKA

Co roku o tej porze, co roku 6 grudnia.
Mikołajek wciska się przez komin, i daje mi przyzwolenie
na powolne rozpoczęcie  bożonarodzeniowego czasu. 
Rozpoczynam spokojne przygotowania, rozmyślam, planuję, dekoruję.
Sprawdzam co się przyda, co się zepsuło, a co trzeba dokupić.
 
Tradycyjnie, sporo dekoracji zrobię sama.
Odświeżyłam kilka wianków. Dokupiłam lampki. 
No i oczywiście … zniosłam ze strychu adwentową wioskę. 
W pierwszą niedzielę adwentu zapaliłam pierwszą świecę.
 
W tym roku udał mi się wzbogacić wioskę o nowe, miedziane domeczki.
Jest bardziej nastrojowo. Mam nadzieję, że i Wam się spodoba:
 

 

Z dnia na dzień kolejne zakątki domu zamieniają „jesienne szaty”
na „świąteczne klimaty”.
O tym, co mi w duszy gra i jaka kolorystyka zawładnęła mną w tym roku napiszę oddzielny post.
Mamy jeszcze trochę czasu na dokończenie najważniejszych dekoracji.
Czekam jeszcze na dostawę materiałów, do wykonania kilku ozdobnych drobnostek. 
I bardzo się z nich cieszę, bo przecież właśnie takie drobnostki, które 
„umajają nasze życie” mają ogromny wpływ na nasz życiowy entuzjazm
i radość dnia codziennego.

A Wy już rozpoczęliście przygotowania do Świąt ?

JESIENNY SPACER, CO „OSTATNIM ZŁOTEM GORE”…

Dziś witam Was słowami jesiennego wiersza
Leopolda Staffa „O jesieni”
Już jesień. Liść na drzewie rzednie,
Jeszcze ostatnim złotem gore,
A z nim spokojnie gaśnie, blednie,
Co nie umiało umrzeć w porę. (…)
 Nie rozpieszczała nas słońcem tegoroczna, jesienna aura. 
Ostanie miesiące płynęły deszczem nieskończenie i nieustannie.
Dopiero całkiem niedawno udało mi się 
schwytać słoneczną sobotę i sprawdzić,
czy nasza złota, polska jesień i w tym roku „złotem gore”.
Taką ją kochamy najbardziej, na taką czekamy
i taką chcemy pamiętać przez kolejne miesiące.
Zdałam sobie sprawę, że to nie te deszczowe dni wzbudziły we mnie
tę ogromną potrzebę spotkania się ze słoneczną aurą.
Każdej jesieni poszukuję jej najpiękniejszych stron
i staram się przekonywać „cały ten świat”, 
że jej uroda jest wyjątkowa i nie do podrobienia.
Oto jakie „złoto” przyniosłam dla nas wszystkich ze spaceru 
w Łazienkach Królewskich w Warszawie:
 
1. Czy Wy też tak macie, że słoneczne, złote dni,
pełne pięknych żółci i ciepłych pomarańczowych tonów 
nastrajają Was bardzo optymistycznie ?
2. Czy szuranie w suchych liściach ma dla Was ciągle
tę szczególną magię, przeniesioną z dziecięcych lat ?
3. Czy nadal na widok kasztanów, czy żołędzi na trawniku 
musicie się pochylić i schować kilka do kieszeni ?
U mnie 3 x na TAK.
Niezmiennie uwielbiam tę magię złotej, polskiej jesieni.
Przepadam za spacerami w poszukiwaniu 
„ostatniego gorejącego złota”…
… a kolejne, dopiero w przyszłym roku !
Do miłego jesiennego zobaczenia
mówi Wam też spotkana na wyjściu „Baśka”:
  
A co przed nami ?
Teraz nadchodzi czas chłodów, przymrozków 
i mocno „popielatych okoliczności przyrody”,
które powolnie będziemy wszyscy ustrajać
bożonarodzeniową atmosferą.
Według mnie, dobrze to wszystko zostało pomyślane.
Jesień się kończy, liść-opadł.
Przyroda robi miejsce na nowe, zimowe,
grudniowe atrakcje.
I dla oka, i dla ducha, i dla serducha !!!
Czy będą pełne słońca i śniegu ?
To się jeszcze zobaczy …
 
 
 

WILCZY SKOK W NOWY ROK


No i mamy również w Wilczej Górze
całkiem nowy, świeżutki,
pełen czystych, niezapisanych, 365 śnieżnobiałych kart.
To Nowy Rok i jego 365 nowych dni. 
365 nowych szans na ich zaplanowanie i zagospodarowanie.
Wszyscy dostajemy dokładnie te same 365 dni od życia.
Jedyną różnicą jest to, jak je samodzielnie zaplanujemy,
co z nimi zrobimy. 

Nie musimy od razu znać całego tekstu do zapisania
naszych kart na ten rok.
Zacznijmy od słowa, lub kilku słów,
które mogą być dla Nas w tym roku ważne.
Przeszłości nie da się zmienić. To oczywiste,
ale każdy nowy dzień jest pełen przeróżnych możliwości.
Które ze słów są dla Was teraz ważne ?
Pomyślcie, czego na ten nowy rok można by Wam życzyć ?

