Tag Archives: indoor

NA MNIE CZAS. #2 OBRAŁAM KURS NA MARZENIA

WAKACJE PRZEZ CAŁY ROK.

Już kilka lat temu w temacie ogólnie pojętych WAKACJI, postanowiłam nie stawiać wszystkiego na jedną kartę. Nie jestem w stanie zregenerować i ponownie naładować moich akumulatorów w trakcie tylko jednej przerwy w roku. Przerwy? Przerwy od czego? Przerwy od bardzo intensywnej codzienności. Żyję bardzo intensywnie i w bardzo uporządkowany sposób, ale miewam tygodnie, kiedy już pod koniec z przeogromnym utęsknieniem oczekuję przerwy i odpoczynku.

KURS NA MARZENIA.

I wtedy obieram kurs na marzenia. Na marzenia o tym, co mnie relaksuje i sprawia mi ogromną radość. Co to jest? Jest to zwykle podróż. Moje podróże bywają małe, bywają też i duże. Ich rozmiar nie ma to większego wpływu na dawkę szczęścia i ogromnego odprężenia jaką oferują mi ciekawe miejsca na naszym globie. Uwielbiam zwiedzać, wędrować, czytać, poznawać, no i oczywiście FOTOGRAFOWAĆ. Ale uwielbiam też czekać. Ekscytacja związana z posiadaniem marzeń, oczekiwaniem na ich realizację jest u mnie równie ogromna. Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Jakie emocje większość z nas czuje w bożonarodzeniowe poranki? To jest magiczna wręcz ekscytacja tym co nadejdzie, tym na co tak bardzo czekaliśmy. I właśnie w tym kontekście, czy zwróciliście uwagę na to, jak bardzo emocjonujące i pozytywne jest samo wyczekiwania na spełnienie się marzenia. Przybliżanie się kroczek po kroczku do jego realizacji. Dla mnie, bardzo miłym jest codzienne wracanie do myśli, które wzbudzają we mnie wewnętrzną radość. Bardzo często są doskonałym motorem napędowym dobrej energii i pozytywnego nastawienia.

PODRÓŻE MAŁE I DUŻE.

I właśnie oczekiwanie na najmniejszy choć wyjazd, czy podróż jest dla mnie niezwykle ekscytujące.

  1. Na początku mojej zmiany w podejściu do odpoczynku postanowiłam zamiast jednej dwutygodniowej przerwy w roku, organizować sobie dwa urlopy po jednym tygodniu każdy. Już ta drobna zmiana pozwoliła mi na realizację dwóch marzeń w roku, w pewnych odstępach czasowych.
  2. Kolejną zmianą było dodanie do kalendarza wyjazdów kilku weekendów w roku, które dostarczyły nam pozasezonowego wytchnienia i luzów w nawet najbardziej zatłoczonych miejscach Europy. Lubię wyjeżdżać wczesną wiosną. Ten czas zapewnia cudowne, rześkie temperatury i niespieszne zwiedzanie wszystkich wymarzonych miejsc. Bez tłumów, żaru lejącego się z nieba i wygórowanych cen. I w temacie weekendów nie chodzi mi o wydanie mniejszej lub większej ilości zaskórniaków… Chodzi o zaplanowanie dużo wcześniej miłych wyjazdów z dojazdem samochodem lub z wykorzystaniem tanich lotów po korzystnych cenach. Chodzi o cenę hotelu złapaną w akceptowalnym dla nas przedziale cenowym i o radość! Radość i ekscytację z zobaczenia nowego miejsca w Polsce czy na świecie. Radość z codziennego, zwykle wielomiesięcznego oczekiwania na tę podróż! To właśnie rozumiem przez obranie kursu na marzenia.

