Tag Archives: JESIEŃ

NA MNIE CZAS. #2 OBRAŁAM KURS NA MARZENIA

WAKACJE PRZEZ CAŁY ROK.

Już kilka lat temu w temacie ogólnie pojętych WAKACJI, postanowiłam nie stawiać wszystkiego na jedną kartę. Nie jestem w stanie zregenerować i ponownie naładować moich akumulatorów w trakcie tylko jednej przerwy w roku. Przerwy? Przerwy od czego? Przerwy od bardzo intensywnej codzienności. Żyję bardzo intensywnie i w bardzo uporządkowany sposób, ale miewam tygodnie, kiedy już pod koniec z przeogromnym utęsknieniem oczekuję przerwy i odpoczynku.

KURS NA MARZENIA.

I wtedy obieram kurs na marzenia. Na marzenia o tym, co mnie relaksuje i sprawia mi ogromną radość. Co to jest? Jest to zwykle podróż. Moje podróże bywają małe, bywają też i duże. Ich rozmiar nie ma to większego wpływu na dawkę szczęścia i ogromnego odprężenia jaką oferują mi ciekawe miejsca na naszym globie. Uwielbiam zwiedzać, wędrować, czytać, poznawać, no i oczywiście FOTOGRAFOWAĆ. Ale uwielbiam też czekać. Ekscytacja związana z posiadaniem marzeń, oczekiwaniem na ich realizację jest u mnie równie ogromna. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Jakie emocje większość z nas czuje w bożonarodzeniowe poranki? To jest magiczna wręcz ekscytacja tym co nadejdzie, tym na co tak bardzo czekaliśmy. I właśnie w tym kontekście, czy zwróciliście uwagę na to, jak bardzo emocjonujące i pozytywne jest samo wyczekiwania na spełnienie się marzenia. Przybliżanie się kroczek po kroczku do jego realizacji. Dla mnie, bardzo miłym jest codzienne wracanie do myśli, które wzbudzają we mnie wewnętrzną radość. Bardzo często są doskonałym motorem napędowym dobrej energii i pozytywnego nastawienia.

PODRÓŻE MAŁE I DUŻE.

I właśnie oczekiwanie na najmniejszy choć wyjazd, czy podróż jest dla mnie niezwykle ekscytujące.

  1. Na początku mojej zmiany w podejściu do odpoczynku postanowiłam zamiast jednej dwutygodniowej przerwy w roku, organizować sobie dwa urlopy po jednym tygodniu każdy. Już ta drobna zmiana pozwoliła mi na realizację dwóch marzeń w roku, w pewnych odstępach czasowych.
  2. Kolejną zmianą było dodanie do kalendarza wyjazdów kilku weekendów w roku, które dostarczyły nam pozasezonowego wytchnienia i luzów w nawet najbardziej zatłoczonych miejscach Europy. Lubię wyjeżdżać wczesną wiosną. Ten czas zapewnia cudowne, rześkie temperatury i niespieszne zwiedzanie wszystkich wymarzonych miejsc. Bez tłumów, żaru lejącego się z nieba i wygórowanych cen. I w temacie weekendów nie chodzi mi o wydanie mniejszej lub większej ilości zaskórniaków… Chodzi o zaplanowanie dużo wcześniej miłych wyjazdów z dojazdem samochodem lub z wykorzystaniem tanich lotów po korzystnych cenach. Chodzi o cenę hotelu złapaną w akceptowalnym dla nas przedziale cenowym i o radość! Radość i ekscytację z zobaczenia nowego miejsca w Polsce czy na świecie. Radość z codziennego, zwykle wielomiesięcznego oczekiwania na tę podróż! To właśnie rozumiem przez obranie kursu na marzenia.

GWIAZDA PÓŁNOCY

Kiedy jesteśmy w Warszawie, marzymy o byciu w Sopocie i ogromną chęcią pędzimy tam zawsze żeby odpocząć. O każdej porze roku spacery po mieście, plażą czy choćby słuchanie szumu morza ma dla mnie magiczną moc odprężającą. A kiedy jesteśmy w Sopocie zwykle zapala i się w głowie lampeczka pod tytułem:

S K A N D Y N A W I A

To nasze ogromne marzenie od wielu lat. Kochamy zapach morskiego powietrza. Szczególnie zimą i wiosną. Ta słona i niezwykle orzeźwiająca bryza jest cudowna. Marzenia o klifach, fiordach i cudownych skandynawskich zatokach są bardzo silne.

REALIZACJA MARZEŃ.

