Tag Archives: outdoor

MAKOWY DROGOWSKAZ

PIĘKNO NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI

Dlaczego MAKOWY DROGOWSKAZ ? Ponieważ chciałam się z Wami podzielić moimi czerwcowymi, makowymi przemyśleniami.

W ciągu całego roku, większość wolnego czasu na świeżym powietrzu, spędzam w ogrodzie. Sadząc, pieląc, porządkując zachwycam się również swoimi kwiatowymi pięknościami, które od wiosny do jesieni uszczęśliwiają mnie swą urodą. Zimą, suche, wystające spod śniegu, cieszą dokładnie tak samo. Lubię myśleć, że właśnie w ten właśnie sposób, rośliny „dziękują” mi za troskę i starania. Ich widok przepełnia mnie ogromną radością. Cieszę się ich harmonią i dopasowaną kolorystyką. Lubię ten ład i spokój w ogrodowych kompozycjach. Traktuję to, jak osobistą nagrodę za wiele lat nauki i pracy nad „własnym kawałkiem ziemi” . To ogromna satysfakcja, którą czuję każdego dnia spacerując pomiędzy rabatami. Ktoś mógłby powiedzieć „niby nic wielkiego”, a jednak w moim przypadku, ta suma maleńkich, codziennych, ogrodowych radości składa się na moje dobre samopoczucie. W czerwcu odnalazłam je również gdzieś indziej.

CUDA CZEKAJĄ, AŻ JE ODKRYJESZ…

Regina Brett w jednej ze swoich książek napisała:

„Wychodź z domu każdego dnia. Cuda czekają, aż je odkryjesz.”

Tak bardzo się zgadzam z tym zdaniem. Powiedziałabym nawet, że czasem nie trzeba wychodzić z domu. Wystarczy się rozejrzeć dookoła i odkryć maleńkie cuda życia codziennego, które wniosą do naszego życia radość. A czy Wy już odnaleźliście swoje małe radości? Czy znaleźliście już „swój kawałek podłogi”? Rozejrzyjcie się dookoła i każdego dnia pracujcie na swoje małe sukcesy, na osobisty komfort, a wkrótce będziecie mieli co celebrować. To nie muszą być duże rzeczy. Czasem ulubiony fotel z kameralnym, przytulnym oświetleniem, kącik na balkonie, czy mała kwiatowa rabatka mogą sprawić cuda w życiu każdego z nas.

To aktualnie uczyniły w moim życiu „makowe panienki”. Tym razem nie w ogrodzie przy domu. Tym razem trzeba było wyjść troszkę dalej po to, aby spotkać te makowe piękności. Zrobiłam co mogłam i co potrafię najlepiej. Chwyciłam za aparat i są do Waszej „optymistycznej dyspozycji”:

SPACERY OPTYMIZMU

W czerwcu, na szlaku naszych codziennych spacerów pojawiło się mnóstwo takich tańczących na wietrze maków. Nie przestaję się uśmiechać. Są takie magiczne, takie energetyczne i niosą tyle optymizmu, że mam nadzieję zarazić Was ich energią! Celebruję tę radość każdego dnia.

DZIECIŃSTWO

Przypomniałam sobie, jaką wielką przyjemność sprawiał mi widok maków w dzieciństwie. Wplecione wraz z chabrami w pola zbóż, oświetlone czerwcowym słońcem, są dla mnie synonimem mojej dziecięcej beztroski. Kiedy staram się dotrzeć do mojego wewnętrznego dziecka, widzę wiele takich sielskich obrazów. I polecam Wam to samo. Spróbujcie sobie przypomnieć, co cieszyło Was w dzieciństwie najbardziej, o czym marzyliście, czego pragnęliście. Dla mnie, było to bardzo ważne doświadczenie zrozumieć, co we mnie zostało z tamtej małej dziewczynki, Ewuni w blond włoskach, zawsze uśmiechniętej od ucha do ucha. Chcę ją w sobie pielęgnować. Dawać jej miłość, uwagę i nade wszystko akceptację. Chcę nadal ubierać się bardzo kolorowo, codziennie się uśmiechać, zarażać radością życia, rozwijać swoje pasje i zainteresowania, które były ze mną od najmłodszych lat.