GWIAZDA PÓŁNOCY

Kiedy jesteśmy w Warszawie, marzymy o byciu w Sopocie i ogromną chęcią pędzimy tam zawsze żeby odpocząć. O każdej porze roku spacery po mieście, plażą czy choćby słuchanie szumu morza ma dla mnie magiczną moc odprężającą. A kiedy jesteśmy w Sopocie zwykle zapala i się w głowie lampeczka pod tytułem:

S K A N D Y N A W I A

To nasze ogromne marzenie od wielu lat. Kochamy zapach morskiego powietrza. Szczególnie zimą i wiosną. Ta słona i niezwykle orzeźwiająca bryza jest cudowna. Marzenia o klifach, fiordach i cudownych skandynawskich zatokach są bardzo silne.

REALIZACJA MARZEŃ.

Mieszkając w Sopocie czujemy, jak ważna jest dla nas bliskość morza i unikalny spokój, który daje jego bliskość. To moje miejsce na ziemi. Bez wątpienia. Nigdzie nie czuję się tak bardzo „u siebie” jak w Sopocie. Nasze miejsce na północy Polski urządziliśmy w skandynawskim stylu, który bardzo nam się podoba. Przytulny minimalizm to styl, który jest nam bliski i był pierwszym krokiem do pokochania naszych północnych sąsiadów. Wybrzeża Bałtyku i Skandynawia mają nam tyle piękna do zaoferowania.

Od wielu lat eksplorujemy Polskę z ogromną koncentracją na wspaniałym Trójmieście. Od niedawna rozmyślamy jak „spotkać się” ze Szwecją, Danią i Norwegią. Rejsy z polskich portów są bardzo kuszące. Na razie czytam…

JESIENNE PLANOWANIE.

Pierwszy, zwyczajowy krok do realizacji podróżniczych marzeń już poczyniony. Przewodniki kupione. Jesienne wieczory idealnie nadają się na spokojne, teoretyczne podróżowanie „palcem po mapie” i rozbudzanie w sobie tej miłej ekscytacji. Czytamy, wertujemy i w marzeniach już planujemy. Czyli ? Czyli obraliśmy już nasz kurs na skandynawskie marzenia. Południe Europy mamy już całkiem dobrze wyeksplorowane, za to nie znamy prawie wcale północnej części Europy. Czas to zmienić!

A jak u Was z tymi małymi marzeniami ? Czy krótki, zimowy, weekendowy wypad lub wiosenny za pół roku w chodzi w grę? Czy warto zmienić swoje przywiązanie do letniego urlopu i stawiania wakacyjnych planów na jedną kartę? Zdecydowanie warto i nie musi to kosztować więcej niż ten jeden, jedyny wyjazd, który czasem przynosi spore rozczarowanie.

Czy pierwszy na mojej liście 2020 będzie Sztokholm ? Ja bardzo bym chciała, a czas pokaże…

Na razie delektuję się jesiennym czasem i od razu uprzedzę Wasze pytania o stoliczek, na którym cudnie pije się jesienną kawę, cudnie pali się zapachowe świece i jeszcze cudniej przechowuje się książki lub kocyk do przykrycia kolanek na długie jesienne czytanie.

Jeżeli macie tak jak ja, i już nie możecie bez niego żyć, to kupicie go:

TUTAJ (klik)

Po więcej wspaniałych inspiracji do Waszych domów i ogrodów zajrzyjcie na www.edinos.pl.

Dla pierwszych 20 osób mam KOD RABATOWY: edinos20 o wartości 20 PLN.

To taka moja mała jesienna niespodzianka dla Was.

Lećcie szybko na zakupy i spełniajcie swoje jesienne marzenia! A te dalsze, podróżnicze pozostawiam Waszej refleksji.

