Category Archives: OGRODY

SPOSÓB NA CAŁOROCZNE DONICE

W czym sprawa?

No w tym, że większość miłośników roślin, tych z parapetami, tych z balkonami, tarasami, czy ogrodami ma zwykle donice z jednorocznymi kwiatami. I nie ma w tym nic złego. A wręcz – samo dobro. Jedynym mankament jest ich przemijanie. Ale ja nic sobie z tego nie robię.

Uwielbiam wczesnowiosenną ekscytację, kiedy moje donice na progu domu i tarasach obsadzam pierwszymi bratkami. Ze śniegiem na kwiatkach czy bez, bez trudu są w stanie przetrwać marcowe i kwietniowe chłody. Pod koniec maja ruszam po surfinie, petunie i pelargonie. Z początkiem jesieni następuje kolejna „zmiana warty” i w donicach pojawiają się aksamitki i astry. Wszystko pięknie, wszystko się zgadza oprócz tarasu z południowo-zachodnią ekspozycją, na którym dłużej niż kilka tygodni nie chcą utrzymać się żadne kwiaty. Tu jest bardzo gorąco i bardzo sucho. Nie ma szans na lekki, orzeźwiający wiaterek. Codzienne podlewanie i nawozy nie wystarczają.

Podróże kształcą

W czasie letnich podroży na południu Europy moją uwagę najczęściej przykuwały ogromne donice z drzewami oliwnymi, oleandrami, bugenwillami i tak bardzo popularną tam lantaną. Bo inne, bo egzotyczne, bo trudne do utrzymania w naszych warunkach. Aż tu nagle, kilka lat temu, na południu Francji, popołudniowy spacer po przepięknym Collioure i nieoczekiwane spotkanie z tak genialnie zaaranżowanym parapetem:

Spacerując dalej, odbyłam spotkanie z cudnymi w swej prostocie nasadzeniami w donicach. Niby nic wielkiego, niby żadne odkrycie, ale spójrzcie jakie eleganckie:

I jakie mają zalety ?

  • to najwytrwalsi z najwytrwalszych jeśli chodzi o wysokie temperatury
  • kochają „wodny minimalizm”
  • zawsze w bardzo dobrej formie, prezentują się bardzo elegancko
  • nie ma kwiatów, ale są przepiękne, ozdobne liście

A teraz czas na mnie

Ta myśl o donicach, ten pomysł i fenomen prostoty przyjechały ze mną do domu. A właściwie na mój gorący, letni taras. Tu mam stół, na którym stoją moi strażnicy, dobrze znani najwytrwalszym czytnikom bloga. I to właśnie oni dostali nowe, trwałe „fryzury”.

Fryzury, które przetrwały pierwsze lato, pierwszą zimę i cały sezon. I kolejny, i kolejny… Podlewane nie częściej niż raz na tydzień, czasem nawet raz na dwa tygodnie.

I dlaczego tak się cieszę ?

Cieszę się, bo mam sprawdzony patent na donice, które przepięknie spisują się w najgorętszej części ogrodu. Bez problemu przetrwały już 2 sezony. Rozchodniki i rojniki pięknie się rozrastają. Spokojnie zimują w zacisznym kąciku na tarasie. Latem cieszą swoim oryginalnym wyglądem.

A w pozostałych częściach ogrodu obsadzam donice bez żadnych ustalonych, dorocznych zasad. Bawię się kolorami i gatunkami każdego sezonu inaczej. Tak, jak mi podpowiada fantazja, tak jak mi w mojej „ogrodowej duszy” gra…

CUDNY, KOLOROWY MAJ W OGRODZIE

Słoneczne popołudnia, które jak zwykle o tej porze roku pomagają mi troszkę „pchnąć” prace ogrodowe do przodu … minęły. Od kilku dni leje non stop. Było tak bardzo sucho, że nie śmiem narzekać.
Obserwowałam owady i ptaki w ogrodzie, które przylatywały rankiem spijać krople rosy z liści rozchodników. Zaczęłam wynosić im wodę na podstawkach.
Zimni ogrodnicy w wielu częściach Polski dali się z poznać ze swej najgorszej strony. Zmrozili i uszkodzili wiele magnolii, bylin i krzewów.
Oj tak ! W tym roku nie mieli litości. Zośka na plusie, ale też dość chłodna.
7 stopni w ciągu dnia, to przecież żaden szał jak na połowę maja.
Jestem szczególnie zadowolona, że zdążyłam przed tą „deszczową porą” rozsypać nawozy na rabatach. Trawnik też dostał „porcję jedzonka”. Wszystkie cięcia po kwitnieniu zakończone.