ZDROWY EGOIZM

Często męczymy się, czy dusimy w zbrojach stereotypów, opinii innych, czy konwenansów. Zdominowani opiniami innych o nas samych i o tym jak powinniśmy żyć, przestajemy pielęgnować nasze potrzeby. Jeśli tylko na aktualnym etapie życia, macie możliwość dopuścić do głosu swoje marzenia i pragnienia – zróbcie to! Zrzućcie z siebie to obciążające poczucie konieczności podobania się wszystkim. Możecie robić to, czego pragniecie najbardziej, oczywiście pod warunkiem, że to nie sprawia krzywdy innym. Celebrujcie radość, piękno i najdrobniejsze elementy swojego życia.

Teraz u mnie, ta mała radość to czerwcowe, makowe spacery. Wieczorne, leniwe, z błogim wpatrywaniem się w chmury. Tak bardzo tego potrzebujemy dla równowagi i odnalezienia balansu po ciężkich i pracowitych dniach. Nie musimy być zawsze perfekcyjni, zajęci i nieskończenie efektywni. Takie „proste chwile” bywają najpiękniejszym momentem letniego dnia. Zobaczcie te cudne obrazy:

DROGOWSKAZ

Rozejrzyjcie się dookoła. Poszukajcie łąki, wyjedźcie kawałek za miasto. W tym sezonie maki są prawie wszędzie i jest ich mnóstwo. W zastępstwie majowych, żółtych, rzepakowych pól, maki w czerwcu malują nasz krajobraz na czerwono, przesyłając optymistyczną, dobrą energię. Czerpcie bez limitu! Następna okazja zdarzy się dopiero w czerwcu, za rok! Wędrujcie, pobądźcie w ciszy i spokoju. Bądźcie dla siebie dobrzy. Może właśnie wtedy usłyszycie swoje myśli, marzenia, pragnienia i potrzeby…

Tego z całego serca Wam życzę!

SPOSÓB NA CAŁOROCZNE DONICE

W czym sprawa?

No w tym, że większość miłośników roślin, tych z parapetami, tych z balkonami, tarasami, czy ogrodami ma zwykle donice z jednorocznymi kwiatami. I nie ma w tym nic złego. A wręcz – samo dobro. Jedynym mankament jest ich przemijanie. Ale ja nic sobie z tego nie robię.

Uwielbiam wczesnowiosenną ekscytację, kiedy moje donice na progu domu i tarasach obsadzam pierwszymi bratkami. Ze śniegiem na kwiatkach czy bez, bez trudu są w stanie przetrwać marcowe i kwietniowe chłody. Pod koniec maja ruszam po surfinie, petunie i pelargonie. Z początkiem jesieni następuje kolejna „zmiana warty” i w donicach pojawiają się aksamitki i astry. Wszystko pięknie, wszystko się zgadza oprócz tarasu z południowo-zachodnią ekspozycją, na którym dłużej niż kilka tygodni nie chcą utrzymać się żadne kwiaty. Tu jest bardzo gorąco i bardzo sucho. Nie ma szans na lekki, orzeźwiający wiaterek. Codzienne podlewanie i nawozy nie wystarczają.

Podróże kształcą

W czasie letnich podroży na południu Europy moją uwagę najczęściej przykuwały ogromne donice z drzewami oliwnymi, oleandrami, bugenwillami i tak bardzo popularną tam lantaną. Bo inne, bo egzotyczne, bo trudne do utrzymania w naszych warunkach. Aż tu nagle, kilka lat temu, na południu Francji, popołudniowy spacer po przepięknym Collioure i nieoczekiwane spotkanie z tak genialnie zaaranżowanym parapetem:

Spacerując dalej, odbyłam spotkanie z cudnymi w swej prostocie nasadzeniami w donicach. Niby nic wielkiego, niby żadne odkrycie, ale spójrzcie jakie eleganckie:

I jakie mają zalety ?

  • to najwytrwalsi z najwytrwalszych jeśli chodzi o wysokie temperatury
  • kochają „wodny minimalizm”
  • zawsze w bardzo dobrej formie, prezentują się bardzo elegancko
  • nie ma kwiatów, ale są przepiękne, ozdobne liście

A teraz czas na mnie

Ta myśl o donicach, ten pomysł i fenomen prostoty przyjechały ze mną do domu. A właściwie na mój gorący, letni taras. Tu mam stół, na którym stoją moi strażnicy, dobrze znani najwytrwalszym czytnikom bloga. I to właśnie oni dostali nowe, trwałe „fryzury”.

Fryzury, które przetrwały pierwsze lato, pierwszą zimę i cały sezon. I kolejny, i kolejny… Podlewane nie częściej niż raz na tydzień, czasem nawet raz na dwa tygodnie.

I dlaczego tak się cieszę ?

Cieszę się, bo mam sprawdzony patent na donice, które przepięknie spisują się w najgorętszej części ogrodu. Bez problemu przetrwały już 2 sezony. Rozchodniki i rojniki pięknie się rozrastają. Spokojnie zimują w zacisznym kąciku na tarasie. Latem cieszą swoim oryginalnym wyglądem.

A w pozostałych częściach ogrodu obsadzam donice bez żadnych ustalonych, dorocznych zasad. Bawię się kolorami i gatunkami każdego sezonu inaczej. Tak, jak mi podpowiada fantazja, tak jak mi w mojej „ogrodowej duszy” gra…

CUDNY, KOLOROWY MAJ W OGRODZIE

Słoneczne popołudnia, które jak zwykle o tej porze roku pomagają mi troszkę „pchnąć” prace ogrodowe do przodu … minęły. Od kilku dni leje non stop. Było tak bardzo sucho, że nie śmiem narzekać.
Obserwowałam owady i ptaki w ogrodzie, które przylatywały rankiem spijać krople rosy z liści rozchodników. Zaczęłam wynosić im wodę na podstawkach.
Zimni ogrodnicy w wielu częściach Polski dali się z poznać ze swej najgorszej strony. Zmrozili i uszkodzili wiele magnolii, bylin i krzewów.
Oj tak ! W tym roku nie mieli litości. Zośka na plusie, ale też dość chłodna.
7 stopni w ciągu dnia, to przecież żaden szał jak na połowę maja.
Jestem szczególnie zadowolona, że zdążyłam przed tą „deszczową porą” rozsypać nawozy na rabatach. Trawnik też dostał „porcję jedzonka”. Wszystkie cięcia po kwitnieniu zakończone.

I na czym teraz spędzam swoje ogrodowe chwile ?

Zgadliście ? BINGO ! Oczywiście, że na pieleniu.
Nie wiem ile już taczek chwastów „naprodukowałam”.
Jak co roku o tej porze będę się powtarzała: najbardziej martwią mnie podagrycznik, mniszek i skrzyp. Staram się ich pozbyć od lat.
Są bardzo, ale to bardzo uciążliwe. W niektórych miejscach odnotowałam spore sukcesy, a w niektórych wręcz odwrotnie… będę się nimi zajmowała w najbliższych tygodniach.
Teraz, kiedy większość roślin już przygotowana do sezonu, mogę się zająć pielęgnacją najtrudniejszych miejsc w ogrodzie.
Będę jeszcze musiała domówić sporo kory i może trochę ziemi.
Mam sporo jeżówek do przesadzenia. I białych i różowych.
I cieszy mnie to ogromnie.
Kora jak wszystkie „okrywacze rabat” ma swoje wady (zakwasza
i pomaga skrzypowi), ale ja lubię ją chyba najbardziej.
Wygląda naturalnie i robi swoją robotę. Potrzebuję tej korowej kołderki, bo bez niej nie miałabym kwiatowych rabat, tylko „chwastowe”.
A tymczasem w majowych ogrodach…
Coraz więcej kwiatów, coraz więcej zapachów…Kwitną jeszcze magnolie, popisują się rododendrony, kaliny koralowe i startują powoli czosnki ozdobne.
W tym roku również tamaryszki mają swój czas. Dawno nie widziałam tak zaróżowionych ogrodów. To chyba ich rok !
A młode, kolorowe liście wszelkich innych krzewów dodają każdemu ogrodowi wiosennego uroku.
Ta świeżutka zieleń kalin jest oszałamiająca:

 

Jak zwykle, po „zimnej Zośce” rozpocznę nowe nasadzenia donic.

Bratki i stokrotki ustąpią miejsca pelargoniom i surfiniom.

Od lat, niezmiennie uwielbiam majowe „ogrodowanie”.
W temperaturze około 10- 15-20 stopni, oddychając przyjemnym
i rześkim powietrzem.
To mój najlepszy czas do pracy w ogrodzie.
W towarzystwie tak pięknie rozśpiewanych ptaków nie można czuć się lepiej.
To jak najwspanialsza terapia i dla duszy i dla ciała.
Kiedy wracam do domu po paru godzinach pracy w ogrodzie
nawet na twarzy widzę różnicę.Gładsza skóra, fajne rumieńce.
Darmowa dawka zdrowia i relaksu. Nawet jeśli stawy i mięśnie czasowo „zajechane”. Nic nie szkodzi. Szczęście przepełnia mnie do granic. Też tak macie ?
A jeśli nie macie swoich ogrodów, to zapewniam, kilka donic i skrzynek z kwiatami na balkonie czy tarasie spełnia tę samą rolę w radowaniu oczu i duszy. Ich pielęgnacja i wielomiesięczne, nieprzerwane kwitnienie może „umaić” każdy,
nawet najbardziej pochmurny dzień.
!!! I DLA WAS MIŁEGO MAJOWEGO OGRODOWANIA !!!

 

Z INNEJ BECZKI … FRANCUSKIEJ BECZKI

 W trakcie jednych z wielu wakacji spędzonych na południu Francji,
w naszej ukochanej Prowansji, odwiedziliśmy wspaniałą winnicę Chateau de Berne.
Pozostająca w angielskich rękach, jest niezwykle profesjonalna i wśród wszystkich winnic wcześniej odwiedzanych, według nas najlepiej przygotowana na przyjęcie gości. 
143 hektary wspaniałych, ekologicznych upraw winorośli.
Cała posiadłość jest niezwykle malownicza. Ogromną atrakcją jest ekskluzywny, 5 gwiazdkowy hotel ze wspaniałym SPA. Wspaniała restauracja Le Jardin de Benjamin wraz z kameralnym bistro sprawiają, ze każdy znajdzie tam zakątek dla siebie.

 
W oczekiwaniu na przewodnika i kilkugodzinny tour po winnicy 
wstąpiliśmy do bistro na małe „co nieco”.

 

Posililiśmy się „lekko”, rozsmakowując się
 w miejscowych specjałach …

Kolejne godziny wizyty przyniosły niezwykle ciekawe lekcje o produkcji wina.Dowiedzieliśmy się bardzo szczegółowo jak one powstają i skąd się bierze różowe wino. Wiedzieliście ?
Kolor różowego wina bierze się ze skórki owoców. To tam znajdują się barwniki, które wskutek maceracji łączą się z sokiem. Od długości kontaktu soku ze skórką zależy późniejsza intensywność koloru różowego wina.

Po kilku godzinach winnej edukacji
 odwiedziliśmy miejscowy sklepik, 
gdzie zaopatrzyliśmy się 
w najlepsze wino tej winnicy, Cuvee Speciale:

To był jeden z moich najciekawszych dni 
spędzonych w Prowansji w minionych latach. 
Jeśli kochacie wina i interesujecie się ich produkcją, to bardzo Wam polecam odwiedzenie autentycznej winnicy tego typu
i skorzystanie z fantastycznego wykładu, czy wycieczki.
To dobry sposób na lepsze zrozumienie tajników produkcji magicznych, francuskich win. 
Tak, to był wspaniały scenariusz na niezwykły, prowansalski dzień…



 

PIĘKNO ZIMOWEGO OGRODU – JAK JE OSIĄGNĄĆ ?

Nie mamy wpływu na zmienność pór roku w ogrodzie,
ale to co możemy zrobić, to się do nich dobrze przygotować.
Dziś nie mam na myśli tylko pielenia, nawożenia, nawadniania.
Dziś, chodząc po dojrzałym ogrodzie wiem,
jak istotne są prawidłowe nasadzenia.
Jak ważny jest dobór roślin do poszczególnych stanowisk w ogrodzie.
 I nie dowiedziałam się o tym, dopóki wielu z nich nie straciłam,
bo myśląc o najlepszym stanowisku i pięknej kompozycji,
nie uwzględniłam choćby bardzo zimnych zimowych wiatrów,
które przez kilka sezonów stawiły mi prawie doszczętnie
moją ukochaną różankę.
Dopieszczoną do granic możliwości, stworzoną w pozornie dobrym miejscu w ogrodzie.
Właśnie, pozornie dobrym …
Suche mroźne wiatry nie popuściły nawet najtrwalszym odmianom.
Przeniosłam różankę w bardziej zaciszne miejsce i poskutkowało.
W dotychczasowym miejscu stworzyłam piękną rabatę bylinową.
Skomponowana ze sprawdzonych „twardzieli” zdobi ogród nie tylko wiosną, latem i jesienią.
Zdobi ogród również zimą.
Piętrowy układ nasadzeń pozwala doceniać piękno każdej rośliny pojedynczo, jak i całej kompozycji rabaty.
Ten układ jest dla mnie z wizualnego punktu widzenia tak interesujący, ze powtarzam go na wielu rabatach.
Wprowadza ład, porządek i prawidłową perspektywę nasadzeń.
Zimą, ciekawie obsadzone rabaty, zmrożone, pokryte szronem lub śnieżną kołderką wspaniale eksponują swoją urodę:
Kluczem do piękna zimowego ogrodu jest również pozostawianie
rabat na zimę z zasuszonymi gałązkami, listkami i kwiatostanami.
Nigdy nie sprzątam ogrodu jesienią.
 To moja zasada.
A istotnych powodów tej decyzji jest wiele.
Pod śnieżną kołderką, pod suchymi liśćmi, w łodyżkach zimują nasi najmniejsi skrzydlaci przyjaciele.
Wielokrotnie znalazłam tam biedroneczki i przeróżne larwy.
W ponure zimowe dni, suche kwiatostany bylin i traw ozdobnych  wyglądają szczególnie pięknie.
W zasuszonych kwiatostanach często pozostają drobne nasiona,
które z kolei sprawiają, że ogród jest regularnie odwiedzany
przez naszych „braci mniejszych”.
Przylatują  posilić się również pozostawionymi owocami kalin koralowych, berberysów i róż pomarszczonych.
I to one, moje ulubione „czerwone piękności”
przyprawiają mnie o szybsze bicie serca. Również zimą.
Są przepiękne. Ich czerwone owoce, pozostające przez wiele długich zimowych tygodni, wiszące na majestatycznych ciemnych gałązkach stanowią piękny kontrast z bielą, śnieżnych, czy mroźnych dni.
Teraz, kiedy planujecie swoje ogrodowe prace na nadchodzący sezon,
kiedy rozmyślacie o nowych aranżacjach i rabatach w ogrodzie,
nie zapomnijcie przypadkiem o trawach ozdobnych.
Miskanty, rozplenice, ostnice, kostrzewy, turzyce, carexy
i wiele innych odwdzięczą się swą urodą każdego sezonu.
Hortensje bukietowe nigdy Was nie zawiodą.
Piękne i trwałe byliny, będą zdobiły ogród
kolorowymi kwiatami latem i jesienią,
a zimą wspaniale się zasuszą.
Sadźcie jeżówki, rudbekie, słoneczniczki, rozchodniki, astry,
dzielżany i wszystkie inne byliny, które lubicie.
Będą wdzięczną ozdobą Waszych ogrodów przez cały rok:
   

ZAKOCHAJ SIĘ W WARSZAWIE NIE TYLKO OD ŚWIĘTA.

Świąteczny czas zawsze nastraja wyjątkowo.
Jakkolwiek nam się w życiu aktualnie wiedzie.
Jakkolwiek łaskawy lub mniej jest los,
ja staram się zawsze uczynić ten czas wyjątkowym.
A wyjątkowość, to dla mnie zawsze stan umysłu.
To w pozytywnym nastawieniu i w radościach dnia codziennego poszukuję szczęścia.
W tegorocznym świątecznym czasie, jak zwykle dekorowałam dom 
i szykowałam się na cudowne rodzinne spotkania i biesiady. 
Chwile bliskości i odprężenia przy kominku,
z bolącymi od śmiechu brzuchami,
będziemy rozpamiętywać jeszcze bardzo długo.
Z Wami podzielę się pięknem, które możemy wspólnie dzielić jeszcze przez kilka tygodni Nowego Roku.
W ostatnich dniach wyjątkowym okazał się wieczorny spacer  
po warszawskim starym mieście.
Cudownie udekorowana i rozświetlona stolica była zachwycająca. 
Rozpoczęcie wędrówki od świątecznego jarmarku przy warszawskim barbakanie było bardzo trafne.
Pyszne przekąski, piękne podarunki zawsze dobrze nastrajają:
 
Plac Zamkowy z tradycyjnie już piękną choinką w tym roku przypominał o okrągłej rocznicy odzyskania niepodległości:
Rynek Starego Miasta powitał nas budkami z gorącymi przekąskami,
grzanym winem i wspaniałym kolorowym lodowiskiem, które już od kilku lat stanowi radosną rozrywkę dla warszawiaków i gości stolicy:
A na Krakowskim Przedmieściu, na tych,
którzy nie spotkali się jeszcze z Mikołajem, czekał ON sam. Osobiście.
W torbie miał jeszcze troszkę prezentów:
    Szczególnie przyjemnym okazało się spotkanie
z młodym warszawskim kataryniarzem, 
który nie tylko grą, ale i pięknym głosem umilał czas spacerowiczom:
Za drobną opłatą można było „skraść też jego uśmiech”:
Ot spacer, tak niewiele, a jak wiele.
(…) Warszawo, moja Warszawo,
Dla ciebie uśmiech i łza,
Kto raz cię ujrzał, Warszawo,
Na zawsze cię w sercu ma.(…)
Właśnie tak cudownych spacerów, cudownych chwil sobie i Wam życzę.
Tylko pomyślnych dni w tym Nowym 2019 Roku!
Kolorów, optymizmu i radości z drobnostek.
 
!!! Niech się Wam darzy,
niech Wam się szczęści !!!

TRAWNIKOWA PRZYPOMINAJKA – OSTATNI DZWONEK

Teraz, kiedy jesteśmy po pierwszych przymrozkach sprzątanie liści w ogrodzie jest znacznie łatwiejsze. Są one sztywniejsze i łatwiej poddają się grabieniu.
 Dzwoni też ostatni dzwonek, przypominający o ostatniej przed zimą pielęgnacji trawnika !!!
1. Pamiętajcie, że nieprzycięta przed zimą trawa,
sprzyja rozwojowi różnych chorób trawnika.
Istotnym jest, aby ostatnie koszenie było na znacznie
wyższym niż w lecie ustawieniu ostrzy.
2. Niezgrabione liście, pozostawione na wiele tygodni,
pod wpływem niskich temperatur i wilgoci będą gniły.
Sprzyjają rozwojowi jednej z najgroźniejszych chorób trawnika,
pleśni śniegowej, która znakomicie się rozwija zimą,
właśnie pod pozostawionymi na trawniku liśćmi.
 
A co robimy z suchymi, zgrabionymi liśćmi ?
 
1. Przenosimy je do kompostownika,
przesypując warstwowo ziemią i skoszoną trawą.
2. Ogromną ich część wykorzystujemy
do ściółkowania rabat.
Dzięki temu, znacznie ograniczamy rozwój chwastów.

 W jesiennych pracach przy liściach

pomagają nam  grabie FISKARS różnych typów,
 oraz składany i niezwykle lekki kosz Solid™ PopUp Garden Bag.
 

RAJSKIE JABLUSZKA EWY

Uwielbiam kolor czarny, uwielbiam kolor biały, ale  
czerwonego do domu „nie wpuszczam”.
W ogrodzie, na zewnątrz to co innego.
Chyba nie mam aktualnie piękniejszej ozdoby niż 40 metrowy szpaler krzaków dzikiej róży 
zasypanych gęsto czerwonymi owocami. 
To one mnie zainspirowały do zrobienia wianka, który pięknie by się z nimi komponował.
Myślałam, myślałam i wymyśliłam.
W zeszły sezonie wiatr nieźle sobie poczynał z moimi ozdobami z bombek, 
więc w tym roku postanowiłam nie ryzykować.
Postawiłam na czerwone jabłuszka w „rajskim ogrodzie Ewy”.
Wymyśliłam też, że będą ich pilnowały renifery…
A tak się sprawa ma cała:

GOOD BYE FOR A WHILE

Otworzyłam już swój „warsztacik Bożonarodzeniowy” pod schodami.
Podkłady, bombki, kokardki, kleje, wstążki i brokaty zagościły tu te kilkanaście dni.
Zrobię wianek na zewnątrz i kilka innych na prezenty.
Powolutku zaczynam też zdobić dom na święta powtarzając sobie co rusz
 „im wcześniej, tym spokojniej” 
Jakże ta sentencja dobrze działa na moją „rozpędzoną psychikę” i „skołatane serce”.
W głowie kłębią się codzienne sprawy, poprzeplatane masą świątecznych pomysłów i planów. 
Od wczoraj donice przed domem ustrojone. 
Światełka rozświetlają moje ukochane metalowe kule.
Uwielbiam tę dekorację.
A w środku ?
A w środku wielosezonowy, dobry przyjaciel udał się właśnie na krótką zimową drzemkę …
…a jego miejsce zajął świąteczny kolega, również zrobiony przeze mnie własnoręcznie.
 

Uwielbiam tę paletę kolorów od wielu lat…
Dekoracje w tych tonacjach tworzą moje małe, „prywatne Maroko”.
Podwijam rękawy i uciekam Tworzyć kolejne, świąteczne dekoracje.
Radość dla oka, uciecha dla duszy. 
Cudne i odprężające zajęcie w tym przedświątecznym szaleństwie.
Polecam !
 

JESIENNY WIANEK Z HORTENSJI

Kwiatostany hortensji bukietowych i drzewiastych pod wpływem pierwszych przymrozków
całkowicie zbrązowiały. 
Teraz nie są najpiękniejszą dekoracją ogrodu, ale kiedy spadnie śnieg, 
przepiękne bursztynowe kule znów nabiorą uroku odbijając się od kontrastowej, białej pierzynki. 
Zobaczcie co postanowiłam w minione weekend.
Ścięłam sekatorem 2 koszyki kwiatostanów.  

Wygrzebałam z kartonów na strychu słomiany podkład, który pozostał mi
po wielkanocnym wiankowaniu.
Nożyczki, cienki drucik i do pracy….

Nie układałam kwiatów bardzo gęsto. Podoba mi się ten luźny, nieregularny układ tego wianka.
Można go polakierować na złoto.


 Ale mój miał być bardzo prosty, 100 % naturalny i w całkiem niedoskonałym kształcie.
Chyba się udało…skoro się uśmiecham, kiedy koło niego przechodzę.
« Starsze wpisy