Mieszkając w Sopocie czujemy, jak ważna jest dla nas bliskość morza i unikalny spokój, który daje jego bliskość. To moje miejsce na ziemi. Bez wątpienia. Nigdzie nie czuję się tak bardzo „u siebie” jak w Sopocie. Nasze miejsce na północy Polski urządziliśmy w skandynawskim stylu, który bardzo nam się podoba. Przytulny minimalizm to styl, który jest nam bliski i był pierwszym krokiem do pokochania naszych północnych sąsiadów. Wybrzeża Bałtyku i Skandynawia mają nam tyle piękna do zaoferowania.

Od wielu lat eksplorujemy Polskę z ogromną koncentracją na wspaniałym Trójmieście. Od niedawna rozmyślamy jak „spotkać się” ze Szwecją, Danią i Norwegią. Rejsy z polskich portów są bardzo kuszące. Na razie czytam…

JESIENNE PLANOWANIE.

Pierwszy, zwyczajowy krok do realizacji podróżniczych marzeń już poczyniony. Przewodniki kupione. Jesienne wieczory idealnie nadają się na spokojne, teoretyczne podróżowanie „palcem po mapie” i rozbudzanie w sobie tej miłej ekscytacji. Czytamy, wertujemy i w marzeniach już planujemy. Czyli ? Czyli obraliśmy już nasz kurs na skandynawskie marzenia. Południe Europy mamy już całkiem dobrze wyeksplorowane, za to nie znamy prawie wcale północnej części Europy. Czas to zmienić!

A jak u Was z tymi małymi marzeniami ? Czy krótki, zimowy, weekendowy wypad lub wiosenny za pół roku w chodzi w grę? Czy warto zmienić swoje przywiązanie do letniego urlopu i stawiania wakacyjnych planów na jedną kartę? Zdecydowanie warto i nie musi to kosztować więcej niż ten jeden, jedyny wyjazd, który czasem przynosi spore rozczarowanie.

Czy pierwszy na mojej liście 2020 będzie Sztokholm ? Ja bardzo bym chciała, a czas pokaże…

Na razie delektuję się jesiennym czasem i od razu uprzedzę Wasze pytania o stoliczek, na którym cudnie pije się jesienną kawę, cudnie pali się zapachowe świece i jeszcze cudniej przechowuje się książki lub kocyk do przykrycia kolanek na długie jesienne czytanie.

Jeżeli macie tak jak ja, i już nie możecie bez niego żyć, to kupicie go:

TUTAJ (klik)

Po więcej wspaniałych inspiracji do Waszych domów i ogrodów zajrzyjcie na www.edinos.pl.

Dla pierwszych 20 osób mam KOD RABATOWY: edinos20 o wartości 20 PLN.

To taka moja mała jesienna niespodzianka dla Was.

Lećcie szybko na zakupy i spełniajcie swoje jesienne marzenia! A te dalsze, podróżnicze pozostawiam Waszej refleksji.

NAJWIĘKSZY SAD EUROPY

Dopóki zimy nie ma za oknem,
będę jeszcze wspominała moje najpiękniejsze dni minionej jesieni.

Czy bywacie czasem w okolicach Grójca pod Warszawą ?
A może tak jak my, jeździcie każdej jesieni w te okolice,
żeby bezpośrednio od małych lokalnych sadowników kupić nasze polskie najlepsze jabłka pod słońcem ? Piszę „w okolicach”, ponieważ poszukiwania grójeckich jabłek są mało skomplikowane.
W okolicznych wioseczkach i gminach sady z jabłoniami zajmują nawet 70 % terenów. W większości z nich uprawy są na bardzo wysokim poziomie, a tereny bardzo zadbane.

Gdziekolwiek się nie rozejrzeć jabłonie, jabłonie i jeszcze raz jabłonie.
Korzyści z zakupu niekwestionowane. 
Świeżo rwane, rumiane jabłuszka przechowywane w chłodzie,
przez wiele tygodni są soczyste i przepyszne. Dzięki tym wizytom, jesienią w naszym domu królują świeże i pieczone jabłka,
soki tłoczone i obłędne szarlotki.

 Region ten jest dziś nazywany „największym sadem Europy”. 
Możemy być z tego dumni !!! 
Włosi mają swoją Toskanię z cudownymi uprawami winorośli.
Francuzi szczycą się takimi rejonami jak np. Bordeaux,
Alzacja czy Burgundia.  
My mamy swoje wspaniałe „grójeckie królestwo jabłek” w Polsce.

