Tag Archives: WILCZA PO GODZINACH

MAKOWY DROGOWSKAZ

PIĘKNO NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI

Dlaczego MAKOWY DROGOWSKAZ ? Ponieważ chciałam się z Wami podzielić moimi czerwcowymi, makowymi przemyśleniami.

W ciągu całego roku, większość wolnego czasu na świeżym powietrzu, spędzam w ogrodzie. Sadząc, pieląc, porządkując zachwycam się również swoimi kwiatowymi pięknościami, które od wiosny do jesieni uszczęśliwiają mnie swą urodą. Zimą, suche, wystające spod śniegu, cieszą dokładnie tak samo. Lubię myśleć, że właśnie w ten właśnie sposób, rośliny „dziękują” mi za troskę i starania. Ich widok przepełnia mnie ogromną radością. Cieszę się ich harmonią i dopasowaną kolorystyką. Lubię ten ład i spokój w ogrodowych kompozycjach. Traktuję to, jak osobistą nagrodę za wiele lat nauki i pracy nad „własnym kawałkiem ziemi” . To ogromna satysfakcja, którą czuję każdego dnia spacerując pomiędzy rabatami. Ktoś mógłby powiedzieć „niby nic wielkiego”, a jednak w moim przypadku, ta suma maleńkich, codziennych, ogrodowych radości składa się na moje dobre samopoczucie. W czerwcu odnalazłam je również gdzieś indziej.

CUDA CZEKAJĄ, AŻ JE ODKRYJESZ…

Regina Brett w jednej ze swoich książek napisała:

„Wychodź z domu każdego dnia. Cuda czekają, aż je odkryjesz.”

Tak bardzo się zgadzam z tym zdaniem. Powiedziałabym nawet, że czasem nie trzeba wychodzić z domu. Wystarczy się rozejrzeć dookoła i odkryć maleńkie cuda życia codziennego, które wniosą do naszego życia radość. A czy Wy już odnaleźliście swoje małe radości? Czy znaleźliście już „swój kawałek podłogi”? Rozejrzyjcie się dookoła i każdego dnia pracujcie na swoje małe sukcesy, na osobisty komfort, a wkrótce będziecie mieli co celebrować. To nie muszą być duże rzeczy. Czasem ulubiony fotel z kameralnym, przytulnym oświetleniem, kącik na balkonie, czy mała kwiatowa rabatka mogą sprawić cuda w życiu każdego z nas.

To aktualnie uczyniły w moim życiu „makowe panienki”. Tym razem nie w ogrodzie przy domu. Tym razem trzeba było wyjść troszkę dalej po to, aby spotkać te makowe piękności. Zrobiłam co mogłam i co potrafię najlepiej. Chwyciłam za aparat i są do Waszej „optymistycznej dyspozycji”:

SPACERY OPTYMIZMU

W czerwcu, na szlaku naszych codziennych spacerów pojawiło się mnóstwo takich tańczących na wietrze maków. Nie przestaję się uśmiechać. Są takie magiczne, takie energetyczne i niosą tyle optymizmu, że mam nadzieję zarazić Was ich energią! Celebruję tę radość każdego dnia.

DZIECIŃSTWO

Przypomniałam sobie, jaką wielką przyjemność sprawiał mi widok maków w dzieciństwie. Wplecione wraz z chabrami w pola zbóż, oświetlone czerwcowym słońcem, są dla mnie synonimem mojej dziecięcej beztroski. Kiedy staram się dotrzeć do mojego wewnętrznego dziecka, widzę wiele takich sielskich obrazów. I polecam Wam to samo. Spróbujcie sobie przypomnieć, co cieszyło Was w dzieciństwie najbardziej, o czym marzyliście, czego pragnęliście. Dla mnie, było to bardzo ważne doświadczenie zrozumieć, co we mnie zostało z tamtej małej dziewczynki, Ewuni w blond włoskach, zawsze uśmiechniętej od ucha do ucha. Chcę ją w sobie pielęgnować. Dawać jej miłość, uwagę i nade wszystko akceptację. Chcę nadal ubierać się bardzo kolorowo, codziennie się uśmiechać, zarażać radością życia, rozwijać swoje pasje i zainteresowania, które były ze mną od najmłodszych lat.