I na czym teraz spędzam swoje ogrodowe chwile ?

Zgadliście ? BINGO ! Oczywiście, że na pieleniu.
Nie wiem ile już taczek chwastów „naprodukowałam”.
Jak co roku o tej porze będę się powtarzała: najbardziej martwią mnie podagrycznik, mniszek i skrzyp. Staram się ich pozbyć od lat.
Są bardzo, ale to bardzo uciążliwe. W niektórych miejscach odnotowałam spore sukcesy, a w niektórych wręcz odwrotnie… będę się nimi zajmowała w najbliższych tygodniach.
Teraz, kiedy większość roślin już przygotowana do sezonu, mogę się zająć pielęgnacją najtrudniejszych miejsc w ogrodzie.
Będę jeszcze musiała domówić sporo kory i może trochę ziemi.
Mam sporo jeżówek do przesadzenia. I białych i różowych.
I cieszy mnie to ogromnie.
Kora jak wszystkie „okrywacze rabat” ma swoje wady (zakwasza
i pomaga skrzypowi), ale ja lubię ją chyba najbardziej.
Wygląda naturalnie i robi swoją robotę. Potrzebuję tej korowej kołderki, bo bez niej nie miałabym kwiatowych rabat, tylko „chwastowe”.
A tymczasem w majowych ogrodach…
Coraz więcej kwiatów, coraz więcej zapachów…Kwitną jeszcze magnolie, popisują się rododendrony, kaliny koralowe i startują powoli czosnki ozdobne.
W tym roku również tamaryszki mają swój czas. Dawno nie widziałam tak zaróżowionych ogrodów. To chyba ich rok !
A młode, kolorowe liście wszelkich innych krzewów dodają każdemu ogrodowi wiosennego uroku.
Ta świeżutka zieleń kalin jest oszałamiająca:

 

Jak zwykle, po „zimnej Zośce” rozpocznę nowe nasadzenia donic.

Bratki i stokrotki ustąpią miejsca pelargoniom i surfiniom.

Od lat, niezmiennie uwielbiam majowe „ogrodowanie”.
W temperaturze około 10- 15-20 stopni, oddychając przyjemnym
i rześkim powietrzem.
To mój najlepszy czas do pracy w ogrodzie.
W towarzystwie tak pięknie rozśpiewanych ptaków nie można czuć się lepiej.
To jak najwspanialsza terapia i dla duszy i dla ciała.
Kiedy wracam do domu po paru godzinach pracy w ogrodzie
nawet na twarzy widzę różnicę.Gładsza skóra, fajne rumieńce.
Darmowa dawka zdrowia i relaksu. Nawet jeśli stawy i mięśnie czasowo „zajechane”. Nic nie szkodzi. Szczęście przepełnia mnie do granic. Też tak macie ?
A jeśli nie macie swoich ogrodów, to zapewniam, kilka donic i skrzynek z kwiatami na balkonie czy tarasie spełnia tę samą rolę w radowaniu oczu i duszy. Ich pielęgnacja i wielomiesięczne, nieprzerwane kwitnienie może „umaić” każdy,
nawet najbardziej pochmurny dzień.
!!! I DLA WAS MIŁEGO MAJOWEGO OGRODOWANIA !!!

 

PIĘKNO ZIMOWEGO OGRODU – JAK JE OSIĄGNĄĆ ?