Wyjątkowe właściwości tych grójeckich owoców, wynikające z ich pochodzenia geograficznego, zostały potwierdzone certyfikatem EU – Chronionego Oznaczenia Geograficznego. 
Jest to system stworzony w 1992 roku i dotyczy ochrony regionalnych produktów rolnych. Ma on na celu ochronę nazw tych produktów

i zapewnienie ich autentyczności. Dotyczy wyrobów wytwarzanych na określonym obszarze w sposób tradycyjny. System w tym względzie wzoruje się na francuskim systemie appellation d’origine contrôlée oraz włoskim denominazione di origine controllata

A wiecie, że uprawę jabłek na Mazowszu, w okolicach Grójca 
zawdzięczamy królowej Bonie
Zawdzięczać jej możemy nie tylko popularną włoszczyznę, ale także grójeckie jabłka. Uprawy zostały zapoczątkowane w XVI wieku,
a sama królowa stała się ich symbolem.
Upatrzyła sobie ziemie na Mazowszu, jako dziedziczne dobro Jagiellonów. Przejęła je, i z ogromną charyzmą rozwijała uprawę warzyw i owoców na niezbyt urodzajnych glebach mazowieckich. Nakazała sadzenie jabłoni gruszy i śliw. 
Czy nie powinniśmy być jej wdzięczni ? 
Kolejne wieki minęły, a jabłka pod Grójcem nadal są uprawiane na ogromną skalę. 

Z ogromną przyjemnością spacerowałam pośród grójeckich sadów. 
Spędziłam tam kilka fantastycznych jesiennych popołudni. 
Właśnie z jednego z takich wypadów pochodzą zdjęcia do dzisiejszego postu. Zrobiłam je dla Was, abyśmy wspólnie cieszyli się tą naszą przepiękną „polską Toskanią”.
A najlepiej, śladem Włochów i Francuzów,
abyśmy rozsławiali „w cały ten świat”.
 Podzielacie mój entuzjazm ?

TRAWNIKOWA PRZYPOMINAJKA – OSTATNI DZWONEK

Teraz, kiedy jesteśmy po pierwszych przymrozkach sprzątanie liści w ogrodzie jest znacznie łatwiejsze. Są one sztywniejsze i łatwiej poddają się grabieniu.
 Dzwoni też ostatni dzwonek, przypominający o ostatniej przed zimą pielęgnacji trawnika !!!
1. Pamiętajcie, że nieprzycięta przed zimą trawa,
sprzyja rozwojowi różnych chorób trawnika.
Istotnym jest, aby ostatnie koszenie było na znacznie
wyższym niż w lecie ustawieniu ostrzy.
2. Niezgrabione liście, pozostawione na wiele tygodni,
pod wpływem niskich temperatur i wilgoci będą gniły.
Sprzyjają rozwojowi jednej z najgroźniejszych chorób trawnika,
pleśni śniegowej, która znakomicie się rozwija zimą,
właśnie pod pozostawionymi na trawniku liśćmi.
 
A co robimy z suchymi, zgrabionymi liśćmi ?
 
1. Przenosimy je do kompostownika,
przesypując warstwowo ziemią i skoszoną trawą.
2. Ogromną ich część wykorzystujemy
do ściółkowania rabat.
Dzięki temu, znacznie ograniczamy rozwój chwastów.

 W jesiennych pracach przy liściach

pomagają nam  grabie FISKARS różnych typów,
 oraz składany i niezwykle lekki kosz Solid™ PopUp Garden Bag.
 

JESIENNY SPACER, CO „OSTATNIM ZŁOTEM GORE”…

Dziś witam Was słowami jesiennego wiersza
Leopolda Staffa „O jesieni”
Już jesień. Liść na drzewie rzednie,
Jeszcze ostatnim złotem gore,
A z nim spokojnie gaśnie, blednie,
Co nie umiało umrzeć w porę. (…)
 Nie rozpieszczała nas słońcem tegoroczna, jesienna aura. 
Ostanie miesiące płynęły deszczem nieskończenie i nieustannie.
Dopiero całkiem niedawno udało mi się 
schwytać słoneczną sobotę i sprawdzić,
czy nasza złota, polska jesień i w tym roku „złotem gore”.
Taką ją kochamy najbardziej, na taką czekamy
i taką chcemy pamiętać przez kolejne miesiące.
Zdałam sobie sprawę, że to nie te deszczowe dni wzbudziły we mnie
tę ogromną potrzebę spotkania się ze słoneczną aurą.
Każdej jesieni poszukuję jej najpiękniejszych stron
i staram się przekonywać „cały ten świat”, 
że jej uroda jest wyjątkowa i nie do podrobienia.
Oto jakie „złoto” przyniosłam dla nas wszystkich ze spaceru 
w Łazienkach Królewskich w Warszawie:
 