ZDROWY EGOIZM

Często męczymy się, czy dusimy w zbrojach stereotypów, opinii innych, czy konwenansów. Zdominowani opiniami innych o nas samych i o tym jak powinniśmy żyć, przestajemy pielęgnować nasze potrzeby. Jeśli tylko na aktualnym etapie życia, macie możliwość dopuścić do głosu swoje marzenia i pragnienia – zróbcie to! Zrzućcie z siebie to obciążające poczucie konieczności podobania się wszystkim. Możecie robić to, czego pragniecie najbardziej, oczywiście pod warunkiem, że to nie sprawia krzywdy innym. Celebrujcie radość, piękno i najdrobniejsze elementy swojego życia.

Teraz u mnie, ta mała radość to czerwcowe, makowe spacery. Wieczorne, leniwe, z błogim wpatrywaniem się w chmury. Tak bardzo tego potrzebujemy dla równowagi i odnalezienia balansu po ciężkich i pracowitych dniach. Nie musimy być zawsze perfekcyjni, zajęci i nieskończenie efektywni. Takie „proste chwile” bywają najpiękniejszym momentem letniego dnia. Zobaczcie te cudne obrazy:

DROGOWSKAZ

Rozejrzyjcie się dookoła. Poszukajcie łąki, wyjedźcie kawałek za miasto. W tym sezonie maki są prawie wszędzie i jest ich mnóstwo. W zastępstwie majowych, żółtych, rzepakowych pól, maki w czerwcu malują nasz krajobraz na czerwono, przesyłając optymistyczną, dobrą energię. Czerpcie bez limitu! Następna okazja zdarzy się dopiero w czerwcu, za rok! Wędrujcie, pobądźcie w ciszy i spokoju. Bądźcie dla siebie dobrzy. Może właśnie wtedy usłyszycie swoje myśli, marzenia, pragnienia i potrzeby…

Tego z całego serca Wam życzę!

KRAKÓW NA WEEKEND. DZIEŃ 2.

NOWY DZIEŃ START

O atrakcjach pierwszego dnia w Krakowie możecie poczytać TUTAJ Wiele godzin spędziliśmy na Wawelu, kolejno spacerowaliśmy Drogą Królewską do Rynku Głównego. Relacja fotograficzna pokaże Wam, jak wiele przepięknych miejsc odwiedziliśmy. Dziś czas na Kazimierz i Zabłocie z Fabryką Schindlera.

KAZIMIERZ

Miasto Kazimierz zostało włączone do Krakowa dopiero w 1800 roku. Dziś, dawna żydowska dzielnica przyciąga niezwykłym w Europie zespołem siedmiu synagog (wciąż czynne są dwie: Remuh i Tempel), pięknymi kościołami, wspaniałą architekturą i klezmerską muzyką.

Atmosfera miejsca od pierwszych chwil przepełnia zachwytem.

SYNAGOGA I CMENTARZ REMUH

Od Synagogi Starej, która jest najstarszą w Polsce, przeszliśmy w okolice Synagogi i Cmentarza Remuh. To prastary kirkut, żydowski cmentarz ze stelami nagrobnymi (macewami) w stylach renesansowym i barokowym. Najstarsze żydowskie miejsce pochówku. Nagrobki wydobyto spod ziemi w latach 50 i 60 XX wieku. Grób słynnego rabina Isserlesa umieszczono na podwyższeniu z kamienia i otoczono żelazną balustradą. Odwiedzający mają okazję położyć modlitewną karteczkę z prośbą do mędrca Remuha. Po lewej stronie spoczywa ciało ojca Mojżesza – Izraela, fundatora synagogi. Niedaleko spoczęła też Golda Auerbach, żona rabina.