Nie mamy wpływu na zmienność pór roku w ogrodzie,
ale to co możemy zrobić, to się do nich dobrze przygotować.
Dziś nie mam na myśli tylko pielenia, nawożenia, nawadniania.
Dziś, chodząc po dojrzałym ogrodzie wiem,
jak istotne są prawidłowe nasadzenia.
Jak ważny jest dobór roślin do poszczególnych stanowisk w ogrodzie.
 I nie dowiedziałam się o tym, dopóki wielu z nich nie straciłam,
bo myśląc o najlepszym stanowisku i pięknej kompozycji,
nie uwzględniłam choćby bardzo zimnych zimowych wiatrów,
które przez kilka sezonów stawiły mi prawie doszczętnie
moją ukochaną różankę.
Dopieszczoną do granic możliwości, stworzoną w pozornie dobrym miejscu w ogrodzie.
Właśnie, pozornie dobrym …
Suche mroźne wiatry nie popuściły nawet najtrwalszym odmianom.
Przeniosłam różankę w bardziej zaciszne miejsce i poskutkowało.
W dotychczasowym miejscu stworzyłam piękną rabatę bylinową.
Skomponowana ze sprawdzonych „twardzieli” zdobi ogród nie tylko wiosną, latem i jesienią.
Zdobi ogród również zimą.
Piętrowy układ nasadzeń pozwala doceniać piękno każdej rośliny pojedynczo, jak i całej kompozycji rabaty.
Ten układ jest dla mnie z wizualnego punktu widzenia tak interesujący, ze powtarzam go na wielu rabatach.
Wprowadza ład, porządek i prawidłową perspektywę nasadzeń.
Zimą, ciekawie obsadzone rabaty, zmrożone, pokryte szronem lub śnieżną kołderką wspaniale eksponują swoją urodę:
Kluczem do piękna zimowego ogrodu jest również pozostawianie
rabat na zimę z zasuszonymi gałązkami, listkami i kwiatostanami.
Nigdy nie sprzątam ogrodu jesienią.
 To moja zasada.
A istotnych powodów tej decyzji jest wiele.
Pod śnieżną kołderką, pod suchymi liśćmi, w łodyżkach zimują nasi najmniejsi skrzydlaci przyjaciele.
Wielokrotnie znalazłam tam biedroneczki i przeróżne larwy.
W ponure zimowe dni, suche kwiatostany bylin i traw ozdobnych  wyglądają szczególnie pięknie.
W zasuszonych kwiatostanach często pozostają drobne nasiona,
które z kolei sprawiają, że ogród jest regularnie odwiedzany
przez naszych „braci mniejszych”.
Przylatują  posilić się również pozostawionymi owocami kalin koralowych, berberysów i róż pomarszczonych.
I to one, moje ulubione „czerwone piękności”
przyprawiają mnie o szybsze bicie serca. Również zimą.
Są przepiękne. Ich czerwone owoce, pozostające przez wiele długich zimowych tygodni, wiszące na majestatycznych ciemnych gałązkach stanowią piękny kontrast z bielą, śnieżnych, czy mroźnych dni.
Teraz, kiedy planujecie swoje ogrodowe prace na nadchodzący sezon,
kiedy rozmyślacie o nowych aranżacjach i rabatach w ogrodzie,
nie zapomnijcie przypadkiem o trawach ozdobnych.
Miskanty, rozplenice, ostnice, kostrzewy, turzyce, carexy
i wiele innych odwdzięczą się swą urodą każdego sezonu.
Hortensje bukietowe nigdy Was nie zawiodą.
Piękne i trwałe byliny, będą zdobiły ogród
kolorowymi kwiatami latem i jesienią,
a zimą wspaniale się zasuszą.
Sadźcie jeżówki, rudbekie, słoneczniczki, rozchodniki, astry,
dzielżany i wszystkie inne byliny, które lubicie.
Będą wdzięczną ozdobą Waszych ogrodów przez cały rok:
   

SŁOŃCE, SŁONECZNIKI, SŁONECZNICZKI … ESENCJA SIERPNIA

Czy i Wam jest tak cudownie żółto dookoła ?
Na niebie od wielu tygodni wspaniała, żółta kula.
Na polach od wielu tygodni cudowne, żółto kwitnące słoneczniki, 
na długich szyjach wyciągające się do swojego, żółtego słońca.
Stanąć z aparatem w takim słonecznikowym raju, to było niezapomniane przeżycie:

To był krótki odpoczynek w Austrii, w okolicach Villach, 
w drodze do równie słonecznej Francji. 
Widziałam już wiele słonecznikowych pól,
ale to było wyjątkowe.
Gęste, oszałamiające świeżością, i roślin i kolorów.
 Na moich rabatach również obfitość żółtych piękności.

Pysznią się mniejsze, słoneczniczki szorstkie:
 

 Planując nowe rabaty, czy nasadzenia, nie zapominajcie o żółtych, letnich akcentach, najlepiej właśnie bylinowych. 
Wnoszą masę trwałego optymizmu i światła do każdego ogrodu. 
Pięknie skomponowane z zielenią, lub innymi, ulubionymi kolorami będą cieszyły przez lata.   
Mody na przeróżne nowości nadchodzą, odchodzą, 
przychodzą nowe, a sprawdzone, ogrodowe pewniaki niezawodnie się sprawują. Choć nie stronię od ciekawych nowinek, zawsze będę stawiała na moich „starych, dobrych, ogrodowych znajomych”: 
wiwat słoneczniczki (Heliopsis helianthoides) !!!
Zaproście te cudne małe słoneczka do swoich ogrodów.
Tak bardzo by się chciało zatrzymać ten letni czas i to optymistyczne,
żółte, pogodne szczęście.
Skoro nie można inaczej, zatrzymuję je na fotografiach,
i dzielę się tym letnim szczęściem bo…
…powtarzając za Albertem Schweitzerem:
„szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli”
Mnóżcie, dzielcie, uszczęśliwiajcie się tym letnim czasem.

Do miłego następnego, z pewnością letniego,
z pewnością sierpniowego…

 

 

NAJ – PIER – WIOSNKI

Pierwiosnki … niepozorne, nie przez wszystkich lubiane. 
Przez mnie uwielbiane. 
Są takie malutkie, a takie urocze. 
Bardzo trwałe, i z biegiem lat pięknie się rozrastają w większe kępki. 
Zaraz po przebiśniegach i krokusach, zwykle krótko przed tulipanami wnoszą do ogrodu masę kolorów i radości. 
Po biało-szaro-burej zimie,
tęsknota za radosnymi barwami jest ogromna.
Chyba  u nas wszystkich…
Czy taki widok nie uskrzydla ? 
Jeśli nawet na chwilę powrócą zimne noce, czy przymrozki,
one kompletnie nic sobie z nich nie zrobią.
Są odporne na niskie temperatury.
Jak wiecie „uwielbiam takie ogrodowe pewniaki”.

Sadzę tytułowe pierwiosnki zawsze w większych grupach na rabatach. 
Wnoszą taką dobrą kolorową energię do ogrodu,
że z przyjemnością je dzielę i rozsadzam,
rokrocznie powiększając ich obecność w ogrodzie.
 Są dla mnie zawsze wspaniałym, wiosennym, ogrodowym prezentem.
 Krokusów już nie ma, ale w tym roku tulipany też już wystartowały. Mamy feerię barw, a w niej prymule przepięknie się prezentują.

Są teraz w sprzedaży praktycznie we wszystkich centrach ogrodniczych.
Jeśli jeszcze nie macie, warto się zaopatrzyć w tak radosną,
kolorową, wiosenną energię.
Piękne na rabatach, na balkonach, w donicach.

Wiosna czasem się ociąga,  czasem przybiega znienacka, a one … nie zawodzą nigdy !!!
Uwielbiam ich cudną energię.
Aż tak, że mamy 
PIER – WIOSNKOWY, kolorowy post.
Macham do Was majowo, wiosennie,
kolorowo, słonecznie,
i bardzo energetycznie !!!

GRUDNIOWY MALARZ SZRONEM MALOWAŁ …

Czy Wy też lubicie w czasie zimy, wczesnym rankiem wyjrzeć przez okno sprawdzając, jakie mroźne niespodzianki na nas czekają ? Ja uwielbiam.
Kiedy coś interesującego dostrzegę, chwytam aparat w dłoń i lecę do ogrodu. Nie inaczej było dziś. Już przed północą było zero. Nad ranem kilka kresek na minusie. Nieuprzątnięty jeszcze przed zimą ogród, pokrył się szronem.
Dla mnie to uroczy, i niezwykle malowniczy widok.
Ogród cieszy nie tylko latem, ale o wszystkich porach roku.
Suche byliny znów się pięknie „zamroziły”.

Płatki hortensji bukietowych wyglądają przepięknie. Jakby w cukrze….

Ale to nie wszystko…to nie koniec grudniowych, mroźnych niespodzianek.
Na szybach „wiosenny malarz” takie oto zostawił nam obrazy:

Przyglądałam się im dłuższą chwilę z zapartych tchem.
Czy Wy też jesteście przekonani, że ten „malarz” był ogrodnikiem, malując wyłącznie motywy roślinne ?

Jakiż to był cudny poranek, zupełnie magiczny.
Grudniu ! Proszę o więcej takich chwil !

ZANIM ZIEMIA ZAMARZNIE W OGRODZIE

Zanim ziemia zamarznie w ogrodzie … to co ? To … można działać !!!
Co prawda w porównaniu z zeszłym rokiem jestem o jakiś miesiąc do przodu,
ale sadzenie cebul w ostatnich dniach listopada do szybkich, jesiennych działań nie należy. Musicie to przyznać.
Nie jestem fanką wsadzania tulipanów i krokusów na rabaty już we wrześniu,  do czego nakłania nas większość dostępnych źródeł ogrodniczych. Nie przepadam ze przyglądaniem się kiełkującym cebulom,
w końcówce ciepłego i słonecznego października.A zadawanie sobie pytań: co teraz ? zmarzną, ale przeżyją ? ale czy jeszcze raz wykiełkują ? nie należy do ogrodowych przyjemności. Prawda ? Prawda.
Dlatego już drugi rok z kolei sadzę cebulowe niemal na ostatni dzwonek.
Fakt, w zeszłym roku, przegapiłam wszystkie możliwe dzwonki,
sadząc krokusy w ostatnich dnia grudnia.
 Ale się udało, i to nawet przepięknie się udało.
Krokusy kwitły bez zastrzeżeń z lekkim tylko opóźnieniem,
co też miało i dobre strony, bo zdobiły moje wiosenne rabaty,
kiedy inne krokusy już usychały.
W tym roku życie samo napisało „cebulowy scenariusz”,
bo nie dane mi było pojawić się w żadnym centrum ogrodniczym wcześniej niż w listopadzie.
W trzech odwiedzonych punktach dowiedziałam się,
że cebul nie ma i już nie będzie.
Pozostały zakupy internetowe, co niniejszym uczyniłam.
Zamówiłam troszkę narcyzów, krokusów, czosnków
i tulipany w 3 kolorach: białym, czarnym i fioletowym.
 Cebule tulipanów pomieszałam i mam nadzieję na piękną,
wiosenną, trójkolorową kompozycję.
Kolejny raz sadziłam zanim ziemia zamarzła w ogrodzie.
Bo właśnie taką mam zasadę, że przy ciepłej i łagodnej jesiennej pogodzie nie wyznaczam sobie sztucznych zakończeń sezonu.
Dopóty sadzę w ogrodzie, dopóki szpadel da się wbić !
Upatrzone miejsca wypieliłam.
Ciężką gliniasta ziemię przekopałam z próchnicą …
  
… i wcisnęłam w ziemię cebulki.
Ciągłe deszcze i topiące się śniegi nawilżą glebę dostatnio.
Nie podlewałam ich dodatkowo. Teraz pozostaje mi czekać i podobnie jak w zeszłym roku podzielić się  z Wami wiosną, moimi „kolorowymi, kwiatowymi sukcesami”.
„Kto jesienią popracuje, ten na wiosnę się raduje!”

Pamiętajcie, aby sadzić cebulowe tak, aby były dobrze widoczne przez okna.
To będą nasze „najpierwsze kwiaty”, często przebijające się przez kołderkę śniegu.

Nie będziemy jeszcze wokół nich spacerować,
a przez okno można na nie spoglądać w każdej wolnej chwili.
Ja mam ich najwięcej na brzegach rabat,
w przedogródku i przy ścieżkach.

Jeśli macie obawy jak poradzicie sobie wiosną
z usychającymi liśćmi cebulowych
mam dla Was dedykowany  post w tej sprawie.
Zajrzyjcie tu:PLECIEMY WARKOCZE

TRAWNIKOWA PRZYPOMINAJKA – OSTATNI DZWONEK

Teraz, kiedy jesteśmy po pierwszych przymrozkach sprzątanie liści w ogrodzie jest znacznie łatwiejsze. Są one sztywniejsze i łatwiej poddają się grabieniu.
 Dzwoni też ostatni dzwonek, przypominający o ostatniej przed zimą pielęgnacji trawnika !!!
1. Pamiętajcie, że nieprzycięta przed zimą trawa,
sprzyja rozwojowi różnych chorób trawnika.
Istotnym jest, aby ostatnie koszenie było na znacznie
wyższym niż w lecie ustawieniu ostrzy.
2. Niezgrabione liście, pozostawione na wiele tygodni,
pod wpływem niskich temperatur i wilgoci będą gniły.
Sprzyjają rozwojowi jednej z najgroźniejszych chorób trawnika,
pleśni śniegowej, która znakomicie się rozwija zimą,
właśnie pod pozostawionymi na trawniku liśćmi.
 
A co robimy z suchymi, zgrabionymi liśćmi ?
 
1. Przenosimy je do kompostownika,
przesypując warstwowo ziemią i skoszoną trawą.
2. Ogromną ich część wykorzystujemy
do ściółkowania rabat.
Dzięki temu, znacznie ograniczamy rozwój chwastów.

 W jesiennych pracach przy liściach

pomagają nam  grabie FISKARS różnych typów,
 oraz składany i niezwykle lekki kosz Solid™ PopUp Garden Bag.
 

TAWUŁA SZARA ‚GREFSHEIM’ – WIOSENNY WODOSPAD BIAŁYCH KWIATÓW

Tawuła szara ‚Grefsheim’ (Spiraea ×cinerea).
Niekiedy jest nazywana tawułą norweską.

To piękny, niewielki krzew o malowniczo przewieszających się pędach.
Dorasta tylko do 2 metrów.
Śnieżnobiałe, drobne kwiaty całkowicie
pokrywające zeszłoroczne pędy. 
Pojawiają się zawsze, jeszcze przed rozwojem liści, w kwietniu.
   Kwiatki zdobią krzew nieustannie przez kilka tygodni.
Tawuła szara preferuje stanowiska słoneczne. 
Może rosnąć na wszystkich uprawnych glebach ogrodowych.
Jest bardzo odporna. 
Nie boi się ani suszy, ani mrozów.
W naszym ogrodzie 2 spore już krzewy rosną 
przy samym lasku brzozowym.

Brzozy i tawuła przepięknie ze sobą współgrają.
Szarości, biele i świeża zieleń liści 
doskonale się ze sobą łączą. 
Uważam to zestawienie, 
za mój wiosenny duet doskonały.
Tawuła z tysiącami drobnych, białych kwiatków 
przykuwa uwagę i zachwyca przez blisko dwa wiosenne miesiące.
Na tle biało-szarych brzozowych pni,
zdaje się być stworzona
jako „brzozowe towarzystwo”

Zaproście ją koniecznie do swoich ogrodów.
Wg mnie to jeden z najpiękniejszych
i bardzo łatwych w uprawie 
krzewów wiosennych !

W przyszłym tygodniu zabiorę się
za cięcie moich tawuł.
Krzewy te kwitną na ubiegłorocznych pędach. Pamiętajcie,  że przycięcie tawuły wczesną wiosną,
przed kwitnieniem spowoduje,
że krzew nie zakwitnie !!!!
Cięcie przeprowadzamy
bezpośrednio po kwitnieniu tak,
aby roślina wypuściła jak najwięcej nowych pędów, na których zakwitnie w przyszłym roku.
Sekatory w dłoń!
Właśnie teraz jest najlepsza pora
na cięcie tawuły szarej:

 

 

  

MOJA KRAINA KWITNĄCEJ WIOSNY

Uwielbiam spektakularne, wiosenne widoki 
z japońskich parków wiśnią kwitnących.
Ta fascynacja zaowocowała kupnem wielu 
drzew i krzewów kwitnących właśnie wiosną …
Nasz „wiosenny ogród” zdobią magnolie, forsycje, jabłonie i wiśnie
Czas największego zachwytu nadchodzi zwykle
z końcem kwietnia i przy dobrej pogodzie,
trwa prawie cały maj …
Jak ja kocham ten czas w naszym ogrodzie ! 

 Ten sezon jest bardzo trudny dla magnolii,
ale „złapałam” dla Was kilka słonecznych,
magnoliowych kadrów:
Magnolia ‘George Henry Kern’

Magnolia ‚Elizabeth’

Oprócz magnolii, jednym z  moich ulubionych  drzew wiosennych

jest śliwa wiśniowa (Prunus cerasifera) „Pissardi”.

Posadziłam ją w kilku miejscach w ogrodzie
i o której pisałam już w minionych latach.

Zachwyca pięknymi, bordowymi liśćmi.
A wiosną cudnymi różowymi kwiatami.
Jest nimi wręcz oblepiona.

A wiosenną „kropkę nad i” 

stawia zwykle obficie kwitnący 
Migdałek trójklapowy 

(Prunus triloba):


Mam i ja swoją własną, kolorową
 krainę kwitnącej wiosny...

« Starsze wpisy