1. Czy Wy też tak macie, że słoneczne, złote dni,
pełne pięknych żółci i ciepłych pomarańczowych tonów 
nastrajają Was bardzo optymistycznie ?
2. Czy szuranie w suchych liściach ma dla Was ciągle
tę szczególną magię, przeniesioną z dziecięcych lat ?
3. Czy nadal na widok kasztanów, czy żołędzi na trawniku 
musicie się pochylić i schować kilka do kieszeni ?
U mnie 3 x na TAK.
Niezmiennie uwielbiam tę magię złotej, polskiej jesieni.
Przepadam za spacerami w poszukiwaniu 
„ostatniego gorejącego złota”…
… a kolejne, dopiero w przyszłym roku !
Do miłego jesiennego zobaczenia
mówi Wam też spotkana na wyjściu „Baśka”:
  
A co przed nami ?
Teraz nadchodzi czas chłodów, przymrozków 
i mocno „popielatych okoliczności przyrody”,
które powolnie będziemy wszyscy ustrajać
bożonarodzeniową atmosferą.
Według mnie, dobrze to wszystko zostało pomyślane.
Jesień się kończy, liść-opadł.
Przyroda robi miejsce na nowe, zimowe,
grudniowe atrakcje.
I dla oka, i dla ducha, i dla serducha !!!
Czy będą pełne słońca i śniegu ?
To się jeszcze zobaczy …
 
 
 

LIŚĆ-OPADŁ, ŻEGNAMY JESIEŃ I LISTOPAD

(…) Idzie drogą jesień Wiatr drzewa czesze
Idzie jesień drogą Biała jak mgła
Stroi cię, tęsknoto W czerwień i złoto (…)
Autor: Jan Zalewski

Dziś ostatni dzień „liśćopada”.
U nas, bardzo bursztynowo-złotego listopada.
Jego ostatni dzień skłonił mnie do ANDRZEJKOWEJ refleksji,
dla mnie wciąż otoczonej magiczną i tajemniczą aurą.
Jestem romantyczna i lubię celebrować świąteczne chwile.
Każda okazja w kalendarzu, każdy pretekst jest dla mnie dobry.
Dlatego, dobrze pamiętam wieczory z wróżbami, psikusami
i domówkami organizowanymi przez rodziców.
Czy te czasy minęły bezpowrotnie ?
Młodzież nie chce lać wosku, nie wróży,
niechętnie też sięga, po często już „lekko obciachowe”
tradycje poprzednich pokoleń.
Chyba trzeba się pogodzić i pożegnać z nieubłaganie PŁYNĄCYM CZASEM.
Właśnie … DLACZEGO CZAS JUŻ NIE PŁYNIE ?
Dlaczego PĘDZI JAK SZALONY, często na oślep do przodu ?
Dlaczego nie pozwala delektować się życiem, 
porami roku, pięknymi chwilami
Tak właśnie, w jakimś pędzie MIGNĘŁA MI PRZED OCZAMI JESIEŃ !
A z nią jej listopad. Przez wielu znienawidzony.
Przeze mnie ukochany. Nawet jeśli za oknem zimnica i deszcz.
U nas pełen rodzinnych świat i ważnych dni. 
Zwykle miły, przepełniony pięknymi chwilami.

Jaki był ten listopad ?
W dużej mierze słoneczny, w części deszczowy.
Głównie kolorowy, bardzo pozytywny i energetyczny.
Tylko pytam: czemu był taki krótki ???
Zatrzymałam dla Was na dłużej,
trochę tej pięknej, listopadowej energii:

 

Agnieszka Osiecka mawiała „(…) Od czasu do czasu jest zima raz na rok albo na dwa (…)”
Trzeba się z tym pogodzić. Z nieba zaczął już prószyć śnieg.
Tym samym zakończyliśmy już sprzątanie ogrodu.
Jak zwykle pomagał nam doskonały sprzęt FISKARS.
Trwałe, niezniszczalne i niezwykle lekkie grabie !

  
Teraz ogród już „usypia”.

Rozleniwiony, obeschnięty po wielokrotnych już przymrozkach,
powolnie szykuje się do zimowej drzemki.
Białe kołderki mamy już naszykowane !!!
Tyle dziś napadało przez cały dzień:


Życzę Wam wspaniałego grudnia !!!