Miłości. Pokoju. Nadziei. Pomyślności. Wiary. Odwagi. Radości. Uśmiechu. Powodzenia.

Wybierzcie słowa, z którymi będziecie kroczyć przez 365 dni tego roku. Niech one Was prowadzą i zapisują codziennie karty
Waszej życiowej księgi.
Piszcie ją odważnie, z pasją i fantazją. 
Nigdy nie bójcie się tworzyć swoich własnych, nowych wątków.
Susan Wiggs w książce „A między nami ocean…” powiedziała:
(…) Sposób w jaki spędzasz każdy kolejny dzień,
kiedyś zsumuje się na sposób, w jaki spędziłaś życie.(…) 
Czyż nie warto starać się każdego dnia ? 
W A R T O
Stawiajcie sobie głownie cele krótkoterminowe. 
Takie na dziś, na jutro, na za tydzień, w tym miesiącu. 
Ich realizowanie daje zawsze masę radości i satysfakcji.
Często też, stają się cichym motorem do dalszych działań pod tytułem:

„każdego dnia jeden krok; 
jeden bliżej do osiągnięcia celu”
 
Polecam każdemu systematyczne, codzienne zajmowanie się sprawami, 
które wymagają naszej uwagi przez dłuższy okres. 
Te codzienne, pojedyncze kroczki 
niepostrzeżenie zbliżają nas do osiągnięcia większych celów,
które z perspektywy czasu mogły wydawać się nawet nieosiągalne.

I dlatego, jak wiecie ja nie robię  POSTANOWIEŃ NOWOROCZNYCH.
Dlaczego ?
Bo każde D Z I S I A J  może być początkiem nowego.  
Lubię za to robić krótkie podsumowania i plany.
 Mam nadzieję, że czas Adwentu i Świąt,
był i dla Was szansą,
na choć małe podsumowania i podziękowania za miniony czas. 
Może to nie był dla Was rok najlepszy z najlepszych,
ale zapewne zdarzyło się wiele dobrego,
zapewne spotkało Was coś miłego.
A może udało się Wam zrealizować swoje małe cele,
lub choć trochę się do nich zbliżyć ?

Nie lubię rozpamiętywać przeszłości, ale lubię zachowywać z niej najpiękniejsze wspomnienia.
Budować z nich moją własną strefę przyjaznego komfortu.
Wspaniałe zdarzenia, dni, momenty z przeszłości,
budują moją nadzieję na dobrą przyszłość.   
Dlatego zrobiłam sobie mały HAPPY END OF OLD YEAR.
Podziękowałam za wszystko co dostałam.
Za każdą piękną chwilę. 
Szczególnie jestem wdzięczna za nauki, o które miniony rok mnie wzbogacił.
Jestem gotowa na Nowy Rok.
A to będzie dobry rok !!!
Regina Brett podpowiada:
(…)”Zasługujemy na to, co najlepsze,
ale zanim uwierzą w to inni,
sami musimy w to uwierzyć”(…) 
I z tym przekonaniem, ponownie życzę Wam z całego serca: 

Zdrowia. Dla siebie i najbliższych … 
Bez niego ciężko przeżyć nawet najzwyklejszy dzień.

Miłości, przyjaźni i szacunku. 
Bez nich nie istnieją dobre relacje wokół nas.

Niegasnących pasji, które „umajają życie” i powodują,
że zawsze „chce się wstać”.

Konsekwencji, wytrwałości i niestrudzonej cierpliwości.
Do wszystkiego, co w Waszym życiu ważne.

Optymizmu, pogody ducha i ciepła,
w którym „ogrzewają się Ci, którzy podchodzą bliżej”.

Nieustającej ciekawości świata i woli nauki.

Wierności swoim wartościom, bez poddawania się dogmatom.

Ciągłej odwagi, która pozwala kierować się intuicją, rozumem i sercem 
(u mnie często ta kolejność się zmienia, oj często)   

oraz
Wyłącznie mądrych decyzji…


Mam nadzieję, że ten kolejny, nowy
podobnie jak jego poprzednicy, 
będzie wypełniony ciekawą sztuką, we wszystkich jej wymiarach,
wizytami w kinach i teatrach, podróżami do ciekawych miejsc,
wspaniałymi smakami kuchni całego świata i najcudniejszą muzyką,
która często brzmi w moich uszach nawet wtedy, kiedy zasypiam.
A mamy teraz karnawał.
Chłońcie muzykę, bawcie się tańcem.
Spędzajcie wspaniały, towarzyski czas !
 

Niech się Wam wiedzie. Powodzenia.
Wyjątkowego. Wspaniałego !!!
 
