Tag Archives: rozwój

NA MNIE CZAS. #3 EGOIZM BRAT ALTRUIZMU

MOJA WŁASNA WERSJA EGOIZMU

Czy nie jest tak, że nikt nie zna nas lepiej niż my sami ? Czy nie warto zapytać czasem samego siebie o to, co mamy sobie do powiedzenia ? I gdyby tak zacząć traktować siebie z taką miłością i troską jak traktujemy swoich ukochanych, czy swoje dzieci? Wiele lat temu do tej refleksji skłoniła mnie lektura materiałów psychoanalityczki alternatywnej Elżbiety Krajewskiej. Uświadomiłam sobie jak wspaniałe jest dokarmianie się energią miłości do siebie samej. Bo tak naprawdę od tego trzeba zacząć. Zrozumieć i pokochać siebie, żeby być gotowym na darowanie miłości drugiemu człowiekowi.

Zdając sobie sprawę ze swojej wyjątkowości i niepowtarzalności zaczynamy siebie lubić i akceptować, a to już od razu widać w naszych oczach, w uśmiechu, zadowoleniu i sposobie bycia. Dbam o siebie, o swój rozwój, o jakościowe życie i to samo mogę ofiarować innym: troskę, rozwój i jakościowe życie. Bo szczęście się mnoży kiedy je się dzieli, ale najpierw trzeba być szczęśliwym z samym sobą.

MÓJ EGOIZM JEST BRATEM BLIŹNIAKIEM MOJEGO ALTRUIZMU

CEL NIE UŚWIĘCA ŚRODKÓW

Bardzo często myślę o ograniczoności naszego życia. Kiedy pod koniec roku planuję następny, w bieżącym miesiącu buduję listy zadań na kolejny, w weekend planuję następny tydzień, a dziś myślę o jutrze…zawsze mam refleksje dotyczące upływu czasu. Nigdy nie rezygnuję z planowania, choć przecież nikt z nas nie wie, czy będzie żył jeszcze 15 minut, czy 50 lat. Uporządkowane życie w zgodzie z moimi priorytetami bardzo pomogło mi w osiągnięciu wielu MOICH CELÓW. Tak, to bardzo ważne, że cele do których dążę, są zgodne z moimi własnymi przekonaniami.

NIE JESTEM MODNA

Nie daję nikomu prawa do decydowania o tym, czym chcę się w życiu zajmować, na co chcę inwestować swój czas. Z pewnością nigdy nie będą to trendy i mody. Nie mogę być środkiem w realizacji celów innych ludzi. Z ogromnym dystansem patrzę na wszechobecne „zajawki”, które bezgranicznie pochłaniają NA CHWILĘ masy ludzi. Przez moment poświęcają się czemuś co modne i co imponuje w środowisku nie zważając na to, czy rzeczywiście im to pasuje, czy rozwija i czy jest to dobre dla nich samych. Za rok już prawie nie pamiętają, że się tym zajmowali. Obłędny kołowrotek przesytu dzisiejszych czasów. Wszystko na chwilę, wszystko na pokaz, byle dużo i z przytupem. Na dokładkę, większość bez sensu i jakiegokolwiek celu dla nas.

Zaopiekujcie się przede wszystkim sobą. Nie musimy żyć na pokaz. Nie ważne jest to, co inni myślą o naszym życiu. Zawsze znajdą się tacy, którzy będą je krytykować. A my nie żyjemy po to , żeby uszczęśliwiać wszystkich czy imponować innym. Życie nam dane jest DLA NAS. Zacznijcie cenić czas swojego życia. Kiedy rozpoczynacie jakieś przedsięwzięcie zawsze zadajcie sobie proste pytania: po co chcę to robić? czy to wzbogaci moje życie? czy to najlepsze zajęcie, na które mogę poświęcić ten czas? Ja tak robię, bo mam świadomość graniczeń czasowych.

NIE MA DRÓG NA SKRÓTY

Dążąc do lepszego samopoczucia i większego samozadowolenia należy określać cele zgodne z naszymi pragnieniami i dążyć do nich cierpliwie i wytrwale. Nie ma dróg na skróty i nie ma radości z życia na pokaz. Dla mnie, realizowanie narzuconych przez trendy mód to marnowanie życia. Świadome bycie sobą, choćby na wspak z trendami, to jest dopiero prawdziwe życie. Tak czuję i tak żyję.