JESIEŃ … MIODOWO – BURSZTYNOWO – KONIAKOWA

Jesień. 
W listopadzie głównie szara i deszczowa,
albo słoneczna i lekko mroźna, 
do bardzo mroźnej i śnieżnej.
Z trzech powyższych, zdecydowanie preferuję ten drugi wariant.
Ogród powolnie zasycha, byliny brązowieją.
W poszukiwaniu pozytywnej strony pomoc może przynieść tylko słońce!

Jeśli tylko na porannym horyzoncie pojawia się złota kula,
lecę do ogrodu robić zdjęcia.
Takich poranków w listopadzie jest naprawdę niewiele,
ale zwykle pozostawiają po sobie 
jasne, ciepłe i jak dla mnie, bardzo pozytywne wspominania.

Dziś dla Was ta bardziej świetlista strona jesieni 
To był właśnie taki poranek. Zimny, ale otulony promieniami słońca.
Spójrzcie … ile pozytywnej energii !!!
  Miód – bursztyn – koniak – z odrobiną zieleni w tle…
W roli głównej, suche już słoneczniczki szorstkie 
(‚Heliopsis helianthoides’). 

 Życzę Wam pozytywnego, złoto-bursztynowego nastroju,
na cały ten listopadowy tydzień !!!

SZYKUJEMY RÓŻE DO ZIMY – 8 NAJWAŻNIEJSZYCH ZASAD

Zaryzykuję dość codzienną i dobrze znaną wszystkim tezę: 

„WSZYSCY KOCHAMY RÓŻE”

I zapewne tak jest. Jeśli nie w bukietach, stroikach, wazonach, to w parkach i ogrodach. Zawsze i wszędzie skupiają uwagę. Osobiście, chciałabym się nimi otaczać przez cały rok. Tyle, że kwiat cięty wymaga tylko „wazonowej troski”. Ogrodowe egzemplarze, oczekują znacznie więcej naszej pracy i zaangażowania.

O czym powinniśmy pamiętać ?

Podzielę się z Wami swoimi doświadczeniami, ponieważ róże trzeba doglądać każdego sezonu i niemal o każdej porze roku. Ważna jest wielomiesięczna pielęgnacja polegająca na podlewaniu, nawożeniu i właściwym przycinaniu. Jednak równie ważne jest odpowiednie przygotowanie róż do zimy. Wszystko po to, aby bezpiecznie przetrwały tę najtrudniejszą dla nich porę roku. Zimą róże mogą wzmacniać swoje systemy korzeniowe, a w efekcie, zdrowe i silne powitać wiosnę, i kolejny sezon swojego kwitnienia. Jak im w tym pomóc ? Wiem że dla wielu z nas zima to czas relaksu i odpoczynku, ale kiedy tak całkowicie zapomnimy o ogrodzie, wiosną może się okazać, że mamy sporo roślin do wymiany, czy zastąpienia.

Rośliny trzeba przygotować do zimy i pomóc im przetrwać ten najtrudniejszy okres w roku. Jak to zrobić? Czy dopiero jesienią szykujemy swoje róże do zimowej drzemki? Ja rozpoczynam przygotowania już latem !
 
1/ SILNE CIĘCIE RÓŻANYCH KRZEWÓW – STOP !
Koniec sierpnia to czas, kiedy zwykle powolnie zakańczam silniejsze cięcie róż,
które mogłoby skutkować wypuszczeniem i rozrośnięciem się nowych pędów.
Nie miałyby szansy zdrewnieć przez zimą, a tym samym przetrwać srogich mrozów.

2/ USUWANIE PRZEKWITNIĘTYCH KWIATÓW

Od sierpnia do listopada przycinam już tylko przekwitnięte kwiaty róż,chroniąc w ten sposób krzewy przed zainfekowaniem i rozwojem chorób grzybowych.
Walor estetyczny krzewów też nie jest bez znaczenia.  Brązowe, suche kwiaty są szczególnie widoczne u białych i jasno różowych odmian.
3/ NAWOŻENIE AZOTOWE
Od końca sierpnia, nie stosuję już nawozów zawierających azot,  aby nie stymulować moich róż do wzrostu.
Nawozy jesienne zawsze wskazane, ale azotowe już NIE !!!
Wzrost i nadmierny rozwój róż w okresie jesiennym, może doprowadzić do ich całkowitego wymarznięcia w okresie zimowym.
Jesień bywa dla niektórych róż okresem nieustającego kwitnienia, ale dla wielu odmian jest początkiem powolnego odpoczynku.
4/ NAWOŻENIE POTASOWE
W pierwszym tygodniu września, podlewam róże nawozem bogatym w potas i fosfor. W czasie długich, czasem ciężkich tygodni zimowych zapewni on roślinom prawidłowe odżywianie. Pomoże również przetrwać różom największe zimno. W jaki sposób? Powolnie rozpuszczające się w glebie pierwiastki, wzmacniają system korzeniowy, a dodatkowo zapewniają różom bardzo bujne kwitnienie w kolejnym sezonie. Czy nie marzymy właśnie o tym ?
 
5/ SKRACANIE PĘDÓW O 1/2
W listopadzie po pierwszych przymrozkach, kiedy krzewy są już „uśpione”,
 przycinam większość moich róż o połowę (oprócz pnących). 
Pozwala mi to uchronić ich długie gałązki przed połamaniem, pod ciężarem mokrego i ciężkiego śniegu. Szczególnie dotyczy to róż parkowych, które co do zasady wypuszczają dość długie pędy.
 
6/ KOPCZYKOWANIE
Kolejnym, bardzo ważnym zabiegiem dla róż, jest kopczykowanie. Wiem, że wielu ogrodników od tego odchodzi. Istnieją różne teorie na ten temat. Moje róże nie dają rady bez kopczyków. Budujemy je pod koniec listopada. Wykorzystujemy ziemię kompostową i liście brzozowe zgrabione z naszego trawnika.

Wierzch kopczyka z liści posypujemy dość grubo ziemią kompostową,wymieszaną z przekompostowanym obornikiem.

Wiosną rozgrabiamy kopczyki wokoło różanych krzewów.
Kopczyki izolują moje róże od bardzo zmiennych, zimowych temperatur.
Bywało, że bez nich, w cieplejsze dni, róże zmylone aurą, przekonane o nadejściu wiosny, wypuszczały pierwsze pąki liściowe. W kilka dni później, były one unicestwiane przez duże nocne mrozy. W ten sposób, w trakcie jednej zimy straciłam też całkowicie kilka krzaków delikatniejszych róż.
 
7/ OKRYWANIE 
Krzewy szczególnie wrażliwe i nieodporne na zimowe temperatury, można też otulać na zimę włókniną. Szczególnie poleca się tą metodę w nieosłonionych ogrodach, narażonych na suche i bardzo mroźne wiatry. Ja nie okrywam roślin włókniną. Ale to tylko dlatego, że nie przepadam za tymi „włókninowymi dziwadłami” w ogrodzie.Cenię naturalne piękno zimowego ogrodu. Pozostawiam masę suchych bylin, które pokryte białe pierzynką … skradają swoją urodą moje serce. Nie pasują mi te białe chochoły do romantycznych, zimowych obrazków.
8/ PODLEWANIE, A ZIMOWA SUSZA FIZJOLOGICZNA
W ciepłe zimy, kiedy nocne przymrozki nie zagrażają naszym ogrodom, możemy zadbać o podlewanie różanych krzewów. Szczególnie bezśnieżne zimy mogą być bardzo suche. Gleba dość szybko staje się przesuszona. Pamiętajcie, nie tylko rośliny zimozielone potrzebują wody w zimowych miesiącach. Róże, które nie mają szansy być nawadniane w ciepłe dni przez wodę z topniejącego śniegu, mogą ucierpieć z powodu suszy fizjologicznej. Jeśli prze najbliższych kilka dni, nie są zapowiadane przymrozki, nie bójmy się ich podlać. To bardzo ważny aspekt zimowej troski o nasze ukochane róże. Może się okazać, że zasadzone zbyt późną jesienią róże, nie zdążą się Wam odpowiednio ukorzenić i „stracicie” je zimą.
Może się okazać, ze bardzo niskie temperatury „zamrożą” zimą całkowicie nasze ukochane róże.
Ale co do zasady,
8 moich, powyższych wskazówek pozwala mi
cieszyć się zdrową różanką już od wielu lat!
Tego i Wam życzę !!! 
pracach pomagał nam super ostry sekator firmy
 
POWODZENIA !!!
DO NASTĘPNEGO, RÓŻANEGO. 
 