GREEN’N’BLUE – KOLORY MOICH ŚWIĄT

To zielono-niebieskie szaleństwo zaczęło się w mojej głowie,
w moim życiu i w moich wnętrzach już wiele lat temu.
Miłość do zieleni dryfowała w naszym domu od delikatnych miętowych klimatów, aż po ciemne, morskie tony.
Świece, poduchy, patery.
Wszystko w GREEN’N’BLUE.
Niebieskości startowały od jasnych turkusów lądując w ciemnych, obłędnych granatowych toniach. 
Tegoroczne Święta są całkowicie otulone barwami GREEN’N’BLUE.
Oszalałam na punkcie SHADED SPRUCE, tonacji bardzo charakterystycznej dla tegorocznego jesienno-zimowego okresu. Pantone twierdzi, że to kolor lasu zimą.
 Towarzyszy głównie niebieskiemu, również w moich wnętrzach.
A łączę go głównie z NAVY PEONY.
To nawiązujący do morskich głębin, kolor bazowy niebieskiej palety.
Głęboki, mocny odcień z bardzo ciemną nutą.
To cudowne połączenie naturalnych, leśnych kolorów,
z bałtyckimi toniami urzekło mnie bez reszty …
Oto moje tonacje tegorocznych Świąt:
GREEN’N’BLUE przeplecione 
z turkusami, miętą i taupe.

UWIELBIAM TAKI KLIMAT !!!
 

Ciepłe, złote światło … wspaniałe …
Delikatne, naturalne tony są niezwykle przytulne i spokojne.

Oddają dokładnie to,
co mi właśnie w duszy gra,
i to, czego potrzebuję najbardziej.

!!! CUDOWNYCH ŚWIĄT !!!
RODZINNYCH, PRZYTULNYCH, SŁODKICH. 
W WASZYM STYLU,
I W WASZYCH UKOCHANYCH KOLORACH.
 

CZAS ADWENTU, CZAS WYCISZENIA, CZAS KREATYWNOŚCI

We wrześniu, październiku było jeszcze tak daleko do zimy, a dziś ?
Dziś mamy koniec listopada, a za oknem prószy śnieg. 
Błękitne niebo przybrało nową sukienkę.
Jest ona w bardzo ostatnio modnych szarościach.
Choć uwielbiam wszelkie odcienie szarości, aż po ciemny grafit,
ciężko o optymizm wyglądając za okno.
Co robię ? Nie wyglądam ! ha ha ha …
Wypełniłam dom świecami, łańcuchami świetlnymi i lampeczkami,
które swoim ciepłym światłem „rozgrzewają” nasze umysły.
Nie dajemy się chandrze, nie dajemy się ponuremu nastrojowi. 
Dziś moje przytulne, rozświetlone nastrojowo wnętrza 
pachną wanilią, truflami, kawą i jeszcze ciepłym BROWNIE