UL. SZEROKA

Tu poczujecie się jak w dawnych, przedwojennych czasach Kazimierza. Na ścianach domów widać szyldy przypominające styl i atmosferę tamtych lat. Odnieśliśmy wrażenie, że czas się cofnął…

Na Szerokiej z przyjemnością przysiedliśmy na słynnej ławeczce, koło Jana Karskiego. Właśnie tu znajduje się odlana z brązu ławka z postacią legendarnego emisariusza Polskiego Państwa Podziemnego, świadka Holokaustu. To siódme miejsce na świecie, gdzie stoi rzeźba-ławka Karskiego. Wcześniej pojawiły się takie w Łodzi, Kielcach, Warszawie, Waszyngtonie, Nowym Jorku i Tel Awiwie. Autorem rzeźb jest Karol Badyna, profesor krakowskiej ASP.

 

FABRYKA SCHINDLERA

Kolejne kilka godzin spędziliśmy w FABRYCE SCHINDLERA. To oddział Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Obejrzeliśmy wspaniałą, multimedialną wystawę „Kraków – czas okupacji 1939–1945”, która mieści się w dawnym budynku administracyjnym Fabryki Emalia Oskara Schindlera przy ul. Lipowej 4. Wystawa jest opowieścią o Krakowie i losach jego polskich i żydowskich mieszkańców w czasie II wojny światowej, ale też o Niemcach – okupantach. Wystawa została zrealizowana przy użyciu środków wykraczających poza ramy tradycyjnej ekspozycji muzealnej, ekspozycji nadano charakter opowieści teatralno-filmowej.

Pięć kluczowych momentów dla historii miasta zostało oznaczonych przez „maszyny pamięci” – stemplownice, w których każdy zwiedzający może odbić pieczęć związaną z danym wydarzeniem, zabierając ze sobą „dokument czasu”. Puentą wystawy jest instalacja rzeźbiarska – „Sala wyborów” – symbol etycznych dylematów i postaw w czasie wojny.

W 45 przestrzeniach wystawienniczych przeszłość Krakowa została wykreowana w taki sposób, by każdy ze zwiedzających mógł bezpośrednio dotknąć historii, poczuć emocje mieszkańców miasta okresu wojny.

„Fabryka pamięci” – to motto wystawy.

Wojenną historię Deutsche Emailwarenfabrik – DEF – i postać jej właściciela Oskara Schindlera pokazuje film Stevena Spielberga „Lista Schindlera” z 1993 roku. Oskar Schindler uratował ponad tysiąc osób. Jego postać oraz historie ocalonych przez niego krakowskich Żydów są przedstawione na wystawie jako część skomplikowanej wojennej historii miasta. O bohaterskim czynie Oskara Schindlera, przypomina jego gabinet,odtworzony w budynku administracyjnym fabryki.

Symboliczna „arka ocalonych” stworzona z tysięcy garnków przypomina te produkowane przez jego pracowników w czasie wojny:

Miejsce pamięci, jakim jest Fabryka Emalia, daje gościom szansę na osobistą konfrontację z przeszłością.

RESTAURACJA Klezmer Hois

W sercu krakowskiego Kazimierza, przy ul. Szerokiej 6 zakończyliśmy ten niezwykle emocjonujący dzień. W XVI wiecznym budynku, w którym do drugiej wojny światowej mieściła się jedna z najstarszych mykw w Krakowie, 70 metrów od Synagogi Remu znajduje się Klezmer Hois (Dom Klezmera) miejsce unikalne, które swoim wystrojem oraz ofertą artystyczną i kulinarną nawiązuje do przedwojennych tradycji Żydowskiego Kazimierza. Co wieczór odbywają się tu koncerty tradycyjnej muzyki żydowskiej. Dyrektorem artystycznym Klezmer Hois był  Leopold Kozłowski.Klezmer Hois to również restauracja . Można tu odnaleźć potrawy galicjskiej kuchni żydowskiej. Poznaliśmy to wspaniałe bogactwo smaków, a od 20.00 wzięliśmy udział w koncercie tradycyjnej muzyki klezmerskiej.