 

25 PAŹDZIERNIKA – ŚWIATOWY DZIEŃ MAKARONU

MACCHERONE – czyli włoski „makaronik”.
Zawojował Włochów, zawojował Europę,
zawojował świat, zawojował i nasz rodzinny talerz.
Choć kojarzy się głównie z kuchnią włoską,
przygotowujemy go na wiele, różnych sposobów.
Na ciepło, na zimno.
Do sałatek, zup, sosów i skomplikowanych dań głównych.
Grywa rolę główną, bywa na drugim planie.
Tak, czy inaczej jemy go kilka razy w tygodniu.
W tym szczególnym dniu,
zdecydowałam się poświęcić mu chwilę,
bo rzeczywiście jest w naszej kuchni bardzo ważny.
Miałabym ochotę podzielić z Wami,
wszystkimi moimi ukochanymi przepisami,
na wszystkie znane mi pasty,
ale tak się nie da, więc … 
… muszę dokonać wyboru … hhhhmmmm …
Wiem ! 
Jest takie spaghetti, które zachwyca mnie swoim
oryginalnym, wyjątkowym smakiem.
To ono w ten ŚWIATOWY DZIEŃ MAKARONU,
będzie dziś królowało na naszej kolacji.
Lubię je przygotowywać w weekendowe wieczory.
Moje ulubione SPAGHETTI Z TUŃCZYKIEM
idealnie pasuje do czerwonego wina !

SKŁADNIKI:

– Wasz ulubiony makaron do spaghetti
(u nas zawsze 300 g – AGNESI, GLI SPAGHETTI n.3) 
– puszka tuńczyka w oleju (160 g)
– 100 g śmietany 22 %
– 150 g sera Gorgonzola 
– 1 większa cebula (lub 2 mniejsze) 
– garść orzeszków pinii lub pestek słonecznika
– oliwa
– sól, pieprz do smaku
– 1 łyżeczka oregano, 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej

PRZYGOTOWANIE:
Makaron gotujemy w lekko osolonej wodzie,
zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu.
Przed samym odcedzeniem makaronu,
odlewamy szklankę wody z makaronu.
Będzie ona bazą naszego białego sosu.
Na patelni podsmażamy drobno pokrojoną cebulkę. 
Szatkowaliśmy ją nożykiem FISKARS,
przeznaczonym do pomidorów, warzyw i owoców o śliskiej skórce
(Tomato knife). Ma znakomite, ząbkowane ostrze.
  Kiedy cebulka będzie już szklista, dodajemy kawałki tuńczyka i ser.
Podsmażamy całość delikatnie mieszając.
Posypujemy pieprzem, gałką i oregano.
W misce obok mieszamy śmietanę,
dodając po trochu wodę z makaronu. 
Dobrze połączone, wlewamy na patelnię.
Solimy do smaku.
Dodajemy makaron, całość dokładnie mieszamy,
dodając orzeszki lub pestki słonecznika.

Gorące danie, od razu nakładamy na talerze.

ŻYCZĘ WAM WSZYSTKIEGO DOBREGO 
W TEN SZCZEGÓLNY DZIEŃ !

 NIECH BĘDZIE ŚWIATOWO, 
NIECH BĘDZIE MAKARONOWO ! 
PEACE. LOVE. JOY.

 

PROSTE ROZMNAŻANIE PRZEZ SADZONKOWANIE

Sadzonkowanie.
Co to takiego ?
To bardzo często stosowana metoda rozmnażania roślin
polegająca na ukorzenianiu fragmentów roślin.
Jako że nasz ogród jest w głównej mierze „hortensjowy”,
podpowiem Wam dziś, jak łatwo rozmnożyć te cudowne
i długoletnie krzewy.
Co potrzebujemy ?
Wyłącznie dobry, ostry sekator:

 Drobnym, damskim dłoniom polecam 
mały i poręczny sekator dźwigniowy Fiskars P54.
W męskich, większych dłoniach idealnie układa się 
sekator nożycowy z obrotową rączką Fiskars P94.

!!! DO PRACY !!!
Pora na pobranie sadzonek rozpoczyna się

od momentu opadnięcia liści z krzewów,
aż do bardzo wczesnej wiosny. 
Musimy zdążyć przed rozpoczęciem wegetacji
(kiedy soki nie krążą jeszcze w roślinie).
Koniec marca / początek kwietnia to ostateczny termin. 
Należy pobrać zdrewniały (co najmniej roczny)
fragment zdrowego krzewu.

Powinien mieć grubość ołówka, ponieważ grubsze łodygi
trudniej się ukorzeniają. 

Pozostawiamy 3-4 pary oczek (pąków). 

Hortensje mają naprzeciwległe pąki.

Prostego cięcia dokonujemy tuż nad parą pąków.

Aby pamiętać, gdzie jest góra, a gdzie dół, 

wierzchołek sadzonki tniemy ukośnie, 
a dolny koniec prostopadle do osi pędu !

Jeśli macie możliwość pobrać sadzonki właśnie teraz,

musimy zaplanować ich przechowanie w okresie zimowym.
W takim przypadku całość zawijamy np. w papier śniadaniowy
lub gazetę i wkładamy do papierowych torebek.
Tak zabezpieczone sadzonki wkładamy na dół lodówki
lub do komory przeznaczonej do chłodzenia owoców i warzyw.
Przechowywanie w lodówce zapobiega wybijaniu pąków
w okresie zimowego przechowywania. 
Przenosimy je do podłoża, w różnym terminie wczesnowiosennym, 
w zależności od tego gdzie będziemy sadzonkować. 
Jeśli na zewnątrz, do ogrodu,
 to musimy poczekać, aż ziemia rozmarznie. 
Ja robię to najczęściej na początku kwietnia
Tą metodą udało mi się również z łatwością ukorzenić
forsycję, derenie i moje dwie młode wierzby.

Polecam Wam tę doskonałą metodę,
która pozwoliła mi pozyskać tak wiele,
zdrowych i silnych młodych sadzonek.

LUBIĘ ŁATWE I EKONOMICZNE OGRODNICTWO.
 A KTO NIE LUBI ? 

W sadzonkowaniu pomagały nam super ostre sekatory firmy FISKARS:
– mały i poręczny dźwigniowy nożycowy PowerLever P54
– nożycowy z rączką obrotową PowerGear P94

    CHOĆ PAŹDZIERNIK, TO „LIŚĆ-OPADŁ”

    Duże amplitudy dziennych i nocnych temperatur,
    oraz bardzo suche wrześniowe tygodnie spowodowały 
    nagły wysyp żółtych „pieg” na naszym trawniku. 
    Pięknie wyglądają, ale osłabiają trawnik pozbawiając go światła
    i właściwej cyrkulacji powietrza.
     Tych, którzy nie mają co grabić, 
    a mają ochotę na chwilę jesiennej refleksji zapraszam tutaj:
     Zawsze grabimy liście „na bieżąco”, ze względu na ich ogromną ilość. 
    Mamy 400 m2 lasku brzozowego, 
    z którego każdej jesieni wprost się sypie !
    Nie mogliśmy czekać do pierwszych przymrozków,
    które byłyby bardzo pomocne.
    Dlaczego pomocne ? 
    Po pierwszych przymrozkach, 
    liście są sztywne i zwyczajnie łatwiej się grabi. 

    Mobilizujemy się i pracujemy.
    W grupie siła !!! 

     

    Nie chcemy problemów na wiosnę !
    Jakie problemy mam na myśli ?
    1. Pamiętajcie, że nieprzycięta przed zimą trawa,
    sprzyja rozwojowi różnych chorób trawnika. 
    Istotnym jest, aby ostatnie koszenie było na znacznie
    wyższym niż w lecie ustawieniu ostrzy.
    2. Niezgrabione liście, pozostawione na wiele tygodni,
    pod wpływem niskich temperatur i wilgoci będą gniły.
    Sprzyjają rozwojowi jednej z najgroźniejszych chorób trawnika,
    pleśni śniegowej, która znakomicie się rozwija zimą,
    właśnie pod pozostawionymi na trawniku liśćmi.
    Także nie ma co się zastanawiać.
    Grabimy, grabimy … żwawo.
    A wiecie, że wszystkie typy grabi
    nadają się się do liści ?
    My od lat używamy grabie FISKARS.
    Trwałe, niezniszczalne i niezwykle lekkie !
    W przenoszeniu lisci, pomaga nam składany i równie lekki
    kosz Fiskars, Solid™ PopUp Garden Bag.
     
      A co robimy z suchymi, zgrabionymi liśćmi ?

    1. Przenosimy je do kompostu, przesypując je warstwowo
    ziemią i skoszoną trawą.
    2. Ogromną ich część wykorzystujemy do ściółkowania rabat.
    Dzięki temu, znacznie ograniczamy rozwój chwastów.
      
    Trawnik znów zielony !!!
      
    Przed nami prawdziwy „liść-opadł”.
    On nas już nie będzie oszczędzał,
    ale nie straszny nam jesieni czas !!!
    Mamy doskonałe grabie FISKARS różnych typów,
    („dla każdego coś dobrego”)
     oraz znakomity, składany i niezwykle lekki kosz Fiskars,
    Solid™ PopUp Garden Bag.
    Czekamy na nową dostawę liści !
    « Starsze wpisy