 (kliknijcie nazwę powyżej aby przejść do przepisu ).
Adwentowe, ciche, spokojne wieczory wypełniam pracą nad nowymi projektami fotograficznymi.
Nie pędzę, nie spieszę się, a mój „pozytywny i rozgrzany optymizmem” umysł
podpowiada mi co rusz masę nowych pomysłów.
Spokój i brak nadmiernej ilości bodźców sprzyja mojej listopadowej i grudniowej kreatywności. 
Odciążony umysł, pięknie pracuje.
Jest twórczy i wspiera moją potrzebę indywidualizmu.
Jeśli macie chwilę wolnego czasu pod koniec dnia…
… polecam choć krótkie, kreatywne rozmowy z „samym sobą”.
Właśnie wtedy przychodzą mi do głowy najciekawsze pomysły, 
właśnie wtedy tworzę swoje najciekawsze projekty.
Szczególnie cenię sobie adwentowy czas.
Adwent to bardzo potrzebne mi 4 tygodnie.
Tygodnie, które dzielą równo mój czas oczekiwania i przygotowania do Bożego Narodzenia.
Tworzę w głowie i w życiu 4 kompletnie różne od siebie przestrzenie, 
które dają mi masę porządku i „przedświątecznego spokoju”.
Każdego roku dzielę je w różny sposób, zależnie od aktualny potrzeb.
W tym roku działam tak:
– TYDZIEŃ 1: refleksje, rozmowy, planowanie, „uruchamianie kreatywności”
– TYDZIEŃ 2: organizacja, przygotowanie, zakupy
– TYDZIEŃ 3: aktywnie przedświąteczne działanie
– TYDZIEŃ 4 : kilka dni dla spraw z rozdziału „zapominalskich” i powolne, pozytywne wyciszenie.
Takie postawienie sprawy i plus minus zgodna z powyższym organizacja,
od kilku lat wprowadziła do mojego życia wiele „operacyjnego spokoju”.
Co mam na myśli ? Dam Wam przykład:
Wychowałam się w domu, gdzie choinkę kupowało się i dekorowało w Wigilię rano.
Kochałam ten zwyczaj, tylko dlaczego nie można było się oddać tej dziecięcej radości,
przez wiele, spokojnych godzin?
Dekorowaliśmy z bratem w pośpiechu świąteczne drzewko
i pędziliśmy pomagać rodzicom w milionie jeszcze niedokończonych, 
czy nawet nierozpoczętych świątecznych spraw…
Masa w tym była pośpiechu, niepokoju, a czasem i rodzinnych gniewów 
spowodowanych tzw. „niedoczasem”.
Teraz, dzielę przygotowania na kilka tygodni,
nie tylko po to, 
aby „po amerykańsku” zaczynać Boże Narodzenie w listopadzie,
ale dlatego, aby celebrować wszystkie zwyczaje.
Aby każdemu z nich poświecić należyty czas.
Ze spokojem zaplanować prezenty i dekoracje.
Mieć czas je wykonać 
(wiecie, że większość robię sama, a to pochłania massssęęęę czasu).
Ugotować … podać … dźwignąć urodę i ?
I z wypoczętą i uśmiechniętą twarzą celebrować Święta. 
Tak kocham najbardziej … i Wam też polecam.
A na dziś mam dla Was małą cząsteczkę mojego adwentowego klimatu.

… ciepło, przytulnie, romantycznie …

… celebrujcie życie, celebrujcie dni, celebrujcie chwile …
… ciepło, przytulnie, romantycznie …

„JAGODOWO-MALINOWY KOKTAJL”

Tak nazwała jeden z moich wianków-stroików świątecznych zaprzyjaźniona z naszym ogrodem, „ogrodniczka Pszczółka”.
 Podchwyciłam to, bo ma znakomitą rację. 
Kiedy na niego patrzę, to widzę przed oczami wszelkie jagodowe pyszności.
Okrągłe, słodkie i bardzo aromatyczne wspomnienia wczesnej jesieni. 
Miło je zobaczyć (nawet w wyobraźni) w tak szczególnym okresie.
Ale przecież dla prawdziwej ogrodniczki, sezon nie kończy się nigdy.
To właśnie dlatego, nawet zimą kłębią się w głowie ogrodowe myśli.
To dzięki nim powstają bardzo ogrodowe, dekoracje. 
Nawet, a może przede wszystkim te świąteczne. Z najnowszych biorąc: 
 
rajskie jabłuszka” – prosto z ogrodu
świąteczny ganek” – prosto z ogrodu 
„jagodowo-malinowy koktajl” – z tęsknoty za przysmakami z ogrodu
Wszystko kręci się w mojej głowie wokół ogrodu … 
„Kręci się, kręci, aż się zakręci”
Już dawno mi się zakręciło !
Bo wianki też są zakręcone … również te jagodowo-malinowe.
Zobaczcie: 

Pozdrawiam wszystkich moich ogrodowych i nie-ogrodowych przyjaciół bardzo serdecznie i bardzo, bardzo świątecznie.

NOWOCZESNE „CHOINKI”

To był znakomity wieczór. 
Zrobiłam własnoręcznie 3 choinki, które w te Święta staną przy naszym kominku. 
Kolorystyka w 100 % dopasowana do klimatu naszych wnętrz. 
Nowoczesna koncepcja tym bardziej potwierdza, że nasza strefa wypoczynku,
czekała właśnie na takie ozdoby Świąteczne.
Baza stropianowa, srebrny lakier, barwiona rafia i maleńkie czarne bombki.
Zapał, cierpliwość i dokładność.  WSZYSTKO. 
Jestem nimi oczarowana…największa choinka ma 1 metr, a jako TRIO prezentują się znakomicie …

 To był długi dzień. Już późno. Czas na zasłużony wypoczynek.
Jutro Wam pokażę, co działo się w kuchni i jakie cudne upiekliśmy ciasteczka.
DO MIŁEGO !!!

