Tag Archives: kolory

CUDNY, KOLOROWY MAJ W OGRODZIE

Słoneczne popołudnia, które jak zwykle o tej porze roku pomagają mi troszkę „pchnąć” prace ogrodowe do przodu … minęły. Od kilku dni leje non stop. Było tak bardzo sucho, że nie śmiem narzekać.
Obserwowałam owady i ptaki w ogrodzie, które przylatywały rankiem spijać krople rosy z liści rozchodników. Zaczęłam wynosić im wodę na podstawkach.
Zimni ogrodnicy w wielu częściach Polski dali się z poznać ze swej najgorszej strony. Zmrozili i uszkodzili wiele magnolii, bylin i krzewów.
Oj tak ! W tym roku nie mieli litości. Zośka na plusie, ale też dość chłodna.
7 stopni w ciągu dnia, to przecież żaden szał jak na połowę maja.
Jestem szczególnie zadowolona, że zdążyłam przed tą „deszczową porą” rozsypać nawozy na rabatach. Trawnik też dostał „porcję jedzonka”. Wszystkie cięcia po kwitnieniu zakończone.

I na czym teraz spędzam swoje ogrodowe chwile ?

Zgadliście ? BINGO ! Oczywiście, że na pieleniu.
Nie wiem ile już taczek chwastów „naprodukowałam”.
Jak co roku o tej porze będę się powtarzała: najbardziej martwią mnie podagrycznik, mniszek i skrzyp. Staram się ich pozbyć od lat.
Są bardzo, ale to bardzo uciążliwe. W niektórych miejscach odnotowałam spore sukcesy, a w niektórych wręcz odwrotnie… będę się nimi zajmowała w najbliższych tygodniach.
Teraz, kiedy większość roślin już przygotowana do sezonu, mogę się zająć pielęgnacją najtrudniejszych miejsc w ogrodzie.
Będę jeszcze musiała domówić sporo kory i może trochę ziemi.
Mam sporo jeżówek do przesadzenia. I białych i różowych.
I cieszy mnie to ogromnie.
Kora jak wszystkie „okrywacze rabat” ma swoje wady (zakwasza
i pomaga skrzypowi), ale ja lubię ją chyba najbardziej.
Wygląda naturalnie i robi swoją robotę. Potrzebuję tej korowej kołderki, bo bez niej nie miałabym kwiatowych rabat, tylko „chwastowe”.
A tymczasem w majowych ogrodach…
Coraz więcej kwiatów, coraz więcej zapachów…Kwitną jeszcze magnolie, popisują się rododendrony, kaliny koralowe i startują powoli czosnki ozdobne.
W tym roku również tamaryszki mają swój czas. Dawno nie widziałam tak zaróżowionych ogrodów. To chyba ich rok !
A młode, kolorowe liście wszelkich innych krzewów dodają każdemu ogrodowi wiosennego uroku.
Ta świeżutka zieleń kalin jest oszałamiająca:

 

Jak zwykle, po „zimnej Zośce” rozpocznę nowe nasadzenia donic.

Bratki i stokrotki ustąpią miejsca pelargoniom i surfiniom.

Od lat, niezmiennie uwielbiam majowe „ogrodowanie”.
W temperaturze około 10- 15-20 stopni, oddychając przyjemnym
i rześkim powietrzem.
To mój najlepszy czas do pracy w ogrodzie.
W towarzystwie tak pięknie rozśpiewanych ptaków nie można czuć się lepiej.
To jak najwspanialsza terapia i dla duszy i dla ciała.
Kiedy wracam do domu po paru godzinach pracy w ogrodzie
nawet na twarzy widzę różnicę.Gładsza skóra, fajne rumieńce.
Darmowa dawka zdrowia i relaksu. Nawet jeśli stawy i mięśnie czasowo „zajechane”. Nic nie szkodzi. Szczęście przepełnia mnie do granic. Też tak macie ?
A jeśli nie macie swoich ogrodów, to zapewniam, kilka donic i skrzynek z kwiatami na balkonie czy tarasie spełnia tę samą rolę w radowaniu oczu i duszy. Ich pielęgnacja i wielomiesięczne, nieprzerwane kwitnienie może „umaić” każdy,
nawet najbardziej pochmurny dzień.
!!! I DLA WAS MIŁEGO MAJOWEGO OGRODOWANIA !!!

 

PIĘKNO ZIMOWEGO OGRODU – JAK JE OSIĄGNĄĆ ?

Nie mamy wpływu na zmienność pór roku w ogrodzie,
ale to co możemy zrobić, to się do nich dobrze przygotować.
Dziś nie mam na myśli tylko pielenia, nawożenia, nawadniania.
Dziś, chodząc po dojrzałym ogrodzie wiem,
jak istotne są prawidłowe nasadzenia.
Jak ważny jest dobór roślin do poszczególnych stanowisk w ogrodzie.
 I nie dowiedziałam się o tym, dopóki wielu z nich nie straciłam,
bo myśląc o najlepszym stanowisku i pięknej kompozycji,
nie uwzględniłam choćby bardzo zimnych zimowych wiatrów,
które przez kilka sezonów stawiły mi prawie doszczętnie
moją ukochaną różankę.
Dopieszczoną do granic możliwości, stworzoną w pozornie dobrym miejscu w ogrodzie.
Właśnie, pozornie dobrym …
Suche mroźne wiatry nie popuściły nawet najtrwalszym odmianom.
Przeniosłam różankę w bardziej zaciszne miejsce i poskutkowało.
W dotychczasowym miejscu stworzyłam piękną rabatę bylinową.
Skomponowana ze sprawdzonych „twardzieli” zdobi ogród nie tylko wiosną, latem i jesienią.
Zdobi ogród również zimą.
Piętrowy układ nasadzeń pozwala doceniać piękno każdej rośliny pojedynczo, jak i całej kompozycji rabaty.
Ten układ jest dla mnie z wizualnego punktu widzenia tak interesujący, ze powtarzam go na wielu rabatach.
Wprowadza ład, porządek i prawidłową perspektywę nasadzeń.
Zimą, ciekawie obsadzone rabaty, zmrożone, pokryte szronem lub śnieżną kołderką wspaniale eksponują swoją urodę:
Kluczem do piękna zimowego ogrodu jest również pozostawianie
rabat na zimę z zasuszonymi gałązkami, listkami i kwiatostanami.
Nigdy nie sprzątam ogrodu jesienią.
 To moja zasada.
A istotnych powodów tej decyzji jest wiele.
Pod śnieżną kołderką, pod suchymi liśćmi, w łodyżkach zimują nasi najmniejsi skrzydlaci przyjaciele.
Wielokrotnie znalazłam tam biedroneczki i przeróżne larwy.
W ponure zimowe dni, suche kwiatostany bylin i traw ozdobnych  wyglądają szczególnie pięknie.
W zasuszonych kwiatostanach często pozostają drobne nasiona,
które z kolei sprawiają, że ogród jest regularnie odwiedzany
przez naszych „braci mniejszych”.
Przylatują  posilić się również pozostawionymi owocami kalin koralowych, berberysów i róż pomarszczonych.
I to one, moje ulubione „czerwone piękności”
przyprawiają mnie o szybsze bicie serca. Również zimą.
Są przepiękne. Ich czerwone owoce, pozostające przez wiele długich zimowych tygodni, wiszące na majestatycznych ciemnych gałązkach stanowią piękny kontrast z bielą, śnieżnych, czy mroźnych dni.
Teraz, kiedy planujecie swoje ogrodowe prace na nadchodzący sezon,
kiedy rozmyślacie o nowych aranżacjach i rabatach w ogrodzie,
nie zapomnijcie przypadkiem o trawach ozdobnych.
Miskanty, rozplenice, ostnice, kostrzewy, turzyce, carexy
i wiele innych odwdzięczą się swą urodą każdego sezonu.
Hortensje bukietowe nigdy Was nie zawiodą.
Piękne i trwałe byliny, będą zdobiły ogród
kolorowymi kwiatami latem i jesienią,
a zimą wspaniale się zasuszą.
Sadźcie jeżówki, rudbekie, słoneczniczki, rozchodniki, astry,
dzielżany i wszystkie inne byliny, które lubicie.
Będą wdzięczną ozdobą Waszych ogrodów przez cały rok:
   

SŁOŃCE, SŁONECZNIKI, SŁONECZNICZKI … ESENCJA SIERPNIA

Czy i Wam jest tak cudownie żółto dookoła ?
Na niebie od wielu tygodni wspaniała, żółta kula.
Na polach od wielu tygodni cudowne, żółto kwitnące słoneczniki, 
na długich szyjach wyciągające się do swojego, żółtego słońca.
Stanąć z aparatem w takim słonecznikowym raju, to było niezapomniane przeżycie:

To był krótki odpoczynek w Austrii, w okolicach Villach, 
w drodze do równie słonecznej Francji. 
Widziałam już wiele słonecznikowych pól,
ale to było wyjątkowe.
Gęste, oszałamiające świeżością, i roślin i kolorów.
 Na moich rabatach również obfitość żółtych piękności.

Pysznią się mniejsze, słoneczniczki szorstkie:
 

 Planując nowe rabaty, czy nasadzenia, nie zapominajcie o żółtych, letnich akcentach, najlepiej właśnie bylinowych. 
Wnoszą masę trwałego optymizmu i światła do każdego ogrodu. 
Pięknie skomponowane z zielenią, lub innymi, ulubionymi kolorami będą cieszyły przez lata.   
Mody na przeróżne nowości nadchodzą, odchodzą, 
przychodzą nowe, a sprawdzone, ogrodowe pewniaki niezawodnie się sprawują. Choć nie stronię od ciekawych nowinek, zawsze będę stawiała na moich „starych, dobrych, ogrodowych znajomych”: 
wiwat słoneczniczki (Heliopsis helianthoides) !!!
Zaproście te cudne małe słoneczka do swoich ogrodów.
Tak bardzo by się chciało zatrzymać ten letni czas i to optymistyczne,
żółte, pogodne szczęście.
Skoro nie można inaczej, zatrzymuję je na fotografiach,
i dzielę się tym letnim szczęściem bo…
…powtarzając za Albertem Schweitzerem:
„szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli”
Mnóżcie, dzielcie, uszczęśliwiajcie się tym letnim czasem.

Do miłego następnego, z pewnością letniego,
z pewnością sierpniowego…

 

 

NAJ – PIER – WIOSNKI

Pierwiosnki … niepozorne, nie przez wszystkich lubiane. 
Przez mnie uwielbiane. 
Są takie malutkie, a takie urocze. 
Bardzo trwałe, i z biegiem lat pięknie się rozrastają w większe kępki. 
Zaraz po przebiśniegach i krokusach, zwykle krótko przed tulipanami wnoszą do ogrodu masę kolorów i radości. 
Po biało-szaro-burej zimie,
tęsknota za radosnymi barwami jest ogromna.
Chyba  u nas wszystkich…
Czy taki widok nie uskrzydla ? 
Jeśli nawet na chwilę powrócą zimne noce, czy przymrozki,
one kompletnie nic sobie z nich nie zrobią.
Są odporne na niskie temperatury.
Jak wiecie „uwielbiam takie ogrodowe pewniaki”.

Sadzę tytułowe pierwiosnki zawsze w większych grupach na rabatach. 
Wnoszą taką dobrą kolorową energię do ogrodu,
że z przyjemnością je dzielę i rozsadzam,
rokrocznie powiększając ich obecność w ogrodzie.
 Są dla mnie zawsze wspaniałym, wiosennym, ogrodowym prezentem.
 Krokusów już nie ma, ale w tym roku tulipany też już wystartowały. Mamy feerię barw, a w niej prymule przepięknie się prezentują.

Są teraz w sprzedaży praktycznie we wszystkich centrach ogrodniczych.
Jeśli jeszcze nie macie, warto się zaopatrzyć w tak radosną,
kolorową, wiosenną energię.
Piękne na rabatach, na balkonach, w donicach.

Wiosna czasem się ociąga,  czasem przybiega znienacka, a one … nie zawodzą nigdy !!!
Uwielbiam ich cudną energię.
Aż tak, że mamy 
PIER – WIOSNKOWY, kolorowy post.
Macham do Was majowo, wiosennie,
kolorowo, słonecznie,
i bardzo energetycznie !!!

JESIENNY SPACER, CO „OSTATNIM ZŁOTEM GORE”…

Dziś witam Was słowami jesiennego wiersza
Leopolda Staffa „O jesieni”
Już jesień. Liść na drzewie rzednie,
Jeszcze ostatnim złotem gore,
A z nim spokojnie gaśnie, blednie,
Co nie umiało umrzeć w porę. (…)
 Nie rozpieszczała nas słońcem tegoroczna, jesienna aura. 
Ostanie miesiące płynęły deszczem nieskończenie i nieustannie.
Dopiero całkiem niedawno udało mi się 
schwytać słoneczną sobotę i sprawdzić,
czy nasza złota, polska jesień i w tym roku „złotem gore”.
Taką ją kochamy najbardziej, na taką czekamy
i taką chcemy pamiętać przez kolejne miesiące.
Zdałam sobie sprawę, że to nie te deszczowe dni wzbudziły we mnie
tę ogromną potrzebę spotkania się ze słoneczną aurą.
Każdej jesieni poszukuję jej najpiękniejszych stron
i staram się przekonywać „cały ten świat”, 
że jej uroda jest wyjątkowa i nie do podrobienia.
Oto jakie „złoto” przyniosłam dla nas wszystkich ze spaceru 
w Łazienkach Królewskich w Warszawie:
 
1. Czy Wy też tak macie, że słoneczne, złote dni,
pełne pięknych żółci i ciepłych pomarańczowych tonów 
nastrajają Was bardzo optymistycznie ?
2. Czy szuranie w suchych liściach ma dla Was ciągle
tę szczególną magię, przeniesioną z dziecięcych lat ?
3. Czy nadal na widok kasztanów, czy żołędzi na trawniku 
musicie się pochylić i schować kilka do kieszeni ?
U mnie 3 x na TAK.
Niezmiennie uwielbiam tę magię złotej, polskiej jesieni.
Przepadam za spacerami w poszukiwaniu 
„ostatniego gorejącego złota”…
… a kolejne, dopiero w przyszłym roku !
Do miłego jesiennego zobaczenia
mówi Wam też spotkana na wyjściu „Baśka”:
  
A co przed nami ?
Teraz nadchodzi czas chłodów, przymrozków 
i mocno „popielatych okoliczności przyrody”,
które powolnie będziemy wszyscy ustrajać
bożonarodzeniową atmosferą.
Według mnie, dobrze to wszystko zostało pomyślane.
Jesień się kończy, liść-opadł.
Przyroda robi miejsce na nowe, zimowe,
grudniowe atrakcje.
I dla oka, i dla ducha, i dla serducha !!!
Czy będą pełne słońca i śniegu ?
To się jeszcze zobaczy …
 
 
 

TAWUŁA SZARA ‚GREFSHEIM’ – WIOSENNY WODOSPAD BIAŁYCH KWIATÓW

Tawuła szara ‚Grefsheim’ (Spiraea ×cinerea).
Niekiedy jest nazywana tawułą norweską.

To piękny, niewielki krzew o malowniczo przewieszających się pędach.
Dorasta tylko do 2 metrów.
Śnieżnobiałe, drobne kwiaty całkowicie
pokrywające zeszłoroczne pędy. 
Pojawiają się zawsze, jeszcze przed rozwojem liści, w kwietniu.
   Kwiatki zdobią krzew nieustannie przez kilka tygodni.
Tawuła szara preferuje stanowiska słoneczne. 
Może rosnąć na wszystkich uprawnych glebach ogrodowych.
Jest bardzo odporna. 
Nie boi się ani suszy, ani mrozów.
W naszym ogrodzie 2 spore już krzewy rosną 
przy samym lasku brzozowym.

Brzozy i tawuła przepięknie ze sobą współgrają.
Szarości, biele i świeża zieleń liści 
doskonale się ze sobą łączą. 
Uważam to zestawienie, 
za mój wiosenny duet doskonały.
Tawuła z tysiącami drobnych, białych kwiatków 
przykuwa uwagę i zachwyca przez blisko dwa wiosenne miesiące.
Na tle biało-szarych brzozowych pni,
zdaje się być stworzona
jako „brzozowe towarzystwo”

Zaproście ją koniecznie do swoich ogrodów.
Wg mnie to jeden z najpiękniejszych
i bardzo łatwych w uprawie 
krzewów wiosennych !

W przyszłym tygodniu zabiorę się
za cięcie moich tawuł.
Krzewy te kwitną na ubiegłorocznych pędach. Pamiętajcie,  że przycięcie tawuły wczesną wiosną,
przed kwitnieniem spowoduje,
że krzew nie zakwitnie !!!!
Cięcie przeprowadzamy
bezpośrednio po kwitnieniu tak,
aby roślina wypuściła jak najwięcej nowych pędów, na których zakwitnie w przyszłym roku.
Sekatory w dłoń!
Właśnie teraz jest najlepsza pora
na cięcie tawuły szarej:

 

 

  

MOJA KRAINA KWITNĄCEJ WIOSNY

Uwielbiam spektakularne, wiosenne widoki 
z japońskich parków wiśnią kwitnących.
Ta fascynacja zaowocowała kupnem wielu 
drzew i krzewów kwitnących właśnie wiosną …
Nasz „wiosenny ogród” zdobią magnolie, forsycje, jabłonie i wiśnie
Czas największego zachwytu nadchodzi zwykle
z końcem kwietnia i przy dobrej pogodzie,
trwa prawie cały maj …
Jak ja kocham ten czas w naszym ogrodzie ! 

 Ten sezon jest bardzo trudny dla magnolii,
ale „złapałam” dla Was kilka słonecznych,
magnoliowych kadrów:
Magnolia ‘George Henry Kern’

Magnolia ‚Elizabeth’

Oprócz magnolii, jednym z  moich ulubionych  drzew wiosennych

jest śliwa wiśniowa (Prunus cerasifera) „Pissardi”.

Posadziłam ją w kilku miejscach w ogrodzie
i o której pisałam już w minionych latach.

Zachwyca pięknymi, bordowymi liśćmi.
A wiosną cudnymi różowymi kwiatami.
Jest nimi wręcz oblepiona.

A wiosenną „kropkę nad i” 

stawia zwykle obficie kwitnący 
Migdałek trójklapowy 

(Prunus triloba):


Mam i ja swoją własną, kolorową
 krainę kwitnącej wiosny...

POMARAŃCZOWE CESARZOWE W WIOSENNYCH KORONACH

Dziś kolejny, wiosenny, majowy portret.
Prosto z ogrodu, prosto z rabaty…

Szachownica cesarska, cesarska korona
(Fritillaria imperialis).

To gatunek rośliny cebulowej należący do rodziny liliowatych. 
W naszym ogrodzie Wilcza Gora Garden rozpoczynają swój „show” zwykle w połowie maja.
Nie inaczej jest w tym roku.

Nawożę je obficie, podsypuje kompostem i dbam o wilgotne podłoże.
Potrafią się odwdzięczyć i jestem im za to bardzo wdzięczna.
Są wysokie, zdrowe i przepięknie ożywiają wiosenne rabaty.

W jesiennym sezonie muszę „upolować” w sklepach
i zasadzić cebule ich żółtej odmiany.
Z pewnością wsadzę co najmniej 6-8-10 cebul
w niedalekiej odległości od siebie tak,
aby tworzyły z daleka ładną, kolorystyczną plamę.
Lubię te eleganckie, pomarańczowe damy.
Są moją ogrodową, majową radością !!! 

Po przekwitnięciu pozostawiam je na rabatach.
Kiedy zasychają, 
dodatkowo podsypuję je nawozem,
aby odżywić i wzmocnić cebule.
To moja inwestycja w kolejny,
piękny, wiosenny sezon. 
Cudowna pomarańczowa energia,
prawda ?

KULTOWE NOZYCZKI FISKARS MAJA 50 LAT !!!

Czy wiecie, że firma Fiskars rozpoczęła działalność w 1649 r. ?
To blisko 400 lat temu.
Dziś jest jedną z najstarszych europejskich firm.

50 lat temu – w 1967 roku 
firma wyprodukowała pierwsze, pomarańczowe egzemplarze
kultowych nożyczek z plastikowymi rączkami.
Planowano, aby pierwsze modele
były w kolorze czarnym, czerwonym lub niebieskim.
Skąd więc kultowy pomarańcz ?
Operator maszyny, który tworzył pierwsze prototypy, 
wykorzystał pomarańczowy barwnik, który miał w maszynie
i stworzył 4 wersje kolorystyczne do akceptacji.
To właśnie pomarańczowe zyskały największą sympatię,
a z czasem ogromną popularność na całym świecie. 

1977 r. w USA powstaje fabryka nożyczek Fiskars.

Kolor Fiskars Orange® zostaje zarejestrowany jako oficjalny znak towarowy w 2003 r. w Finlandii, oraz w 2007 r. w USA.
Kultowe nożyce z pomarańczowymi uchwytami są chronionym znakiem towarowym w Stanach Zjednoczonych, Finlandii i Kanadzie.
W tych krajach nie ma innych nożyc w takich samych kolorach !
Stały się już ikoną dizajnu. 
Zachwycają wszędzie i wszystkich.
Wpadły nie tylko w ręce,
ale i w oko światowych kuratorów sztuki.
Są eksponatem w
Museum of Modern Art w Nowym Jorku. 
Dzięki ogromnej pasji i znakomitemu wzornictwu, od chwili ich powstania w 1967 roku do dziś,
sprzedano już ponad miliard sztuk.
Pamiętam, kiedy moja mama używała ich 35 lat temu 
do swoich domowych robótek i przeróbek krawieckich.
Zawsze je przed nami chowała,
żeby nie używać ich do innych domowych prac. 
Ma je do dziś i nadal używa do bardzo „ostrych cięć”.

Ja zakochałam się w tych nożyczkach po same uszy.
Są ze mną non-stop i w domu, i w ogrodzie.
Tniemy nimi w domu wszystkie papiery, kartoniki,
tkaniny i inne codzienne materiały.

 W kuchni tnę nimi zioła, 
w ogrodzie podcinam mniejsze byliny,
kwiaty i „ciacham” kompozycje do wazonów.
Są bardzo ostre, podobnie jak w momencie,
kiedy zaczęłam je użytkować.
Uwielbiam je !!!
A Wy macie kultowe nożyczki FISKARS ?  
 

CO Z TYMI MIGDAŁKAMI, WYCINAĆ ?

Migdałek trójklapowy 
(Prunus triloba)

 To przepiękny krzew liściasty, kwitnący wiosną

na przełomie kwietnia i maja.
Ma niezwykłe, pełne różowe kwiaty.
„Oblepiają” one całe gałązki od dołu krzewu,
aż po sam szczyt.

Kwitnący migdałek przyciąga wzrok
i zwraca swoją uwagę w ogrodzie już z bardzo daleka.

Niestety, migdałek miewa w zwyczaju chorować na chorobę grzybową,
  na którą choruje większość krzewów i drzew z rodziny różowatych.
Mam tu na myśli np. śliwę, brzoskwinię, czereśnię,
laurowiśnię, morelę, czy wiśnię.
Ta choroba grzybowa to monilioza, zwana też
brunatną zgnilizna drzew pestkowych. To trudna do uniknięcia,
a zarazem bardzo często występująca choroba migdałka trójklapowego. Jej objawy można zaobserwować wiosną, kiedy to na pojedynczych pędach w obrębie korony, liście migdałka gwałtownie więdną, brązowieją i obumierają.

Kilka lat temu, zaatakowała również 
mojego migdałka.
Sprawdziłam, że zwalczanie tej choroby migdałka polega wyłącznie
na szybkim wycinaniu pędów z objawami chorobowymi 
oraz wykonaniu oprysków środkami grzybobójczymi.

Porażone pędy natychmiast usunęłam. 
Resztę opryskałam Topsinem
(w dawce jak dla wiśni wg. wskazań producenta).
Krzew nie wyglądał ani pięknie,
ani zgrabnie przez cały sezon.
Jednak postanowiłam dać mu szansę,
i spróbować go ochronić w kolejnych sezonach.
 Koniecznie chciałam go zatrzymać w naszym ogrodzie.


Jak o niego dbam ?
Każdego roku, wczesną wiosną,
kiedy kwiaty migdałka są jeszcze w fazie pąków,
krzew profilaktycznie opryskuję  Miedzianem.  
 Jak na razie przynosi to znakomite efekty. 

Profesjonaliści polecają, aby w roku
następujących po sezonie z chorobą,
zrobić nawet 2 opryski w odstępie 7 dni.
Myślę, że uratowanie migdałka jest warte tych niewielkich wysiłków.
Jego wiosenny urok
i setki przepięknych kwiatków w kształcie 
pełnych różyczek rekompensują wszelkie trudy. 


Nasz migdałek ma już wiele lat, 
pięknie się rozrasta,
a zachorował tylko raz, i to po wielu latach…

 Jest z nami do dziś i aktualnie przepięknie kwitnie:

 Odpowiadając na tytułowe pytanie:

NIE WYCINAĆ, 
DBAĆ I TROSZCZYĆ SIĘ NALEŻYCIE.

MIGDAŁEK POTRAFI SIĘ ODWDZIĘCZYĆ 
CO WIDAĆ NA ZAŁĄCZONYCH OBRAZKACH …

 

« Starsze wpisy