Ewa

CZAS ADWENTU, CZAS WYCISZENIA, CZAS KREATYWNOŚCI

We wrześniu, październiku było jeszcze tak daleko do zimy, a dziś ?
Dziś mamy koniec listopada, a za oknem prószy śnieg. 
Błękitne niebo przybrało nową sukienkę.
Jest ona w bardzo ostatnio modnych szarościach.
Choć uwielbiam wszelkie odcienie szarości, aż po ciemny grafit,
ciężko o optymizm wyglądając za okno.
Co robię ? Nie wyglądam ! ha ha ha …
Wypełniłam dom świecami, łańcuchami świetlnymi i lampeczkami,
które swoim ciepłym światłem „rozgrzewają” nasze umysły.
Nie dajemy się chandrze, nie dajemy się ponuremu nastrojowi. 
Dziś moje przytulne, rozświetlone nastrojowo wnętrza 
pachną wanilią, truflami, kawą i jeszcze ciepłym BROWNIE

 (kliknijcie nazwę powyżej aby przejść do przepisu ).
Adwentowe, ciche, spokojne wieczory wypełniam pracą nad nowymi projektami fotograficznymi.
Nie pędzę, nie spieszę się, a mój „pozytywny i rozgrzany optymizmem” umysł
podpowiada mi co rusz masę nowych pomysłów.
Spokój i brak nadmiernej ilości bodźców sprzyja mojej listopadowej i grudniowej kreatywności. 
Odciążony umysł, pięknie pracuje.
Jest twórczy i wspiera moją potrzebę indywidualizmu.
Jeśli macie chwilę wolnego czasu pod koniec dnia…
… polecam choć krótkie, kreatywne rozmowy z „samym sobą”.
Właśnie wtedy przychodzą mi do głowy najciekawsze pomysły, 
właśnie wtedy tworzę swoje najciekawsze projekty.
Szczególnie cenię sobie adwentowy czas.
Adwent to bardzo potrzebne mi 4 tygodnie.
Tygodnie, które dzielą równo mój czas oczekiwania i przygotowania do Bożego Narodzenia.
Tworzę w głowie i w życiu 4 kompletnie różne od siebie przestrzenie, 
które dają mi masę porządku i „przedświątecznego spokoju”.
Każdego roku dzielę je w różny sposób, zależnie od aktualny potrzeb.
W tym roku działam tak:
– TYDZIEŃ 1: refleksje, rozmowy, planowanie, „uruchamianie kreatywności”
– TYDZIEŃ 2: organizacja, przygotowanie, zakupy
– TYDZIEŃ 3: aktywnie przedświąteczne działanie
– TYDZIEŃ 4 : kilka dni dla spraw z rozdziału „zapominalskich” i powolne, pozytywne wyciszenie.
Takie postawienie sprawy i plus minus zgodna z powyższym organizacja,
od kilku lat wprowadziła do mojego życia wiele „operacyjnego spokoju”.
Co mam na myśli ? Dam Wam przykład:
Wychowałam się w domu, gdzie choinkę kupowało się i dekorowało w Wigilię rano.
Kochałam ten zwyczaj, tylko dlaczego nie można było się oddać tej dziecięcej radości,
przez wiele, spokojnych godzin?
Dekorowaliśmy z bratem w pośpiechu świąteczne drzewko
i pędziliśmy pomagać rodzicom w milionie jeszcze niedokończonych, 
czy nawet nierozpoczętych świątecznych spraw…
Masa w tym była pośpiechu, niepokoju, a czasem i rodzinnych gniewów 
spowodowanych tzw. „niedoczasem”.
Teraz, dzielę przygotowania na kilka tygodni,
nie tylko po to, 
aby „po amerykańsku” zaczynać Boże Narodzenie w listopadzie,
ale dlatego, aby celebrować wszystkie zwyczaje.
Aby każdemu z nich poświecić należyty czas.
Ze spokojem zaplanować prezenty i dekoracje.
Mieć czas je wykonać 
(wiecie, że większość robię sama, a to pochłania massssęęęę czasu).
Ugotować … podać … dźwignąć urodę i ?
I z wypoczętą i uśmiechniętą twarzą celebrować Święta. 
Tak kocham najbardziej … i Wam też polecam.
A na dziś mam dla Was małą cząsteczkę mojego adwentowego klimatu.

… ciepło, przytulnie, romantycznie …

… celebrujcie życie, celebrujcie dni, celebrujcie chwile …
… ciepło, przytulnie, romantycznie …

WIELKANOC

Wszystkim przyjaciołom i sympatykom naszego ogrodu,
ślę najserdeczniejsze życzenia Wielkiej, Wielkiej Nocy 
i jeszcze Większego Dnia 
Niech Wam się Darzy !!!
Na zielono, zawsze radośnie, 
serdecznie i koniecznie bardzo słonecznie !!!
Odpoczywajcie duchem, ciałem, spacerem, rozmową.
Dobrą książką, ciekawym filmem, czy nastrojową muzyką.
Radujcie się bliskością tych, którzy dla Was najważniejsi.
Niech ten Wielkanocny czas przepełni Was cudną energią
na kolejne miesiące roku !!!

To tyle ode mnie.
Lecę piec mazurka.
Najpyszniejszego na świecie !!!  
Przepis TUTAJ 

« Starsze wpisy