WIELKANOCNE WIANKOWANIE

W ciągu ostatnich 2 tygodni znalazłam kilka wieczorów, które poświęciłam na „wiankowanie”. Przewodnim tematem tegorocznych ozdób wielkanocnych stały się piórka …piórka szare, brązowe, piórka modre i pistacjowe…była to wymagająca, cierpliwa i niezwykle misterna praca.
Styropianowe podkłady i pistolet z gorącym klejem 
stały się moimi przyjaciółmi na wiele dni.

 

Wszystkie moje wianki zrobiłam w tym roku dla swoich najbliższych. Będą wielkanocnymi prezentami. Ozdobią ich domy.
Taka mała wielkanocna „cząstka mnie”….

 

Poniżej własnoręcznie wykonane jaja ceramiczne. 
Uwielbiam HAND MADE !!!

DIY – czyli zakasać rękawy i zrobić samemu

Zaczęło się od zakupu rur PCV różnej grubości…

Kolejno…należało je pociąć, do czego bardzo się przydała szlifierka kątowa.

Usunięcie pozostałych po cięciu zadziorków, okazało się najbardziej pracochłonnym etapem.
Było ich bardzo dużo i były bardzo twarde. Pomógł mi mały nożyk
i papier ścierny. 

Ułożenie „szkieletu” wieńca należało wyłącznie do mojej „nieograniczonej wyobraźni” 🙂

Po sklejeniu wszystkich rurek silikonem nadszedł czas na lakierowanie:


Teraz pozostało już tylko wklejenie bombek o dowolnie wybranym przez nas kolorze i kształcie.

Efekt końcowy przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Jestem nim ZACHWYCONA !!!

W świetle dziennym, prezentuje się tak:

a wieczorową porą…tak:
Pozostało mi sporo materiałów i już wiem, że zrobię kolejne…
lakierowane również na metaliczny, srebrny kolor…
…z innymi bombkami…przeróżne…
chcę, aby zdobiły mój dom przez cały karnawał !!!

POZDRAWIAM WSZYSTKICH W NOWYM 2015 ROKU
NIECH WAM SIĘ WIEDZIE !!!



NIE BĘDZIE CZERWIENI !!!

Jak zwykle z resztą…nie będzie i już.
 Uwielbiam dekorować dom na święta, ale nie jestem w stanie wkomponować czerwonego koloru. 
No nie pasuje mi i KONIEC. Będzie sporo pięknych i delikatnych pasteli. 
Sporo odcieni różu, delikatnych fioletów i ecru…
W połączeniu z delikatnymi popielami, metalicznymi dodatkami, będzie tak PO MOJEMU.
Właśnie tak lubię i tak mi się podoba. 
Wiem, że nie jestem w większości, dla której święta to czerwony Mikołaj, czerwone serwetki, czerwone jabłuszka, czerwone kokardki …ale tak już mam….
Wczoraj rozpakowałam ogromny karton. W nim przyjechał do mnie wyczekiwany już niecierpliwie wianek, czy jak kto woli, stroik na stół. 
Ogromnej średnicy, z masą szklanych bombek. Oczarował mnie.
Myślałam, że zeszłoroczny elegant był już szczytem piękności. Myliłam się …mój nowy, różowy „słodziak” powalił mnie na kolana, a nawet wzruszył. Anita tak bardzo się postarała. 
Jeśli jeszcze takiego lub podobnego (czytaj: w Waszym guście) nie macie  –
– skontaktujcie się z Anitą  http://www.zielonomitu.blogspot.com/ 
A teraz spójrzcie jakie cudo mam na stole: