Tag Archives: lifestyle

MAKOWY DROGOWSKAZ

PIĘKNO NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI

Dlaczego MAKOWY DROGOWSKAZ ? Ponieważ chciałam się z Wami podzielić moimi czerwcowymi, makowymi przemyśleniami.

W ciągu całego roku, większość wolnego czasu na świeżym powietrzu, spędzam w ogrodzie. Sadząc, pieląc, porządkując zachwycam się również swoimi kwiatowymi pięknościami, które od wiosny do jesieni uszczęśliwiają mnie swą urodą. Zimą, suche, wystające spod śniegu, cieszą dokładnie tak samo. Lubię myśleć, że właśnie w ten właśnie sposób, rośliny „dziękują” mi za troskę i starania. Ich widok przepełnia mnie ogromną radością. Cieszę się ich harmonią i dopasowaną kolorystyką. Lubię ten ład i spokój w ogrodowych kompozycjach. Traktuję to, jak osobistą nagrodę za wiele lat nauki i pracy nad „własnym kawałkiem ziemi” . To ogromna satysfakcja, którą czuję każdego dnia spacerując pomiędzy rabatami. Ktoś mógłby powiedzieć „niby nic wielkiego”, a jednak w moim przypadku, ta suma maleńkich, codziennych, ogrodowych radości składa się na moje dobre samopoczucie. W czerwcu odnalazłam je również gdzieś indziej.

CUDA CZEKAJĄ, AŻ JE ODKRYJESZ…

Regina Brett w jednej ze swoich książek napisała:

„Wychodź z domu każdego dnia. Cuda czekają, aż je odkryjesz.”

Tak bardzo się zgadzam z tym zdaniem. Powiedziałabym nawet, że czasem nie trzeba wychodzić z domu. Wystarczy się rozejrzeć dookoła i odkryć maleńkie cuda życia codziennego, które wniosą do naszego życia radość. A czy Wy już odnaleźliście swoje małe radości? Czy znaleźliście już „swój kawałek podłogi”? Rozejrzyjcie się dookoła i każdego dnia pracujcie na swoje małe sukcesy, na osobisty komfort, a wkrótce będziecie mieli co celebrować. To nie muszą być duże rzeczy. Czasem ulubiony fotel z kameralnym, przytulnym oświetleniem, kącik na balkonie, czy mała kwiatowa rabatka mogą sprawić cuda w życiu każdego z nas.

To aktualnie uczyniły w moim życiu „makowe panienki”. Tym razem nie w ogrodzie przy domu. Tym razem trzeba było wyjść troszkę dalej po to, aby spotkać te makowe piękności. Zrobiłam co mogłam i co potrafię najlepiej. Chwyciłam za aparat i są do Waszej „optymistycznej dyspozycji”:

SPACERY OPTYMIZMU

W czerwcu, na szlaku naszych codziennych spacerów pojawiło się mnóstwo takich tańczących na wietrze maków. Nie przestaję się uśmiechać. Są takie magiczne, takie energetyczne i niosą tyle optymizmu, że mam nadzieję zarazić Was ich energią! Celebruję tę radość każdego dnia.

DZIECIŃSTWO

Przypomniałam sobie, jaką wielką przyjemność sprawiał mi widok maków w dzieciństwie. Wplecione wraz z chabrami w pola zbóż, oświetlone czerwcowym słońcem, są dla mnie synonimem mojej dziecięcej beztroski. Kiedy staram się dotrzeć do mojego wewnętrznego dziecka, widzę wiele takich sielskich obrazów. I polecam Wam to samo. Spróbujcie sobie przypomnieć, co cieszyło Was w dzieciństwie najbardziej, o czym marzyliście, czego pragnęliście. Dla mnie, było to bardzo ważne doświadczenie zrozumieć, co we mnie zostało z tamtej małej dziewczynki, Ewuni w blond włoskach, zawsze uśmiechniętej od ucha do ucha. Chcę ją w sobie pielęgnować. Dawać jej miłość, uwagę i nade wszystko akceptację. Chcę nadal ubierać się bardzo kolorowo, codziennie się uśmiechać, zarażać radością życia, rozwijać swoje pasje i zainteresowania, które były ze mną od najmłodszych lat.

ZDROWY EGOIZM

Często męczymy się, czy dusimy w zbrojach stereotypów, opinii innych, czy konwenansów. Zdominowani opiniami innych o nas samych i o tym jak powinniśmy żyć, przestajemy pielęgnować nasze potrzeby. Jeśli tylko na aktualnym etapie życia, macie możliwość dopuścić do głosu swoje marzenia i pragnienia – zróbcie to! Zrzućcie z siebie to obciążające poczucie konieczności podobania się wszystkim. Możecie robić to, czego pragniecie najbardziej, oczywiście pod warunkiem, że to nie sprawia krzywdy innym. Celebrujcie radość, piękno i najdrobniejsze elementy swojego życia.

Teraz u mnie, ta mała radość to czerwcowe, makowe spacery. Wieczorne, leniwe, z błogim wpatrywaniem się w chmury. Tak bardzo tego potrzebujemy dla równowagi i odnalezienia balansu po ciężkich i pracowitych dniach. Nie musimy być zawsze perfekcyjni, zajęci i nieskończenie efektywni. Takie „proste chwile” bywają najpiękniejszym momentem letniego dnia. Zobaczcie te cudne obrazy:

DROGOWSKAZ

Rozejrzyjcie się dookoła. Poszukajcie łąki, wyjedźcie kawałek za miasto. W tym sezonie maki są prawie wszędzie i jest ich mnóstwo. W zastępstwie majowych, żółtych, rzepakowych pól, maki w czerwcu malują nasz krajobraz na czerwono, przesyłając optymistyczną, dobrą energię. Czerpcie bez limitu! Następna okazja zdarzy się dopiero w czerwcu, za rok! Wędrujcie, pobądźcie w ciszy i spokoju. Bądźcie dla siebie dobrzy. Może właśnie wtedy usłyszycie swoje myśli, marzenia, pragnienia i potrzeby…

Tego z całego serca Wam życzę!

NA MNIE CZAS. #2 OBRAŁAM KURS NA MARZENIA

WAKACJE PRZEZ CAŁY ROK.

Już kilka lat temu w temacie ogólnie pojętych WAKACJI, postanowiłam nie stawiać wszystkiego na jedną kartę. Nie jestem w stanie zregenerować i ponownie naładować moich akumulatorów w trakcie tylko jednej przerwy w roku. Przerwy? Przerwy od czego? Przerwy od bardzo intensywnej codzienności. Żyję bardzo intensywnie i w bardzo uporządkowany sposób, ale miewam tygodnie, kiedy już pod koniec z przeogromnym utęsknieniem oczekuję przerwy i odpoczynku.

KURS NA MARZENIA.

I wtedy obieram kurs na marzenia. Na marzenia o tym, co mnie relaksuje i sprawia mi ogromną radość. Co to jest? Jest to zwykle podróż. Moje podróże bywają małe, bywają też i duże. Ich rozmiar nie ma to większego wpływu na dawkę szczęścia i ogromnego odprężenia jaką oferują mi ciekawe miejsca na naszym globie. Uwielbiam zwiedzać, wędrować, czytać, poznawać, no i oczywiście FOTOGRAFOWAĆ. Ale uwielbiam też czekać. Ekscytacja związana z posiadaniem marzeń, oczekiwaniem na ich realizację jest u mnie równie ogromna. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Jakie emocje większość z nas czuje w bożonarodzeniowe poranki? To jest magiczna wręcz ekscytacja tym co nadejdzie, tym na co tak bardzo czekaliśmy. I właśnie w tym kontekście, czy zwróciliście uwagę na to, jak bardzo emocjonujące i pozytywne jest samo wyczekiwania na spełnienie się marzenia. Przybliżanie się kroczek po kroczku do jego realizacji. Dla mnie, bardzo miłym jest codzienne wracanie do myśli, które wzbudzają we mnie wewnętrzną radość. Bardzo często są doskonałym motorem napędowym dobrej energii i pozytywnego nastawienia.

PODRÓŻE MAŁE I DUŻE.

I właśnie oczekiwanie na najmniejszy choć wyjazd, czy podróż jest dla mnie niezwykle ekscytujące.

  1. Na początku mojej zmiany w podejściu do odpoczynku postanowiłam zamiast jednej dwutygodniowej przerwy w roku, organizować sobie dwa urlopy po jednym tygodniu każdy. Już ta drobna zmiana pozwoliła mi na realizację dwóch marzeń w roku, w pewnych odstępach czasowych.
  2. Kolejną zmianą było dodanie do kalendarza wyjazdów kilku weekendów w roku, które dostarczyły nam pozasezonowego wytchnienia i luzów w nawet najbardziej zatłoczonych miejscach Europy. Lubię wyjeżdżać wczesną wiosną. Ten czas zapewnia cudowne, rześkie temperatury i niespieszne zwiedzanie wszystkich wymarzonych miejsc. Bez tłumów, żaru lejącego się z nieba i wygórowanych cen. I w temacie weekendów nie chodzi mi o wydanie mniejszej lub większej ilości zaskórniaków… Chodzi o zaplanowanie dużo wcześniej miłych wyjazdów z dojazdem samochodem lub z wykorzystaniem tanich lotów po korzystnych cenach. Chodzi o cenę hotelu złapaną w akceptowalnym dla nas przedziale cenowym i o radość! Radość i ekscytację z zobaczenia nowego miejsca w Polsce czy na świecie. Radość z codziennego, zwykle wielomiesięcznego oczekiwania na tę podróż! To właśnie rozumiem przez obranie kursu na marzenia.

GWIAZDA PÓŁNOCY

Kiedy jesteśmy w Warszawie, marzymy o byciu w Sopocie i ogromną chęcią pędzimy tam zawsze żeby odpocząć. O każdej porze roku spacery po mieście, plażą czy choćby słuchanie szumu morza ma dla mnie magiczną moc odprężającą. A kiedy jesteśmy w Sopocie zwykle zapala i się w głowie lampeczka pod tytułem:

S K A N D Y N A W I A

To nasze ogromne marzenie od wielu lat. Kochamy zapach morskiego powietrza. Szczególnie zimą i wiosną. Ta słona i niezwykle orzeźwiająca bryza jest cudowna. Marzenia o klifach, fiordach i cudownych skandynawskich zatokach są bardzo silne.

REALIZACJA MARZEŃ.

Mieszkając w Sopocie czujemy, jak ważna jest dla nas bliskość morza i unikalny spokój, który daje jego bliskość. To moje miejsce na ziemi. Bez wątpienia. Nigdzie nie czuję się tak bardzo „u siebie” jak w Sopocie. Nasze miejsce na północy Polski urządziliśmy w skandynawskim stylu, który bardzo nam się podoba. Przytulny minimalizm to styl, który jest nam bliski i był pierwszym krokiem do pokochania naszych północnych sąsiadów. Wybrzeża Bałtyku i Skandynawia mają nam tyle piękna do zaoferowania.

Od wielu lat eksplorujemy Polskę z ogromną koncentracją na wspaniałym Trójmieście. Od niedawna rozmyślamy jak „spotkać się” ze Szwecją, Danią i Norwegią. Rejsy z polskich portów są bardzo kuszące. Na razie czytam…

JESIENNE PLANOWANIE.

Pierwszy, zwyczajowy krok do realizacji podróżniczych marzeń już poczyniony. Przewodniki kupione. Jesienne wieczory idealnie nadają się na spokojne, teoretyczne podróżowanie „palcem po mapie” i rozbudzanie w sobie tej miłej ekscytacji. Czytamy, wertujemy i w marzeniach już planujemy. Czyli ? Czyli obraliśmy już nasz kurs na skandynawskie marzenia. Południe Europy mamy już całkiem dobrze wyeksplorowane, za to nie znamy prawie wcale północnej części Europy. Czas to zmienić!

A jak u Was z tymi małymi marzeniami ? Czy krótki, zimowy, weekendowy wypad lub wiosenny za pół roku w chodzi w grę? Czy warto zmienić swoje przywiązanie do letniego urlopu i stawiania wakacyjnych planów na jedną kartę? Zdecydowanie warto i nie musi to kosztować więcej niż ten jeden, jedyny wyjazd, który czasem przynosi spore rozczarowanie.

Czy pierwszy na mojej liście 2020 będzie Sztokholm ? Ja bardzo bym chciała, a czas pokaże…

Na razie delektuję się jesiennym czasem i od razu uprzedzę Wasze pytania o stoliczek, na którym cudnie pije się jesienną kawę, cudnie pali się zapachowe świece i jeszcze cudniej przechowuje się książki lub kocyk do przykrycia kolanek na długie jesienne czytanie.

Jeżeli macie tak jak ja, i już nie możecie bez niego żyć, to kupicie go:

TUTAJ (klik)

Po więcej wspaniałych inspiracji do Waszych domów i ogrodów zajrzyjcie na www.edinos.pl.

Dla pierwszych 20 osób mam KOD RABATOWY: edinos20 o wartości 20 PLN.

To taka moja mała jesienna niespodzianka dla Was.

Lećcie szybko na zakupy i spełniajcie swoje jesienne marzenia! A te dalsze, podróżnicze pozostawiam Waszej refleksji.

WENECJA W STYLU VINTAGE

MIASTO NA WODZIE

Są takie miasta na świecie, o których nie można zapomnieć, do których tak bardzo chce się wracać. Tak wyjątkowe, tak inne od wszystkich i tak nieziemsko urzekające. Taka właśnie jest dla mnie Wenecja. Miasto na wodzie. W XXI wieku zamiast ulic – kanały, zamiast samochodów – stateczki i gondole, a w miejscu drapaczy chmur – imponujące pałace. Poczułam się jak w bajce.

POWSTANIE WENECJI

Wenecja powstała na samym środku bagnistej laguny, według tradycji 25 kwietnia 421 roku, w dzień św. Marka. Przez stulecia zwożono miliony pni ze ściętych w alpejskich lasach sosen. Wbijano je gęsto jeden przy drugim w gliniasto-piaszczyste dno laguny. Na palach układano poziomo kamienne płyty, które miały pełnić funkcję fundamentów budowli. Brak tlenu pod wodą miał zapobiegać gniciu drewna.

ACQUA ALTA

Między październikiem a marcem, miasto regularnie nawiedza acqua alta („wysoka woda”). Wenecja jest na nią narażona na skutek pływów na Adriatyku. Dodatkowo, nasilenie szkód wywołanych w mieście przez wodę wzrosło wraz ze wzmożonych ruchem łodzi motorowych. Fale podmywają fundamenty domów i niszczą elewację, a odnawianie ich jest bardzo kosztowne. Większość z nich nie jest poddawanych konserwacji.

CANAL GRANDE

W najgłębszym miejscu, w przystosowanych do żeglugi kanałach głębokość dochodzi do 15 metrów. Najpłytsze kanały Wenecji mają 1-2 m głębokości. Miasto przecina łącznie 177 kanałów. Najdłuższy z nich, Canal Grande ma 4 km długości, 30-70 m szerokość. Biegnie od Piazzale Roma, gdzie są parkingi i swój ostatni przystanek mają autobusy przyjeżdżające z lądu, w stronę placu św. Marka. Wzdłuż jego nabrzeży dech zapierają wystawne pałace i przepiękne budowle. Na jego wodach jest zawsze dość tłoczno. Kolorowe gondole, promy, taksówki wodne, motorówki i barki uginają się pod ciężarem turystów, czy towarów rozwożonych na tutejsze bazary.

WENECKIE GONDOLE

Jeszcze w końcu XIX wieku niewielka liczba mostów sprawiała, że blisko 10 tysięcy gondoli stanowiło główny środek transportu pomiędzy wysepkami. Pierwsze gondole pływały już XI wieku, a dziś kursuje ich już tylko kilkaset. Gondola składa się z 280 elementów i jest budowana z 8 gatunków drewna. Jest asymetryczna, ma długość 11 m i szerokość około 1,40 m.

To miasto pełne magii, niezrównanego uroku i cudownej atmosfery sprzed wieków. Pod warunkiem, że nie wybierzecie się tam w letnich i bardzo tłocznych miesiącach. Dla mnie, jak się okazuje, 3 wizyty to zbyt mało, żeby nasycić się pięknem tego cudownego miejsca. Za każdym razem odkrywam kolejne oblicze tego magicznego miasta. W swoich 6 przepięknych dzielnicach skrywa tyle wielkiej sztuki weneckiego renesansu, że nie sposób się tu nudzić. Nawet w marną pogodę spacer po galeriach, labiryntach korytarzy i pałacowych wnętrzach może sprawić, że będą to jedne z najpiękniejszych chwil Waszego życia.

Opowiem Wam i pokażę więcej szczegółów moich weneckich dni w kolejnych postach. Będzie o najfajniejszej przejażdżce gondolą, mostach, ciekawych dzielnicach i cudownych zakamarkach. Podpowiem Wam gdzie szukać najpiękniejszych miejsc widokowych i jakie darmowe atrakcje oferuje Wenecja turystom.

Do miłego, weneckiego…

Arrivederci !!!


			
		

KONCERT WIEDEŃSKI W SOPOCIE

Od lat w moim domu, zawsze w Nowy Rok, zawsze w ten wyjątkowy i szczególny dzień z głośników telewizora dobiegała przepiękna muzyka poważna – to znak że trwał koncertu wiedeński. Dla mnie jedyny i wyjątkowy. Mam nadzieję, kultywować tę tradycję w kolejnych latach.
Kiedy w tym roku oglądałam go, przepełniała mnie wyjątkowa radość, ponieważ wiedziałam, że już za kilka dni, będę mogła uczestniczyć na żywo w jeszcze jednym wspaniałym muzycznym wydarzeniu. I tak się stało!
10 stycznia 2019 o godz. 18.00 Polska Filharmonia Kameralna Sopot wraz z wybitnym, niemieckim pianistą młodego pokolenia Alexandrem Krichelem i jego wspaniałym koncertem fortepianowym zagrali wyjątkowy i niezapomniany koncert.
 
 
Alexander Krichel to artysta współpracujacy z SONY Classic, laureat prestiżowego tytułu “Newcomer of the Year” ECHO Klassik. Polskiej publiczności artysta jest znany miedzy innymi z płyty „Chopin Hummel Mozart”, wydanej przez SONY Classic, na której występuje właśnie z Polską Filharmonią Kameralną Sopot.
Koncert odbył się w Sali Koncertowej PFK Sopot i poprzedzał bezpośrednio koncert sopockich filharmoników zaplanowany na 12 stycznia w słynnej Grosse Saal zwanej Złotą Salą Musikverein w Wiedniu, w Austrii. To miejsce doskonale znane ze słynnych, transmitowanych na cały świat przez telewizję  koncertów noworocznych wiedeńskich filharmoników.
Koncert sopockich muzyków w Wiedniu był już od dawna wyprzedany, ale dla wszystkich sopockich melomanów PFK Sopot przygotowało miłą muzyczną niespodziankę i zaprezentowali się w takim samym programie, jak w Wiedniu.
Pod batutą Wojciecha Rajskiego mogliśmy wysłuchać wspaniałe wykonania następujących utworów:
Ludwig van Beethoven – Uwertura do baletu Twory Prometeusza op. 43
Ludwig van Beethoven – Koncert fortepianowy nr 5 Es-dur op. 73
Franz Schubert – Symfonia nr 6 C-dur
Ta cudowna uczta muzyczna, w repertuarze identycznym z koncertem wiedeńskim stała się moją niezapomnianą i wyjątkową atrakcją tegorocznego karnawału.
Tak wspaniale zagrane utwory, wysłuchane na żywo w moim ukochanym mieście zapadną mi w pamięć na bardzo, bardzo długo…a może na zawsze ?

„SOPOT W RZECZY SAMEJ” – 18 URODZINY MUZEUM SOPOTU

„Sopot w rzeczy samej” – to tytuł wystawy, którą od 8 lutego do 14 kwietnia można oglądać w Muzeum Sopotu, przy nadmorskiej promenadzie.
W tym roku muzeum świętuje 18-te urodziny i wystawa jest zorganizowana właśnie z tej okazji. 
Związana jest z historią kurortu i jego mieszkańców. Pokazuje eksponaty podarowane przez mieszkańców i miłośników Sopotu od czasu powołania muzeum w 2001 roku. Przez 18 lat działalności muzeum zgromadzono około 
10 tysięcy przedmiotów, w tym meble, obrazy, stroje z epoki, modne bibeloty,
a także biżuterię, ceramikę, stare fotografie, pocztówki, mapy, grafiki, listy, dokumenty i wiele innych, nierzadko zaskakujących przedmiotów. Wystawa przedstawia historię Sopotu przez pryzmat przedmiotów i związanych z nimi opowieściami.  
Powyżej dostrzeżony wśród tak wielu, mój ulubiony eksponat tej wystawy.
Ja odwiedziłam wystawę w niedzielę 17 lutego, kiedy to w ramach obchodów Międzynarodowego Dnia Przewodnika Turystycznego, przewodnicy PTTK oprowadzali po wystawie i całym muzeum.
Odbyłam wspaniałą podróż w czasie.
Przez blisko dwie godziny słuchałam wspaniałych historii związanych z eksponatami wystawy oraz poznałam wiele nieznanych mi wcześniej szczegółów związanych z rodziną gdańskiego kupca i przedsiębiorcy Ernsta Augusta Claaszena, dla którego to zaprojektowano i w 1903 roku wybudowano tę przepiękną, zabytkową, eklektyczną willę, która stanowi siedzibę muzeum.
Obiekt ten jest znany pod nazwą Willa Claaszena. Położona w ogrodzie przy samej plaży z licznymi wieżyczkami i wykuszami posiada kontrastowe zestawienie jasnych otynkowanych płaszczyzn z ceglanym licem muru i murem pruskim.
W dawnych pomieszczeniach gospodarczych, na poziomie piwnic znajduje się dziś restauracja. Na parterze, zrekonstruowane: jadalnia, weranda, salon i buduar. Na I piętrze, w miejscu dawnych sypialni odwiedzamy sale wystawiennicze.
Na poddaszu są biura, a na strychu magazyn i pomieszczenia socjalne.
Poświęcę temu bardzo oryginalnemu obiektowi architektonicznemu oddzielny post.
Wystawa jest czynna codziennie do 14 kwietnia 2019.
Od wtorku do niedzieli w godz. 10.00-16.00. 
W niedzielę wstęp wolny.
Serdecznie zachęcam do odwiedzenia tej bardzo ciekawej ekspozycji !

źródło: muzeumsopotu.pl

GREEN’N’BLUE – KOLORY MOICH ŚWIĄT

To zielono-niebieskie szaleństwo zaczęło się w mojej głowie,
w moim życiu i w moich wnętrzach już wiele lat temu.
Miłość do zieleni dryfowała w naszym domu od delikatnych miętowych klimatów, aż po ciemne, morskie tony.
Świece, poduchy, patery.
Wszystko w GREEN’N’BLUE.
Niebieskości startowały od jasnych turkusów lądując w ciemnych, obłędnych granatowych toniach. 
Tegoroczne Święta są całkowicie otulone barwami GREEN’N’BLUE.
Oszalałam na punkcie SHADED SPRUCE, tonacji bardzo charakterystycznej dla tegorocznego jesienno-zimowego okresu. Pantone twierdzi, że to kolor lasu zimą.
 Towarzyszy głównie niebieskiemu, również w moich wnętrzach.
A łączę go głównie z NAVY PEONY.
To nawiązujący do morskich głębin, kolor bazowy niebieskiej palety.
Głęboki, mocny odcień z bardzo ciemną nutą.
To cudowne połączenie naturalnych, leśnych kolorów,
z bałtyckimi toniami urzekło mnie bez reszty …
Oto moje tonacje tegorocznych Świąt:
GREEN’N’BLUE przeplecione 
z turkusami, miętą i taupe.

UWIELBIAM TAKI KLIMAT !!!
 

Ciepłe, złote światło … wspaniałe …
Delikatne, naturalne tony są niezwykle przytulne i spokojne.

Oddają dokładnie to,
co mi właśnie w duszy gra,
i to, czego potrzebuję najbardziej.

!!! CUDOWNYCH ŚWIĄT !!!
RODZINNYCH, PRZYTULNYCH, SŁODKICH. 
W WASZYM STYLU,
I W WASZYCH UKOCHANYCH KOLORACH.
 

ADWENTOWEJ REFLEKSJI CZAS…

Ciągle słyszę pytania:
Ewa, skąd ty masz tyle sił ? 
Skąd bierzesz energię i te niespożyte pokłady entuzjazmu
oraz nowych pomysłów ?
I o tym chciałam dziś kilka słów.
Receptę mam taką:
Każdy dzień staram się budować z małych kawałeczków, 
które dobrze dobrane, poprawnie spasowane,
składają się na udany, pozytywny dzień.
Dbam o drobnostki, chwile i otaczający mnie świat.
Dobra energia, mobilizacja i samodyscyplina.
To moje pewniaki, które tworzą receptę na jakościowy, udany dzień.
Nie będę się rozpisywać na temat rzeczy, na które nie mam wpływu.
Wszystko co mogę zrobić, to w możliwie najlepszy sposób
stawiać czoła wszelkim wyzwaniom, 
które życie przede mną stawia (zwykle znienacka). 
Koncentruję się na mojej codzienności.
 
Zachowuję pogodę ducha,
aby nie poddawać się nastrojom pogody za oknem,
jakakolwiek by ona nie była.
Wam też radzę robić to samo.
Ciężko pracować, odpoczywać, tworzyć i planować.
U mnie, w ślad za tym pojawia się satysfakcja !
Słowem: maksymalnie korzystajcie z każdego DNIA.
Całe nasze życie składa się właśnie z tych pojedynczych elementów zwanych DNIAMI.
To one złożone w całość tworzą naszą rzeczywistość,
a docelowo całe nasze życie. 
Niech to będzie dobra i miła rzeczywistość.
W miarę naszych osobistych możliwości.
Ostatnie miesiące przyniosły mi masę stresów 
i troski o własne zdrowie.
Nagła decyzja o pilnej operacji,
fatalne wyniki i tym samym brak możliwości zrobienia operacji.
Byłam przerażonym kłębkiem nerwów.
To był ciężki czas,ale nie oczekiwałam, że życie samo,
czy może inni „pokolorują mój świat”.

Należy zrobić to samemu. Dla siebie i dla bliskich.

Bądźmy malarzami swojego życia,
a przede wszystkim każdego swojego dnia. 
Już DZIŚ możemy zacząć wszystko od nowa. 
Możemy zacząć inaczej żyć.
Rozpocząć nowy etap, zapisać się na kurs,
rozwijać pasje, zmienić przyzwyczajenia.
Niech ten adwentowy czas będzie dla Was sprzymierzeńcem,
w próbach uporządkowania swoich myśli,
podejścia do życia i Waszej codzienności.
Dbajcie o siebie, dbajcie o bliskich 
i o każdy dany Wam dzień.

Make today a GOOD DAY !!!

NOWA ADWENTOWA WIOSKA

Co roku o tej porze, co roku 6 grudnia.
Mikołajek wciska się przez komin, i daje mi przyzwolenie
na powolne rozpoczęcie  bożonarodzeniowego czasu. 
Rozpoczynam spokojne przygotowania, rozmyślam, planuję, dekoruję.
Sprawdzam co się przyda, co się zepsuło, a co trzeba dokupić.
 
Tradycyjnie, sporo dekoracji zrobię sama.
Odświeżyłam kilka wianków. Dokupiłam lampki. 
No i oczywiście … zniosłam ze strychu adwentową wioskę. 
W pierwszą niedzielę adwentu zapaliłam pierwszą świecę.
 
W tym roku udał mi się wzbogacić wioskę o nowe, miedziane domeczki.
Jest bardziej nastrojowo. Mam nadzieję, że i Wam się spodoba:
 

 

Z dnia na dzień kolejne zakątki domu zamieniają „jesienne szaty”
na „świąteczne klimaty”.
O tym, co mi w duszy gra i jaka kolorystyka zawładnęła mną w tym roku napiszę oddzielny post.
Mamy jeszcze trochę czasu na dokończenie najważniejszych dekoracji.
Czekam jeszcze na dostawę materiałów, do wykonania kilku ozdobnych drobnostek. 
I bardzo się z nich cieszę, bo przecież właśnie takie drobnostki, które 
„umajają nasze życie” mają ogromny wpływ na nasz życiowy entuzjazm
i radość dnia codziennego.

A Wy już rozpoczęliście przygotowania do Świąt ?

KULTOWE NOZYCZKI FISKARS MAJA 50 LAT !!!

Czy wiecie, że firma Fiskars rozpoczęła działalność w 1649 r. ?
To blisko 400 lat temu.
Dziś jest jedną z najstarszych europejskich firm.

50 lat temu – w 1967 roku 
firma wyprodukowała pierwsze, pomarańczowe egzemplarze
kultowych nożyczek z plastikowymi rączkami.
Planowano, aby pierwsze modele
były w kolorze czarnym, czerwonym lub niebieskim.
Skąd więc kultowy pomarańcz ?
Operator maszyny, który tworzył pierwsze prototypy, 
wykorzystał pomarańczowy barwnik, który miał w maszynie
i stworzył 4 wersje kolorystyczne do akceptacji.
To właśnie pomarańczowe zyskały największą sympatię,
a z czasem ogromną popularność na całym świecie. 

1977 r. w USA powstaje fabryka nożyczek Fiskars.

Kolor Fiskars Orange® zostaje zarejestrowany jako oficjalny znak towarowy w 2003 r. w Finlandii, oraz w 2007 r. w USA.
Kultowe nożyce z pomarańczowymi uchwytami są chronionym znakiem towarowym w Stanach Zjednoczonych, Finlandii i Kanadzie.
W tych krajach nie ma innych nożyc w takich samych kolorach !
Stały się już ikoną dizajnu. 
Zachwycają wszędzie i wszystkich.
Wpadły nie tylko w ręce,
ale i w oko światowych kuratorów sztuki.
Są eksponatem w
Museum of Modern Art w Nowym Jorku. 
Dzięki ogromnej pasji i znakomitemu wzornictwu, od chwili ich powstania w 1967 roku do dziś,
sprzedano już ponad miliard sztuk.
Pamiętam, kiedy moja mama używała ich 35 lat temu 
do swoich domowych robótek i przeróbek krawieckich.
Zawsze je przed nami chowała,
żeby nie używać ich do innych domowych prac. 
Ma je do dziś i nadal używa do bardzo „ostrych cięć”.

Ja zakochałam się w tych nożyczkach po same uszy.
Są ze mną non-stop i w domu, i w ogrodzie.
Tniemy nimi w domu wszystkie papiery, kartoniki,
tkaniny i inne codzienne materiały.

 W kuchni tnę nimi zioła, 
w ogrodzie podcinam mniejsze byliny,
kwiaty i „ciacham” kompozycje do wazonów.
Są bardzo ostre, podobnie jak w momencie,
kiedy zaczęłam je użytkować.
Uwielbiam je !!!
A Wy macie kultowe nożyczki FISKARS ?  
 

WILCZY SKOK W NOWY ROK


No i mamy również w Wilczej Górze
całkiem nowy, świeżutki,
pełen czystych, niezapisanych, 365 śnieżnobiałych kart.
To Nowy Rok i jego 365 nowych dni. 
365 nowych szans na ich zaplanowanie i zagospodarowanie.
Wszyscy dostajemy dokładnie te same 365 dni od życia.
Jedyną różnicą jest to, jak je samodzielnie zaplanujemy,
co z nimi zrobimy. 

Nie musimy od razu znać całego tekstu do zapisania
naszych kart na ten rok.
Zacznijmy od słowa, lub kilku słów,
które mogą być dla Nas w tym roku ważne.
Przeszłości nie da się zmienić. To oczywiste,
ale każdy nowy dzień jest pełen przeróżnych możliwości.
Które ze słów są dla Was teraz ważne ?
Pomyślcie, czego na ten nowy rok można by Wam życzyć ?

Miłości. Pokoju. Nadziei. Pomyślności. Wiary. Odwagi. Radości. Uśmiechu. Powodzenia.

Wybierzcie słowa, z którymi będziecie kroczyć przez 365 dni tego roku. Niech one Was prowadzą i zapisują codziennie karty
Waszej życiowej księgi.
Piszcie ją odważnie, z pasją i fantazją. 
Nigdy nie bójcie się tworzyć swoich własnych, nowych wątków.
Susan Wiggs w książce „A między nami ocean…” powiedziała:
(…) Sposób w jaki spędzasz każdy kolejny dzień,
kiedyś zsumuje się na sposób, w jaki spędziłaś życie.(…) 
Czyż nie warto starać się każdego dnia ? 
W A R T O
Stawiajcie sobie głownie cele krótkoterminowe. 
Takie na dziś, na jutro, na za tydzień, w tym miesiącu. 
Ich realizowanie daje zawsze masę radości i satysfakcji.
Często też, stają się cichym motorem do dalszych działań pod tytułem:

„każdego dnia jeden krok; 
jeden bliżej do osiągnięcia celu”
 
Polecam każdemu systematyczne, codzienne zajmowanie się sprawami, 
które wymagają naszej uwagi przez dłuższy okres. 
Te codzienne, pojedyncze kroczki 
niepostrzeżenie zbliżają nas do osiągnięcia większych celów,
które z perspektywy czasu mogły wydawać się nawet nieosiągalne.

I dlatego, jak wiecie ja nie robię  POSTANOWIEŃ NOWOROCZNYCH.
Dlaczego ?
Bo każde D Z I S I A J  może być początkiem nowego.  
Lubię za to robić krótkie podsumowania i plany.
 Mam nadzieję, że czas Adwentu i Świąt,
był i dla Was szansą,
na choć małe podsumowania i podziękowania za miniony czas. 
Może to nie był dla Was rok najlepszy z najlepszych,
ale zapewne zdarzyło się wiele dobrego,
zapewne spotkało Was coś miłego.
A może udało się Wam zrealizować swoje małe cele,
lub choć trochę się do nich zbliżyć ?

Nie lubię rozpamiętywać przeszłości, ale lubię zachowywać z niej najpiękniejsze wspomnienia.
Budować z nich moją własną strefę przyjaznego komfortu.
Wspaniałe zdarzenia, dni, momenty z przeszłości,
budują moją nadzieję na dobrą przyszłość.   
Dlatego zrobiłam sobie mały HAPPY END OF OLD YEAR.
Podziękowałam za wszystko co dostałam.
Za każdą piękną chwilę. 
Szczególnie jestem wdzięczna za nauki, o które miniony rok mnie wzbogacił.
Jestem gotowa na Nowy Rok.
A to będzie dobry rok !!!
Regina Brett podpowiada:
(…)”Zasługujemy na to, co najlepsze,
ale zanim uwierzą w to inni,
sami musimy w to uwierzyć”(…) 
I z tym przekonaniem, ponownie życzę Wam z całego serca: 

Zdrowia. Dla siebie i najbliższych … 
Bez niego ciężko przeżyć nawet najzwyklejszy dzień.

Miłości, przyjaźni i szacunku. 
Bez nich nie istnieją dobre relacje wokół nas.

Niegasnących pasji, które „umajają życie” i powodują,
że zawsze „chce się wstać”.

Konsekwencji, wytrwałości i niestrudzonej cierpliwości.
Do wszystkiego, co w Waszym życiu ważne.

Optymizmu, pogody ducha i ciepła,
w którym „ogrzewają się Ci, którzy podchodzą bliżej”.

Nieustającej ciekawości świata i woli nauki.

Wierności swoim wartościom, bez poddawania się dogmatom.

Ciągłej odwagi, która pozwala kierować się intuicją, rozumem i sercem 
(u mnie często ta kolejność się zmienia, oj często)   

oraz
Wyłącznie mądrych decyzji…


Mam nadzieję, że ten kolejny, nowy
podobnie jak jego poprzednicy, 
będzie wypełniony ciekawą sztuką, we wszystkich jej wymiarach,
wizytami w kinach i teatrach, podróżami do ciekawych miejsc,
wspaniałymi smakami kuchni całego świata i najcudniejszą muzyką,
która często brzmi w moich uszach nawet wtedy, kiedy zasypiam.
A mamy teraz karnawał.
Chłońcie muzykę, bawcie się tańcem.
Spędzajcie wspaniały, towarzyski czas !
 

Niech się Wam wiedzie. Powodzenia.
Wyjątkowego. Wspaniałego !!!
 
Ewa

« Starsze wpisy