Mam to szczęście, że otrzymuję ogromne wsparcie moich najbliższych, ale czasem trzeba o walczyć o siebie i swoje pragnienia wbrew otoczeniu, czy wbrew bliskim. To bardzo trudne, ale nikt nie może być projektantem naszego życia. Nikt go za nas nie przeżyje. Musimy realizować nasze przekonania i dążyć do naszych celów. Profesjonalizm, wiedza, ciężka praca i ENTUZJAZM są autorami moich największych sukcesów. Dlaczego? Dlatego że to ja ich pragnęłam, to ja byłam do nich przekonana i to ja ciężko i wytrwale na nie pracowałam. EGOISTYCZNE? NIE!

ALTRUISTYCZNY EGOIZM

Na 100% ALTRUISTYCZNE, bo realizowałam to z pożytkiem dla innych i od lat dzielę się swoją wiedzą i doświadczeniem. Uszczęśliwiam siebie i uszczęśliwiam innych. Czyżby to był altruistyczny egoizm? Ponad 20 lat temu zaczęłam odkrywać swoje dodatkowe zainteresowania i talenty. Postanowiłam zaopiekować się nimi i je rozwijać. Zbudować przestrzeń w moim życiu, która wypełniona jest tym, co sprawia mi ogromną radość, w czym chciałam się doskonalić i poświęcić każdą swoją wolną chwilę. Ten entuzjazm trwa do dziś i traktuję to jak swego rodzaju troskę o samą siebie. Uważam, że to najlepsze co możemy dla siebie zrobić w obszarze pasji. Wytrwale karmić się radością płynącą z naszych umiejętności i uzdolnień. Nadal się rozwijam i nieustannie się uczę. DBAM O SIEBIE! A co Wam podpowiada intuicja? Czym wartościowym dla Was moglibyście się zająć w wolnym czasie od jutra?

BYĆ BOHATEREM WŁASNEGO ŻYCIA

Pamiętajcie, że to Wy piszecie historię swojego życia i dobra wiadomość jest taka, że każdy z nas ma możliwość zmienić w swoim życiu, lub wprowadzić od nowa, co tylko zechce i kiedy tylko zechce. Życie dzieli się na etapy, z których każdy jest przejściowy. Więc jeśli dziś nie możecie nic zmienić, stanie się to w przyszłości, jeśli tylko będziecie do tego wytrwale dążyć. Jesteśmy bohaterami naszego własnego życia. Oprah Winfrey powiedziała kiedyś:

„Największą przygodą, jaka może nas spotkać, to żyć tak, jak sobie wymarzyliśmy”

I znów pytanie: czy to egoistyczne? NIE, w żadnym wypadku. Marzymy, realizujemy i uszczęśliwiamy siebie. Właśnie stad czerpiemy energię na uszczęśliwianie innych. Bo tak jak w tytule: EGOIZM TO PRZECIEŻ BRAT ALTRUIZMU. Pamiętajcie o tym.

NA MNIE CZAS. #1 DZIECIŃSTWO.

MARZENIA.

„Ludzie, którzy śnią na jawie, są świadomi wielu rzeczy, które umykają tym, którzy śnią tylko w nocy.”

Te słowa Edgara Allana Poe bardzo celnie opisują moje dzieciństwo. Od momentu, który pamiętam byłam jednym wielkim kłębkiem…marzeń. Moje życie rodzinne w dzieciństwie, nie było ani proste, ani doskonałe. Więc co postanowiłam? Postanowiłam sobie je „wymarzyć”. Kiedy nadchodziły trudniejsze, gorsze dni zamiast zamartwiać się do granic możliwości marzyłam sobie o dobrym spokojnym czasie i wyobrażałam sobie starszą już troszkę Ewunię w zupełnie innych okolicznościach. Zawsze szczęśliwą, zawsze bezpieczną. Marzyłam o tym kim będę, marzyłam o życiu, za które będę sama odpowiadać i sama o nim decydować. Jak bardzo mi to pomagało. To było jak lekarstwo. Nikt mi takiej postawy nie podpowiedział, nigdzie o tym nie słyszałam. Moja intuicja i poszukująca szczęścia duszyczka, tak postanowiła sobie radzić z trudnościami mego dziecięcego losu. A pewne cechy zdecydowanej walki o swoją przyszłość przejawiałam już wtedy. Widzicie tę wyprostowaną, małą blondyneczkę ze spineczką we włosach ? Widzicie, że 5 letnia Ewunia jest już gotowa na podbój świata?

Zawsze w pierwszym rządzie, zawsze przewodnicząca, gospodyni klasy, potem na studiach starościna i tak mi już zostało. Nikt nie nie wiedział, z jak trudnym życiem się mierzę. Brakiem poczucia bezpieczeństwa i lękiem o każdy kolejny dzień. Bo ja, od małego stawiałam tym trudnościom czoło. Czarowałam swoją rzeczywistość. Marzeniami, ale i ciężką pracą. Nawet dziś, kiedy nie jest mi łatwo, „zaklinam rzeczywistość” marzeniami, ciężką pracą i zawsze pozytywnym myśleniem.

MAM 4 LATA I CZYTAM.

W wieku 4 lat nauczyłam się czytać i pisać. Szczególnie fascynujące było dla mnie czytanie. Poznawanie świata zapisanego na kartach pachnących książek, było dla mnie ogromnym odkryciem. Pochłonęłam wszystkie wierszyki Juliana Tuwima, Jana Brzechwy, Marii Konopnickiej. Kolejno rozczytywałam się w Baśniach Andersena. Wszystkie je mam do dziś, wraz z jedną małą uroczą książeczką z 1974 roku autorstwa Zenta Ergle w przekładzie Czesława Szklennika ” o tytule „Ewunia w Afryce”. Już na pierwszej stronie czytamy:

„Ewunia – to była Ewunia, czasem duża, czasem maleńka. Nie można być jednocześnie i dużą i maleńką, powiecie. Owszem można.”

Ta urocza blondyneczka z okładki, już wtedy przekonała mnie, że istnieje ciekawe życie, pełne nieodkrytych obszarów i pewnego dnia i ja je poznam. Postanowiłam, że muszę po nie sięgnąć. Jak ? Będę ciężko na to pracowała, uczyła się, poznawała świat – ale zawsze na 100%. I tak zostało do dziś. Dodatkowo dziś potrafię to nazwać, i powtórzę za Robinem Sharmą:

„Niezwykłe życie polega na codziennym i nieprzerwanym udoskonalaniu tych obszarów, na których nam najbardziej zależy.”

Gdzieś w podświadomości wiedziałam o tym chyba od zawsze. Uczyłam i uczę się nieprzerwanie do dziś. Jestem bardzo ciekawa świata i nowych doświadczeń. Czerpię z tego poznawania ogromną radość. Jestem jednocześnie duża i maleńka. Ale zawsze byłam odważna. Uwielbiałam występować, wcielać się w przeróżne postaci, deklamować i improwizować.

ROZPOCZYNAM NAUKĘ.

Uczęszczałam do Przedszkola nr  8 przy ul. Jana z Kolna 3 w Sopocie. Kolejno, nauki pobierałam w pobliskiej Szkole Podstawowej nr 8 im. Jana Matejki, przy ul. Józefa Golca. Jest to szkoła stowarzyszona UNESCO, do którego została przyjęta w 1973 roku. Dziś w tym wspaniałym programie uczestniczy prawie 9600 instytucji oświatowych z 180 krajów. Kolejne 4 lata spędziłam nieco bliżej linii brzegowej, w I LO im. Marii Skłodowskiej-Curie, przy ulicy Książąt Pomorskich 16-18 również w Sopocie.

Długo nie wiedziałam, co to jest trema. Kiedy w wieku 7 lat poszłam na egzamin do szkoły muzycznej w Sopocie, siedząc w korytarzu w oczekiwaniu na swoją kolej, nie mogłam pojąć, co dzieje się z innymi dziećmi. Płaczące, nie mogące znaleźć sobie miejsca, szarpiące mamę za rękaw. Byłam zdziwiona, bo przepełniał mnie spokój. Mam to do dziś. W najważniejszych momentach koncentracja i skupienie są moimi sprzymierzeńcami. Trema schodzi na dalszy plan. Zawsze myślę, że to co ma się zdarzyć będzie mi sprzyjało, że ludzie którzy będą mnie oceniali, będą mi przychylni. Takie pozytywne myślenie zawsze bardzo pomaga. No i zawsze staram się być przygotowana na 100 %. Czasem na 101, dodając coś od siebie, podnosząc wartość mojego wystąpienia. Do szkoły muzycznej zdałam i się dostałam.

Od 7 roku życia należałam też do harcerstwa. Przez wiele lat trenowałam biegi płotkarskie w Sopockim Klubie Lekkoatletycznym. Właśnie w tych 2 środowiskach: sportowym i harcerskim, ukształtowały się moje pierwsze dziewczęce cechy i postawy, które stały się dodatkowym fundamentem mojego dalszego rozwoju. 

WYKORZYSTUJĘ SZANSĘ.

Ukończyłam I Liceum Ogólnokształcące im. Marii Skłodowskiej-Curie w Sopocie. Otrzymawszy nagrodę i wyróżnienie ówczesnego Prezydenta Miasta Sopotu Jana Kozłowskiego, wybrałam na dalszą swoją drogę naukową Politechnikę Gdańską. Studiowałam ekonomię i zarządzanie. Potem równolegle marketing i pedagogikę przygotowując się do pozostania na uczelni. Dziś dokładam do tego blisko 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu przedsiębiorstwami i zespołami. Dodatkowo realizują swoje projekty fotograficzne i medialne. Nieprzerwanie uczę się i podnoszę kwalifikacje. Da się ? Da się, i to jak!!!

„Ewa to wyjątkowo zdolna ekonomistka, doskonałe połączenie analitycznego umysłu i niezwykle kreatywny marketingowiec. Jest jedną z najbardziej energetycznych i ambitnych osób, które spotkałam na tej uczelni. Dodatkowo, ma wspaniałą, artystyczną duszę. Jestem pewna, że uda się jej zrobić imponującą karierę i osiągnie w życiu zawodowym wszystko, o czym tylko zamarzy”

Tak żegnała się ze mną dr. Helena Gulda, kiedy po ukończeniu 3 fakultetów zdecydowałam się opuścić Politechnikę Gdańską i nie kontynuować swojej naukowej kariery. Nigdy nie zapominałam tych słów i zawsze wracam do nich ze łzami w oczach. Dr Helena Gulda była wspaniałym socjologiem, twórcą szeregu studiów podyplomowych oraz studium pedagogicznego dla studentów. To wieloletni wykładowca PG oraz promotorka moich obu prac naukowych. Nie zostałam na uczelni. Świat ekonomii, zarządzania i marketingu mnie wzywał !

BIORĘ ŻYCIE W SWOJE RĘCE.

Osobiście uważam, że w Polsce na wysokich stanowiskach i w kadrze zarządzającej jest nas kobiet, nadal o wiele za mało, choć często jesteśmy dużo lepszymi taktykami i doskonałymi specjalistkami w swoich branżach. Kiedy byłam bardzo młoda, nie byłam pewna, czy kobieta ma możliwości połączenia nauki, ambitnej pracy, rodziny, pasji i sztuki. Postanowiłam to sprawdzić już w wieku 14 lat. Podjęłam się pierwszych dorywczych prac i dziś wiem, że nie ma rzeczy niemożliwych. Życie nigdy mnie nie rozpieszczało, a ja postanowiłam się mu nigdy nie poddać !

Badania pokazują, iż 98 % dzieci w wieku 5 lat jest niezwykle kreatywnych, a tylko 2 % 45-latków kontynuuje to entuzjastyczne i kreatywne podejście do życia. Szkoda. To znaczy, że ponad 90 % z nas nigdy nie będzie żyła tak, jak tego w głębi serca pragnie. Dlaczego ?

Według mnie dlatego, że nie jesteśmy wystarczająco konsekwentni, choć czasem mamy silną motywację. Nie osiągamy naszych celów i nie realizujemy planów, bo często poświęcamy zbyt dużo czasu na na rozmyślanie o tym, co powinniśmy w życiu zrobić. Poddajemy się lękom i wątpliwością i w efekcie, nic nie robimy.

Ja, z pewnością jestem w grupie 2 % szalonych, pozytywnie zakręconych, kreatywnych ludzików. Nieustannie mam głowę pełną pomysłów. Odkrywanie nowych obszarów życia, doskonalenie się i umiejętności na 100 %, w zaprzeczeniu do wszech panującej dziś powierzchowności, w pełni oddają moje podejście do osiągania „niezwykłego życia”. Bo dla mnie, jest ono podróżą, z milionem doświadczeń, z których zawsze wynoszę lekcje na kolejne wyzwania.

Tak jak „Ewunia w Afryce”!

Podobno w dzieciństwie najtrudniejsze jest pierwsze 50 lat, a potem to już z górki. Tego się trzymam! I zgodnie ze słowami Henry Forda, niezależnie od tego, czy mam 5, czy 45 lat, nie przestaję się uczyć, bo ucząc się, przedłużam swoją młodość i dzieciństwo. Dziś mam 100% wpływ na to, jak ono wygląda.

(…) ” Ten kto się uczy stale, wciąż jest młody. Najważniejsza rzecz w życiu to utrzymać umysł młodym.”

Tego sobie i Wam z całego serca życzę na te dalsze lata naszego dzieciństwa, czy tam dorosłego życia! To już jak tam chcecie…