Czy można sobie wyobrazić lepsze zwieńczenie tego dnia?

KRAKÓW NA WEEKEND. DZIEŃ 1.

ODCZAROWAĆ JESIEŃ

Jak sprawić, aby szara i mglista jesień stała się choć na chwilę magiczna? Tak, wiem można spróbować „włączyć” słońce. A jak prośby i błagania nie działają i pogoda fatalna? Proponuję zaplanować choć 1 lub 2 jesienne weekendy z naszymi najcudowniejszymi polskimi „perełkami”. Na mnie ta podróżnicza terapia działa jak cuda. Nie zważam na aurę, nie utyskuję na chłody, tylko dzielnie wiążę sznurówki w swoich trampeczkach, pakuję rodzinkę i startuję…

KIERUNEK: KRAKÓW

Właśnie na przełom października i listopada zaplanowałam kilkudniowy wyjazd do Krakowa i jego okolic. Ostatnio, naszą cudowną, kulturalną stolicę zwiedzałam w trakcie szkolnej wycieczki. Trzeba to było nadrobić. Co zastałam na miejscu? Niezwykle różnorodną, tętniącą życiem metropolię. Ale co najwspanialsze… tak historycznie i architektonicznie bogatą, że aż zapiera dech. Miasto magiczne. Pobudka w Krakowie pachnie historią, sztuką, legendami, magią. W uszach splata się cudowny jazz, z XV wieczną muzyką klezmerską. Pamięć o królach, papieżach, księżniczkach i smoku jest MAGICZNA.

WAWEL

Właśnie tu. W miejscu tak bardzo naznaczonym przez historię, pełnym polskości i renesansowej architektury rozpoczęliśmy naszą krakowską wędrówkę historyczną. Na Wzgórzu Wawelskim zwiedziliśmy Zamek Królewski oraz Katedrę. Przechodząc przez katedralną zakrystię, wspięliśmy się na Wieżę Zygmuntowską, na której znajduje się dzwon Zygmunt. Legenda głosi, że dotkniecie tego dzwonu, gwarantuje szczęście i życie wieczne. Z wieży roztacza się taki oto widok:

PANORAMA KRAKOWA

Zamek jest pierwszą rezydencją królewską wybudowaną w Polsce w stylu renesansowym. Król Zygmunt Stary zaangażował florenckich mistrzów, aby stworzyli, trzypiętrową, monumentalną budowlę z arkadowym dziedzińcem. Do końca XVI wieku zamek był oficjalną rezydencją polskich królów. Po pożarze, w którym spłonęła część budynku, Zygmunt III Waza przeniósł dwór do Warszawy.

Krakowska katedra z powodu swej symboliki i funkcji, jest najważniejszym kościołem w naszym kraju. Wielokrotnie przebudowywana, łączy wszystkie możliwe style architektoniczne: od średniowiecza do modernizmu. W jej wnętrzach znajduje się niezliczona ilość grobów królewskich.

Wspaniały był również krótki spacer po niedawno zrekonstruowanych ogrodach renesansowych.

DROGA KRÓLEWSKA

Po 3 godzinach spędzonych na wzgórzu, Drogą Królewską wędrowaliśmy poprzez wspaniałe ulice: Grodzką i Kanoniczną. Grodzka jest Przedłużeniem Floriańskiej po drugiej stronie Rynku. Należy do najstarszych ulic Krakowa. Przy niej stawiali swe rezydencje najbogatsi mieszkańcy. Tu zwiedziliśmy kościół św. Andrzeja, zwieńczony dwiema charakterystycznymi białymi, kamiennymi wieżami o ciemnych hełmach. Ta staro-romańska budowla pochodzi z lat 1079-1098.

Brukowana Kanoniczna, jest za to uznawana, za najbardziej urokliwą i piękną. Na niej, każdy dom jest warty uwagi. Kamienice wyróżniają się wyjątkowymi zdobieniami i detalami architektonicznymi:

OKNO PAPIESKIE

I tak dotarliśmy do pałacu arcybiskupiego, na rogu Plantów i ul. Franciszkańskiej. Budowla zachowała wiele renesansowych i barokowych elementów, w tym masywny portal główny, ponad którym widać w oknie portret Jana Pawła II:

COLLEGIUM MAIUS

To najstarszy polski obiekt uniwersytecki, jaki dotrwał do naszych czasów. Siedziba Uniwersytetu Jagiellońskiego mieści się tutaj od 1400 roku. Zachwyciłam się słynnym gotyckim dziedzińcem i średniowiecznymi piwnicami.

Ruszyliśmy dalej w kierunku Rynku Głównego. Co chwilę mijały nas wspaniałe dorożki konne, które swój główny postój mają właśnie przy rynku.

KRAKOWSKA DOROŻKA KONNA

Obecnie w Krakowie pracuje około 40 zaprzęgów. Praca wszystkich dorożek konnych podzielona jest na dni parzyste i nieparzyste. Każdego dnia na postoju dorożek może być maksymalnie 16 powozów.

KRAKOWSKA DOROŻKA KONNA, RYNEK STAREGO MIASTA

RYNEK GŁÓWNY

To prawdziwy salon kulturalny Krakowa. Zachwycał mnie o każdej porze dnia. Muzykanci, malarze i kwiaciarki nadają temu miejscu magiczny nastrój. To jeden z największych średniowiecznych placów Europy. Jego wymiary to 200 m x 200 m.

RYNEK GŁÓWNY KRAKÓW

Najbardziej znane budowle Rynku to Sukiennice, Bazylika Mariacka oraz Wieża ratuszowa.

WIEŻA RATUSZOWA
SUKIENNICE

Wschodnia część płyty Rynku Głównego była od dawien dawna przestrzenią targową. W jej centralnej części powstała z czasem hala targowa, która przetrwała do dziś pod postacią Sukiennic.

Przed rozpoczęciem zwiedzania Bazyliki warto obejść ją dookoła aby zrozumieć wyjątkową, gotycką sylwetkę świątyni. Idąc dookoła dociera się do ukrytego na jej tyłach przepięknego pl. Mariackiego, który jest odgrodzony od Małego Rynku kościołem św. Barbary:

KOŚCIÓŁ ŚW. BARBARY

Ufundowany przez królową Jadwigę powstał podobno z cegieł pozostałych po budowie kościoła Mariackiego.

BAZYLIKA MARIACKA

Jeden z najcenniejszych zabytków Krakowa. Gotycka bazylika pochodząca z XIV wieku. Wielokrotne przebudowy dodały jej wielu stylów architektonicznych. Największym skarbem kościoła jest ołtarz główny Wita Stwosza, który poświęcił temu dziełu 12 lat swojego życia.Od 1477 mistrz roku pracował nad tym kilkunastometrowym dziełem, zdobiąc złotem i farbami rzeźby z drewna dębowego i lipowego. W głębi prezbiterium, za ołtarzem Wita Stwosza, ostrołukowe okna wypełniają autentyczne gotyckie witraże, zaliczane do najstarszych w Polsce (1370-1390).

Wszystkie elementy architektoniczne budowli zdają się kierować wzrok w górę, ku sklepieniu (wys. 28 m). Na nim, zapierające dech w piersiach freski:

SZOPKA KRAKOWSKA

Przed nami pierwszy czwartek grudnia, kiedy to na Rynku gromadzą się tłumy, ponieważ rozpoczyna się wielkie święto szopkarzy. Krakowskie szopki bożonarodzeniowe różnią się od stajenek, w których znalazła schronienie Święta Rodzina. Są bardzo bogato zdobione, odwzorowują zabytki Krakowa – kościół Mariacki, Sukiennice, Barbakan, Wawel czasem legendarnego smoka wawelskiego.

Może właśnie wtedy odwiedzicie Kraków?

NA MNIE CZAS. #2 OBRAŁAM KURS NA MARZENIA

WAKACJE PRZEZ CAŁY ROK.

Już kilka lat temu w temacie ogólnie pojętych WAKACJI, postanowiłam nie stawiać wszystkiego na jedną kartę. Nie jestem w stanie zregenerować i ponownie naładować moich akumulatorów w trakcie tylko jednej przerwy w roku. Przerwy? Przerwy od czego? Przerwy od bardzo intensywnej codzienności. Żyję bardzo intensywnie i w bardzo uporządkowany sposób, ale miewam tygodnie, kiedy już pod koniec z przeogromnym utęsknieniem oczekuję przerwy i odpoczynku.

KURS NA MARZENIA.

I wtedy obieram kurs na marzenia. Na marzenia o tym, co mnie relaksuje i sprawia mi ogromną radość. Co to jest? Jest to zwykle podróż. Moje podróże bywają małe, bywają też i duże. Ich rozmiar nie ma to większego wpływu na dawkę szczęścia i ogromnego odprężenia jaką oferują mi ciekawe miejsca na naszym globie. Uwielbiam zwiedzać, wędrować, czytać, poznawać, no i oczywiście FOTOGRAFOWAĆ. Ale uwielbiam też czekać. Ekscytacja związana z posiadaniem marzeń, oczekiwaniem na ich realizację jest u mnie równie ogromna. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Jakie emocje większość z nas czuje w bożonarodzeniowe poranki? To jest magiczna wręcz ekscytacja tym co nadejdzie, tym na co tak bardzo czekaliśmy. I właśnie w tym kontekście, czy zwróciliście uwagę na to, jak bardzo emocjonujące i pozytywne jest samo wyczekiwania na spełnienie się marzenia. Przybliżanie się kroczek po kroczku do jego realizacji. Dla mnie, bardzo miłym jest codzienne wracanie do myśli, które wzbudzają we mnie wewnętrzną radość. Bardzo często są doskonałym motorem napędowym dobrej energii i pozytywnego nastawienia.

PODRÓŻE MAŁE I DUŻE.

I właśnie oczekiwanie na najmniejszy choć wyjazd, czy podróż jest dla mnie niezwykle ekscytujące.

  1. Na początku mojej zmiany w podejściu do odpoczynku postanowiłam zamiast jednej dwutygodniowej przerwy w roku, organizować sobie dwa urlopy po jednym tygodniu każdy. Już ta drobna zmiana pozwoliła mi na realizację dwóch marzeń w roku, w pewnych odstępach czasowych.
  2. Kolejną zmianą było dodanie do kalendarza wyjazdów kilku weekendów w roku, które dostarczyły nam pozasezonowego wytchnienia i luzów w nawet najbardziej zatłoczonych miejscach Europy. Lubię wyjeżdżać wczesną wiosną. Ten czas zapewnia cudowne, rześkie temperatury i niespieszne zwiedzanie wszystkich wymarzonych miejsc. Bez tłumów, żaru lejącego się z nieba i wygórowanych cen. I w temacie weekendów nie chodzi mi o wydanie mniejszej lub większej ilości zaskórniaków… Chodzi o zaplanowanie dużo wcześniej miłych wyjazdów z dojazdem samochodem lub z wykorzystaniem tanich lotów po korzystnych cenach. Chodzi o cenę hotelu złapaną w akceptowalnym dla nas przedziale cenowym i o radość! Radość i ekscytację z zobaczenia nowego miejsca w Polsce czy na świecie. Radość z codziennego, zwykle wielomiesięcznego oczekiwania na tę podróż! To właśnie rozumiem przez obranie kursu na marzenia.

GWIAZDA PÓŁNOCY

Kiedy jesteśmy w Warszawie, marzymy o byciu w Sopocie i ogromną chęcią pędzimy tam zawsze żeby odpocząć. O każdej porze roku spacery po mieście, plażą czy choćby słuchanie szumu morza ma dla mnie magiczną moc odprężającą. A kiedy jesteśmy w Sopocie zwykle zapala i się w głowie lampeczka pod tytułem:

S K A N D Y N A W I A

To nasze ogromne marzenie od wielu lat. Kochamy zapach morskiego powietrza. Szczególnie zimą i wiosną. Ta słona i niezwykle orzeźwiająca bryza jest cudowna. Marzenia o klifach, fiordach i cudownych skandynawskich zatokach są bardzo silne.

REALIZACJA MARZEŃ.

Mieszkając w Sopocie czujemy, jak ważna jest dla nas bliskość morza i unikalny spokój, który daje jego bliskość. To moje miejsce na ziemi. Bez wątpienia. Nigdzie nie czuję się tak bardzo „u siebie” jak w Sopocie. Nasze miejsce na północy Polski urządziliśmy w skandynawskim stylu, który bardzo nam się podoba. Przytulny minimalizm to styl, który jest nam bliski i był pierwszym krokiem do pokochania naszych północnych sąsiadów. Wybrzeża Bałtyku i Skandynawia mają nam tyle piękna do zaoferowania.

Od wielu lat eksplorujemy Polskę z ogromną koncentracją na wspaniałym Trójmieście. Od niedawna rozmyślamy jak „spotkać się” ze Szwecją, Danią i Norwegią. Rejsy z polskich portów są bardzo kuszące. Na razie czytam…

JESIENNE PLANOWANIE.

Pierwszy, zwyczajowy krok do realizacji podróżniczych marzeń już poczyniony. Przewodniki kupione. Jesienne wieczory idealnie nadają się na spokojne, teoretyczne podróżowanie „palcem po mapie” i rozbudzanie w sobie tej miłej ekscytacji. Czytamy, wertujemy i w marzeniach już planujemy. Czyli ? Czyli obraliśmy już nasz kurs na skandynawskie marzenia. Południe Europy mamy już całkiem dobrze wyeksplorowane, za to nie znamy prawie wcale północnej części Europy. Czas to zmienić!

A jak u Was z tymi małymi marzeniami ? Czy krótki, zimowy, weekendowy wypad lub wiosenny za pół roku w chodzi w grę? Czy warto zmienić swoje przywiązanie do letniego urlopu i stawiania wakacyjnych planów na jedną kartę? Zdecydowanie warto i nie musi to kosztować więcej niż ten jeden, jedyny wyjazd, który czasem przynosi spore rozczarowanie.

Czy pierwszy na mojej liście 2020 będzie Sztokholm ? Ja bardzo bym chciała, a czas pokaże…

Na razie delektuję się jesiennym czasem i od razu uprzedzę Wasze pytania o stoliczek, na którym cudnie pije się jesienną kawę, cudnie pali się zapachowe świece i jeszcze cudniej przechowuje się książki lub kocyk do przykrycia kolanek na długie jesienne czytanie.

Jeżeli macie tak jak ja, i już nie możecie bez niego żyć, to kupicie go:

TUTAJ (klik)

Po więcej wspaniałych inspiracji do Waszych domów i ogrodów zajrzyjcie na www.edinos.pl.

Dla pierwszych 20 osób mam KOD RABATOWY: edinos20 o wartości 20 PLN.

To taka moja mała jesienna niespodzianka dla Was.

Lećcie szybko na zakupy i spełniajcie swoje jesienne marzenia! A te dalsze, podróżnicze pozostawiam Waszej refleksji.